UE rozważa zmianę mandatu morskiej operacji w związku z rosnącym napięciem wokół Cieśniny Ormuz. Decyzja ma pomóc w ochronie kluczowego szlaku transportu ropy i stabilizacji dostaw surowca na świecie.
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas zapowiedziała możliwość zmiany mandatu morskiej misji Unii Europejskiej.
Powodem jest rosnąca presja na Europę, aby pomogła zabezpieczyć żeglugę w rejonie Cieśny Ormuz i ograniczyła zakłócenia w globalnych dostawach ropy.
"Przedyskutujemy z państwami członkowskimi, czy zmiana mandatu tej misji jest możliwa" - powiedziała Kallas.
Dodała, że utrzymanie swobodnej żeglugi w cieśninie leży w strategicznym interesie Europy.
Szefowie dyplomacji państw UE spotykają się w poniedziałek w Brukseli, aby omówić konsekwencje wojny z Iranem.
Według analityków konflikt doprowadził do bezprecedensowych zakłóceń w światowych dostawach ropy.
W efekcie ceny surowca przekroczyły poziom 100 dolarów za baryłkę.
Jednym z głównych tematów rozmów jest unijna operacja Operation Aspides, powołana w lutym 2024 roku.
Misję utworzono w odpowiedzi na serię ataków bojowników Huti na międzynarodową żeglugę.
Zgodnie z decyzją Rady UE zadaniem operacji jest ochrona statków handlowych, zapewnienie swobody żeglugi oraz monitorowanie sytuacji na kluczowych akwenach regionu.
Obejmuje to wody Morza Czerwonego, Zatokę Adeńską, Morze Arabskie, Zatokę Omańską oraz Zatokę Perską, w tym także samą cieśninę Ormuz.
Unijni urzędnicy przyznają jednak, że obecny mandat misji może okazać się niewystarczający wobec skali obecnego kryzysu.
Przez cieśninę Ormuz przepływa około jedna piąta światowych dostaw ropy naftowej.
Wypowiedź Kallas pojawiła się dzień po tym, jak prezydent USA Donald Trump zaapelował do europejskich sojuszników o większe zaangażowanie w ochronę tego strategicznego szlaku.
Amerykański przywódca ostrzegł, że NATO czeka "bardzo zła przyszłość", jeśli państwa członkowskie nie wesprą działań Waszyngtonu.
Dyplomaci podkreślają jednak, że ewentualna zmiana mandatu operacji Operation Aspides nie musi spotkać się z jednomyślnym poparciem wszystkich państw UE.
Jeden z europejskich dyplomatów powiedział stacji Euronews, że celem spotkania jest przede wszystkim poprawa koordynacji i zdolności operacyjnych w ramach UE.
Mało prawdopodobne jest natomiast utworzenie szerokiej europejskiej koalicji eskortującej statki w cieśninie Ormuz, o którą zabiega Waszyngton.
Ani Stany Zjednoczone, ani Izrael nie konsultowały z europejskimi sojusznikami ataku na Iran.
Administracja Trumpa wielokrotnie krytykowała Europę za zbyt niskie wydatki na obronność.
Jednocześnie trudności w globalnym handlu ropą skłoniły Waszyngton do poszukiwania wsparcia wśród sojuszników.
Jak dotąd apel amerykańskiego prezydenta przyniósł jednak ograniczone rezultaty.
W niedzielę niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul przyznał, że w Europie trwają rozmowy na temat rozszerzenia kompetencji operacji Operation Aspides.
Jednocześnie wykluczył udział Niemiec w ewentualnej misji.
Wezwał także Stany Zjednoczone i Izrael do wyjaśnienia swoich celów w konflikcie z Iranem.
Podobne stanowisko zaprezentował w poniedziałek minister spraw zagranicznych Luksemburga Xavier Bettel.
Podkreślił, że Unia Europejska nie jest bezpośrednio stroną wojny.
"Musimy zdecydować, czy chcemy się w nią angażować. W zakresie wsparcia technologicznego, takiego jak satelity czy komunikacja, możemy być pomocni. Nie mówimy jednak o wysyłaniu żołnierzy ani sprzętu wojskowego"- powiedział przed posiedzeniem Rady do Spraw Zagranicznych.