Śledź nas
Reklama

Wygrał wyspę Haribo, dostał codzienność: dlaczego ją sprzedaje

Wygrana Haribo: wyspa w Kanadzie na sprzedaż
Nagroda Haribo: wyspa w Kanadzie na sprzedaż -  Prawo autorskie  https://www.vladi-private-islands.de/
Prawo autorskie https://www.vladi-private-islands.de/
Przez Nela Heidner
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Własna wyspa, drewniany dom i Kanada tuż za progiem: Matthias R. z Bawarii wygrał w 2005 r. niezwykłą główną nagrodę. Ponad 20 lat później szuka kupca. Bo nawet kawałek dzikiej przyrody wymaga opieki i leży zbyt daleko na krótki urlop.

Inni wygrywają kosz z upominkami, Matthias R. wygrał wyspę. W loterii zorganizowanej przez Haribo mężczyzna z Kahl am Main w Dolnej Frankonii został w 2005 roku właścicielem prywatnego miejsca na odludziu w Kanadzie. Teraz rozdział pod tytułem „własna wyspa” ma się zakończyć: działka jest wystawiona za 348 tys. dolarów kanadyjskich, czyli ok. 220 tys. euro.

REKLAMA
REKLAMA

Głównej nagrodzie towarzyszyły żelki

To, że historia brzmi jak wyjątkowo hojny pomysł marketingowy, nie jest przypadkiem. Haribo zapowiedziało akcję w kwietniu 2005 roku, dorzucając wszystko, co pomaga sprzedać marzenie o ucieczce od cywilizacji: własną wyspę w Nowej Szkocji, drewniany dom, pierwszy lot na miejsce oraz kajak z pełnym wyposażeniem wędkarskim. O prowiant na start miały zadbać słynne Złote Misie Haribo, choć z punktu widzenia dietetyków na dłuższe życie w dziczy nadają się raczej słabo.

W pakiecie był też Thomas Gottschalk, przynajmniej w kampanii reklamowej. Jak informowała firma, ówczesny ambasador marki Haribo miał symbolicznie pomagać przy budowie drewnianego domu i promować losowanie w telewizji. Marzenie o ucieczce od świata reklamowano z dużym rozmachem: tylko na torebki ze słodyczami przygotowano 15 mln naklejek promocyjnych.

Raj z toaletą kompostową

W obecnej ofercie sprzedaży posiadłość występuje pod nazwą „Back Lake Islands”. Leży w wschodniokanadyjskiej prowincji Nowa Szkocja, w hrabstwie Shelburne. Według pośrednika ma ok. 6,5 ha, a do nieruchomości należy także przyległe tereny bagienne.

Tekst reklamowy: „Ucieknij od codzienności na własną, prywatną wyspę – zaledwie 30 minut od sklepów i punktów usługowych w Shelburne. Krótki rejs łodzią z brzegu przeniesie cię do twojego osobistego azylu, gdzie przez co najmniej trzy pory roku możesz cieszyć się życiem nad jeziorem. Przyległe tereny bagienne, również należące do działki, zachęcają do długich wypraw odkrywczych wśród niepowtarzalnej przyrody”.

Na działce stoi drewniany dom z dwoma sypialniami i łazienką. Z ogłoszenia wynika, że w cenie są także dwie małe łodzie, pomost, szopa i generator. Pośrednik poleca jako formę wypoczynku pływanie, kajakarstwo, wędkowanie i piesze wycieczki.

Wyposażenie pasuje zdecydowanie bardziej do wakacji na łonie natury niż luksusowego resortu: prąd zapewniają panele słoneczne, pompa czerpie wodę z jeziora, a zamiast zwykłej łazienki jest toaleta kompostowa.

Odległości nie da się oszukać

Jak pisze „Bild”, rodzice właściciela przez lata dbali o posiadłość i włożyli w nią dużo pracy. Podróż na miejsce zajmuje łącznie ok. dziesięciu godzin, a dziś nie chcą już podejmować tak długiej wyprawy. Do tego dochodzą stałe koszty: roczny podatek od nieruchomości sięga ok. 2,5 tys. euro, nie licząc biletów lotniczych i wynajmu samochodu.

Sen o własnej wyspie z dołączonymi żelkami był prezentem, ale cała praca z nią związana przyszła w pakiecie. Być może jednak znajdzie się teraz śmiałek, dla którego ta samotna wyspa okaże się po prostu idealna.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

UE planuje arktyczny kabel łączący Grenlandię z Europą wobec rosnących zagrożeń

Eksmisje: gdzie lokatorzy są najlepiej, a gdzie najsłabiej chronieni w Europie

Madryt: Maricarmen wróci do domu po eksmisji, a protest w Sol będzie trwał