Była premier Serbii w ekskluzywnej rozmowie z Euronews mówi o wsparciu, jakie Serbia od początku wojny okazuje Ukrainie i odpiera zarzuty o prorosyjskość. Opowiada też o frustracji Serbów w związku z podwójnymi standardami w kontekście starań Belgradu o wejście do Unii Europejskiej.
Serbia będzie organizatorem EXPO 2027, w którym udział zadeklarowało już 140 krajów. Wydarzenie, które będzie trwało od maja do sierpnia przyszłego roku i odbędzie się w Belgradzie już teraz zapowiada się imponująco. Przygotowania do EXPO, ale przede wszystkim gospodarka serbska i negocjacje członkowskie z Unią Europejską były głównymi tematami konferencji zorganizowanej w Brukseli. Wzięli w niej udział minister spraw zagranicznych Serbii, Marko Djurić, wicepremier i minister finansów, Sinisa Mali i przewodnicząca Zgromadzenia Narodowego, była premier Serbii, Ana Brnabić.
Ukraina nie uznała Kosowa
Euronews rozmawiał z nią także na temat relacji z Ukrainą i Rosją bo na ten temat narosło wiele mitów i nieporozumień. Jeden z nich to rzekomy brak poparcia Serbii dla Ukrainy w konflikcie z Rosją. Okazuje się, że Serbia od wybuchu wojny rosyjskiej agresji na Ukrainę w lutym 2022 roku przeznaczyła na pomoc temu krajowi ponad 60 milionów euro w formie bezpośredniej pomocy finansowej i humanitarnej, choć nie militarnej. Ale nie tylko.
"Byliśmy jedynym krajem z Bałkanów Zachodnich, który w najtrudniejszych momentach, podczas miesięcy zimowych, przekazywał Ukrainie sprzęt elektroenergetyczny – ponieważ mamy podobne systemy elektroenergetyczne – a także generatory i części zamienne. Nawet wtedy, gdy nie można ich było znaleźć na rynku, my przekazywaliśmy je Ukrainie z naszych własnych rezerw. W ten sposób – i wielu ludzi o tym nie wie, szczególnie w Unii Europejskiej – narodziła się ta bardzo bliska więź między Serbią a Ukrainą" - zaznacza.
"Widzieli Państwo, że komunikacja między prezydentem Vučiciem a prezydentem Zełenskim jest na wyjątkowo regularnym poziomie, to stały kontakt. Podobnie wygląda moja komunikacja z przewodniczącym Rady Najwyższej (parlamentu) Ukrainy, Rusłanem Stefanczukiem" - dodaje Ana Brnabić i podkreśla, że relacje między Belgradem a Kijowem są lepsze niż może to wyglądać z perspektywy Brukseli. Jednym z powodów tego jest fakt, że Ukraina nie uznała niepodległości Kosowa (byłego okręgu Serbii, który w lutym 2008 roku ogłosił niepodległość) respektując integralność terytorialną Serbii. Ukraina już wtedy obawiała się, że ta sytuacja jest niebezpiecznym casusem w prawie międzynarodowym, który może być wykorzystany przez Rosję. Serbia odwdzięczyła się nie uznając niepodległości czterech separatystycznych regionów Ukrainy, którą ogłosiły one po nielegalnych referendach w 2022 roku. Większość krajów na świecie również nie uznała wówczas ważności tych referendów.
Nie jesteśmy "małymi Rosjanami"
Pomimo tego Serbia często bywa określana jako rosyjski "koń trojański" i jeden z bliższych sojuszników Rosji w Europie, niemalże za satelitę Rosji. Była premier Serbii uważa tę percepcję za przesadną:
"My, Serbowie nie jesteśmy „małymi Rosjanami”, Serbia jest samodzielnym, niezależnym i suwerennym krajem o prawie tysiącletniej historii. Owszem, mamy tradycyjnie dobre stosunki z Federacją Rosyjską (Rosja jako jeden z niewielu krajów potępiła naloty NATO na Serbię w 1999 r.) i teraz te więzi także istnieją. Ale nie są to relacje bezkonfliktowe - muszę podkreślić, że Federacja Rosyjska często krytykowała Serbię za to, że na przykład głosowała w Organizacji Narodów Zjednoczonych za potępieniem agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, tak jak często krytykowali nas za pomoc i wsparcie, które przekazujemy Ukrainie" - mówi Ana Brnabić i dodaje, że jej zdaniem ludzie kierowani stereotypami czasami przemilczają pewne fakty, a wyolbrzymiają inne.
"Prawda jest ważna i być może my również powinniśmy lepiej ją komunikować. Niestety stereotypy są tak silne i głębokie, że często nawet gdy mówimy o rzeczach, które robimy, ludzie je ignorują lub w nie nie wierzą. Jednak, jak powiedział nasz minister spraw zagranicznych, kiedy mowa o relacjach Serbii z Ukrainą i o tym, jakie jest wsparcie Serbii dla Ukrainy, najlepiej zapytać o to samą Ukrainę" - dodaje była premier.
Potwierdzeniem jej słów jest niedawny wywiad, jakiego udzielił ukraiński ambasador w Serbii, Oleksandr Lytvynenko agencji Interfax, w którym mówił: "W ciągu czterech lat przekazali nam 60 mln euro niemilitarnej pomocy, także w sektorze energetycznym. Ostatnio dodatkowo dwa miliony euro na sektor energetyczny i 700 tys. euro na służbę zdrowia. Dla tak małego kraju, z 6,5 mln mieszkańców to poważna suma".
Podwójne standardy
Zarówno podczas konferencji, jak i rozmowy z Euronews Ana Brnabić mówiła także o postępach w rozmowach z Unią Europejską i przeszkodach, które pojawiają się na tej drodze. Wspomniała o frustracji, która pojawia się u wielu Serbów w związku z większymi - ich zdaniem - oczekiwaniami wobec Serbii niż innych krajów kandydujących.
"Podam przykład wdrażania zaleceń ODIHR (Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka - red.) dotyczących poprawy warunków wyborczych w Republice Serbii. Aby otworzyć klaster trzeci, do którego pod względem technicznym jesteśmy gotowi już od 2021 roku, musimy wdrożyć wszystkie zalecenia ODIHR. A kiedy spojrzy się na inne kraje o statusie kandydata, które również mają zalecenia ODIHR dotyczące poprawy warunków wyborczych – one nie muszą wdrożyć ani jednego, a otworzyły już wszystkie klastry. To jest podwójny standard, który trudno nam wytłumaczyć naszym obywatelom, i na tym cierpi wiarygodność Unii Europejskiej" - opowiada, podkreślając jednocześnie, że zdaniem rządu w Belgradzie miejsce Serbii jest w Unii Europejskiej.
"Dlatego nie poddajemy się, będziemy walczyć dalej, będziemy pracować jeszcze ciężej, ale ważne jest, abyśmy prezentowali nie tylko plany, lecz także rezultaty. Rozumiemy, że Unia Europejska to klub, rodzina krajów, która może stawiać dowolne standardy dla tych, którzy chcą stać się częścią tego klubu czy rodziny, ale byłoby dobrze, gdyby były one bardziej jednolite" - dodaje obecna przewodnicząca Zgromadzenia Narodowego.
Kilka dni temu prezydent Serbii, Aleksandar Vucić zapowiedział, że wkrótce poda się do dymisji przed końcem swojej kadencji (upływa on w połowie przyszłego roku) i ogłosi przedterminowe wybory prezydenckie i parlamentarne.