W Kijowie zginęły co najmniej cztery osoby. Ataki nastąpiły kilka godzin po tym, jak prezydent USA Donald Trump powiedział, że może lepiej pozwolić Ukrainie i Rosji "walczyć przez jakiś czas".
Rosyjskie rakiety i drony uderzyły w Kijów w nocy z czwartku na piątek. Na skutek ataków zginęły co najmniej cztery osoby, a 20 zostało rannych, poinformował burmistrz miasta Witalij Kliczko.
Kliczko powiedział, że w kilku miejscach wciąż trwa akcja ratunkowa.
Ataki wywołały zniszczenia i pożary w kilku dzielnicach miasta, podczas gdy systemy obrony powietrznej próbowały przechwycić nadlatujące cele, powiedział szef miejskiej administracji wojskowej Tymur Tkaczenko. "Nasze zespoły obrony powietrznej robią wszystko, co w ich mocy. Ale musimy chronić się nawzajem — bądźcie bezpieczni" - napisał na Telegramie.
W dzielnicy Sołomiański pożar wybuchł na 11. piętrze 16-piętrowego budynku mieszkalnego. Służby ratunkowe ewakuowały trzy osoby z mieszkania. Kolejny pożar wybuchł w blaszanym magazynie. Tkaczenko powiedział, że tory metra między dwiema stacjami w Kijowie zostały uszkodzone w wyniku ataku.
Z kolei w obwodzie czernihowskim na północy Ukrainy, dron Shahed eksplodował w pobliżu budynku mieszkalnego, niszcząc okna i drzwi, według szefa regionalnej administracji wojskowej Dmytra Bryżyńskiego. Dodał on, że eksplozje pocisków balistycznych odnotowano również na obrzeżach miasta Czernihów.
Nocne ataki nastąpiły kilka godzin po tym, jak prezydent USA Donald Trump powiedział, że może lepiej pozwolić Ukrainie i Rosji "walczyć przez jakiś czas".
Trump przemawiał podczas spotkania z nowym kanclerzem Niemiec, Friedrichem Merzem, który zaapelował do niego o podjęcie działań w celu zakończenia wojny. Donald Trump rozmawiał również telefonicznie z Władimirem Putinem, który zapowiedział odwet za ukraińskie ataki dronów na rosyjskie lotniska wojskowe w niedzielę.