Polska w ciągu ostatniej dekady wykonała ogromny krok w stronę europejskiej średniej jakości życia. Dane pokazują wyraźnie: dystans do Unii Europejskiej zmniejsza się. Eksperci podkreślają jednak, że dalszy postęp będzie zależał od tego, czy kraj poradzi sobie z narastającymi deficytami.
Jeszcze na początku drugiej dekady XXI wieku Polska była wyraźnie na peryferiach Unii Europejskiej, jeśli chodzi o szeroko rozumiane warunki życia. Dziś obraz jest zupełnie inny. Jak wynika z badań prowadzonych przez zespół Szkoły Głównej Handlowej pod kierunkiem prof. Agnieszki Chłoń-Domińczak, dystans Polski do średniej unijnej skurczył się w sposób, który jeszcze kilkanaście lat temu wydawał się trudny do wyobrażenia.
"W 2010 roku, kiedy zaczynaliśmy pomiary, wskaźnik wynosił 56 punktów, co oznaczało dystans do średniej UE na poziomie 44 punktów – tłumaczy ekspertka. – W danych za 2023 rok wskaźnik osiągnął już 92. Dystans spadł więc do zaledwie 8 punktów procentowych."
To nie tylko statystyczna ciekawostka. W praktyce oznacza to, że Polska w ciągu 13 lat dogoniła Unię Europejską pod względem jakości życia szybciej niż wiele innych państw regionu.
Zachód Europy bliżej, niż się wydaje
Często zadawane pytanie brzmi: jak bardzo Polska odstaje jeszcze od Europy Zachodniej – tzw. „starej Unii”? Odpowiedź może zaskakiwać.
"Ten dystans jest dziś bardzo niewielki, a w niektórych obszarach wręcz mamy nadwyżkę – zauważa Chłoń-Domińczak. – Na tle krajów, które wstępowały do UE razem z nami lub później, Polska wypada przeciętnie lepiej.
Nie oznacza to jednak, że Polska „dogoniła” Niemcy czy Francję. Badacze celowo unikają porównań z pojedynczymi państwami, wskazując na ogromne różnice strukturalne i bieżące uwarunkowania gospodarcze. Przykładem są nasi zachodni sąsiedzi:
"Niemcy znajdują się teraz w stagnacji gospodarczej, więc myślę, że jeżeli chodzi o warunki życia, to też oczywiście ta sytuacja może się zmieniać ze względu na właśnie te uwarunkowania."- wskazuje ekspertka.
Zamiast tego Polska porównywana jest do zbiorowej średniej krajów starej Unii, co daje stabilniejszy punkt odniesienia.
Dochody? Paradoksalnie jedna z mocniejszych stron
Indeks jakości życia, o którym mowa, jest wskaźnikiem syntetycznym. Składa się na niego osiem obszarów: dochody i deprywacja materialna, rynek pracy, zdrowie, edukacja, warunki mieszkaniowe, infrastruktura, transport oraz środowisko.
Najlepsze wyniki Polska osiąga tam, gdzie wielu obserwatorów spodziewałoby się raczej słabości.
"Paradoksalnie relatywnie dobrze wypadamy w obszarze dochodów i deprywacji materialnej. Badamy tu ubóstwo i brak możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb, a nie nominalne zarobki. W tym sensie Polska wypada lepiej, niż sugerowałyby same poziomy płac" – mówi ekspertka.
To efekt m.in. poprawy sytuacji na rynku pracy, spadku bezrobocia w ostatnich latach oraz rozbudowanych transferów społecznych, które ograniczyły skalę skrajnego ubóstwa.
Środowisko i edukacja – najsłabsze ogniwa
Nie wszystkie obszary wyglądają jednak równie optymistycznie. Największym wyzwaniem pozostaje ochrona środowiska.
"Postęp jest widoczny, ale wolniejszy niż w innych krajach UE. Dotyczy to zwłaszcza energii odnawialnej" – podkreśla Chłoń-Domińczak. - "Inne państwa nie tylko są bardziej zaawansowane, ale też rozwijają się szybciej w tej dziedzinie."
Problemy widać również w edukacji. Choć Polska przez lata była chwalona za wyniki uczniów, dziś dystans do średniej unijnej w tym obszarze przestaje się zmniejszać, a miejscami nawet rośnie. To sygnał ostrzegawczy, zwłaszcza w kontekście przyszłej konkurencyjności gospodarki.
"Bardzo liczę na to, że pokazując nasz wskaźnik, zachęcimy właśnie do tego, żeby spojrzeć przede wszystkim na te obszary, bo tak jak powiedziałam, jest to indeks, który mierzy właściwie jakość życia" - mówi Chłoń-Domińczak.
Kiedy możemy liczyć na dogonienie europejskiego peletonu?
Choć wskaźnik jakości życia rośnie z roku na rok, tempo doganiania wyraźnie spada. To naturalny proces – im bliżej średniej, tym trudniej o szybkie postępy.
"Jeśli utrzymamy tempo około jednego punktu rocznie, osiągnięcie unijnej średniej zajmie jeszcze mniej więcej dekadę" – szacuje ekspertka.
Kluczowe pytanie brzmi jednak nie „kiedy”, lecz „jak”. Dalszy postęp będzie możliwy tylko wtedy, gdy polityka publiczna skupi się na najsłabszych obszarach.