Wypowiedź prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa na temat roli sojuszników w wojnie w Afganistanie, wywołała falę krytyki w Europie - zarówno w stolicach unijnych państw, jak i wśród rodzin żołnierzy którzy stracili życie w skutek działań wojennych.
Trump, w wypowiedzi podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, ocenił, że państwa sojusznicze wysłały swoje kontyngenty do misji w Afganistanie, „trzymając się trochę z tyłu i z dala od linii frontu”, dodając, że Stany Zjednoczone nigdy nie potrzebowały pomocy NATO i "nigdy tak naprawdę o nic nie prosiły" sojuszników i „nigdy ich naprawdę nie potrzebowały”.
Te słowa odbiły się szerokim echem: przywódcy europejscy, parlamentarzyści, byli i obecni wojskowi oraz rodziny poległych podkreślali, że są one nie tylko nieprecyzyjne historycznie, ale też głębokie obraźliwe dla pamięci tych, którzy oddali życie za wartości sojusznicze i wspólne bezpieczeństwo. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer nazwał słowa Trumpa „obraźliwymi i wręcz oburzającymi”, zwracając uwagę na setki Brytyjczyków którzy zginęli w Afganistanie.
W Kopenhadze, pod ambasadą USA, aktywiści w proteście przeciwko stanowisku Trumpa, umieścili 44 duńskie flagi z nazwiskami Duńczyków poległych w Afganistanie.
Polski sprzeciw i list protestacyjny
W Polsce swój sprzeciw wobec słów Trumpa wyraziło Polskie Stowarzyszenie Rodzin Poległych Żołnierzy "Pamięć i Przyszłość" - organizacja zrzeszająca bliskich polskich żołnierzy, którzy zginęli w czasie misji zagranicznych. W liście otwartym wysłanym do prezydenta USA autorzy podkreślają, że jego słowa zostały przyjęte przez rodziny "z niedowierzaniem i głębokim bólem" jako krzywdzące i nierzeczywiste.
W dokumencie przypomniano, że polscy żołnierze walczyli ramię w ramię z Amerykanami i innymi wojskami NATO, często na pierwszej linii frontu, ponosząc ciężkie straty i składając największe ofiary - w imię pokoju, wolności i zobowiązań sojuszniczych.
Stowarzyszeniedomaga się publicznych przeprosin ze strony prezydenta USA oraz reakcji władz polskich - w tym prezydenta RP i Ministerstwa Spraw Zagranicznych, do których skierowano również petycje i apel o obronę honoru polskich żołnierzy.
Apel o szacunek i pamięć
W wywiadzie dla Euronews, prezes Stowarzyszenia Lidia Kordasz-Garniewicz podkreśliła, że słowa Trumpa były nie tylko nieprawdziwe, ale też uminiejszały traumie rodzin, które straciły bliskich.
"Słowa prezydenta Trampa sugerujące, jakoby nasi żołnierze podczas misji zagranicznych pozostawali „z tyłu” i nie byli proszeni o wsparcie przyjęliśmy z głębokim bólem i oburzeniem, słowa te były krzywdzące i nieprawdziwe. Był to cios w nasze krwawiące serca po stracie najbliższych".
Przypomniała, że wielu żołnierzy wróciło z misji z trwałymi obrażeniami fizycznymi i psychicznymi, a każda misja była dla bliskich czasem nieustającego lęku i niepewności. Wskazała, że organizacja od lat działa na rzecz godnego upamiętnienia i utrzymania dobrego imienia poległych, a także buduje więzi z rodzinami amerykańskich żołnierzy, by pielęgnować pamięć o ich wspólnej ofierze i wartościach Sojuszu.
Kordasz-Garniewicz nie zgadza się z również z twierdzeniem Trumpa, jakoby Stany Zjednoczone nigdy nie potrzebowały pomocy NATO i "nigdy tak naprawdę o nic nie prosiły" sojuszników.
Jak twierdzi, "Polscy żołnierze uczestniczyli w misjach na mocy decyzji naszego rządu, w ramach sojuszu z rządem USA. Walczyli ramię w ramię z żołnierzami amerykańskimi, ponosząc te same ofiary w imię pokoju i wolności. Wielu z nich zapłaciło za to najwyższą cenę – życia".
Stowarzyszenie domaga się, aby - zgodnie z jego statutowymi celami - pamięć o tych, którzy polegli, była oparta na szacunku, prawdzie i wzajemnym uznaniu, a nie wykorzystywana w debacie politycznej.
Reakcje w Europie
Trumpa krytykują nie tylko rodziny poległych. Wielu europejskich liderów i parlamentarzystów wskazało, że jego wypowiedź ignoruje kontekst historyczny, w tym fakt, że NATO, po raz pierwszy w swojej historii, aktywowało art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego właśnie po atakach z 11 września 2001 roku, w konsekwencji czego państwa sojusznicze walczyły u boku USA w Afganistanie.
Wicepremier oraz szef MSZ Polski Radosław Sikorski, wyraził krytykę po wypowiedzi Donalda Trumpa. Podkreślił, że kpiny z poświęcenia polskich żołnierzy są niedopuszczalne. Minister przypomniał swoje osobiste doświadczenia związane z Afganistanem, zaznaczając, że zna ten kraj od młodych lat i przebywał tam także jako minister obrony oraz spraw zagranicznych. Wskazał, że prowincja Ghazni, w której stacjonował polski kontyngent, należała do obszarów frontowych i była oceniana na 7 w dziesięciostopniowej skali zagrożenia. Jak zaznaczył, nikt nie ma prawa umniejszać służby polskich żołnierzy.
Wiceprezes Rady Ministrów i Minister Obrony Narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, również wypowiedział się na ten temat. Podkreślił, że Wojsko Polskie od lat działa wspólnie z sojusznikami, uczestnicząc m.in. w misjach w Afganistanie i Iraku, a obecnie bierze udział w misjach oraz operacjach realizowanych pod auspicjami NATO.
Premier Donald Tusk odniósł się do sprawy na portalu X:
"22 grudnia 2011 roku w afgańskim Ghazni uczestniczyłem jako premier Polski w pożegnaniu pięciu poległych polskich żołnierzy. Towarzyszący mi wówczas amerykańscy oficerowie mówili, że Ameryka nigdy nie zapomni polskich bohaterów. Może przypomną o tym prezydentowi Trumpowi."
Przez blisko dwadzieścia lat zaangażowania Polski w Afganistanie (2002–2021) przez misję przewinęło się ponad 33 tysiące żołnierzy oraz pracowników resortu obrony.
Życie straciło 43 polskich żołnierzy oraz jeden pracownik cywilny. Skala i czas trwania tego przedsięwzięcia sprawiły, że była to jedna z najdłuższych operacji poza granicami kraju w dziejach polskich sił zbrojnych.