Gdyby nie pierwsza kadencja Donalda Trumpa kraje europejskie dalej by się ociągały z wydatkami na obronę - mówi gen. Mieczysław Bieniek w rozmowie z Euronews. Według niego, pomimo różnych kontrowersyjnych wypowiedzi Trumpa, USA są dalej wiarygodnym sojusznikiem, a NATO to gwarancja bezpieczeństwa.
Najnowszy raport NATO, opublikowany kilka tygodni temu, podsumowuje aktywność i potencjał wszystkich 32 państw członkowskich. Polska znalazła się w nim na pierwszym miejscu pod względem wydatków na obronność i bezpieczeństwo, przeznaczając na ten cel niemal 5 procent PKB rocznie.
Polska armia zajmuje natomiast trzecie miejsce pod względem liczebności - po siłach zbrojnych Stanów Zjednoczonych i Turcji. Wszystko to stawia nas w roli „prymusa”. Pojawia się jednak pytanie, na ile te statystyki oddają rzeczywistość i czy nie są zbyt optymistyczne.
„Jakość armii jest bardzo istotna”
W rozmowie z Dominiką Ćosić podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego gen. Mieczysław Bieniek - obecnie doradca ministra obrony narodowej, a wcześniej m.in. wiceszef Sojuszniczego Dowództwa Transformacyjnego NATO w Norfolk - ocenia, że jest to obraz realistyczny, choć nie oznacza to, że można spocząć na laurach. Jego zdaniem kluczowe znaczenie powinna mieć nie tyle liczba żołnierzy, ile jakość armii, co wymaga dalszej modernizacji i intensywnego szkolenia.
„Musimy zdać sobie sprawę, że nie tylko liczba, ale i jakość tej armii jest bardzo istotna. Mamy wciąż dużo do zrobienia. Modernizacja sił zbrojnych i jej transformacja to jest proces ciągły” - podkreśla generał.
Dodaje przy tym: „Bardzo duży nacisk położyliśmy w ostatnich latach na obronę powietrzną i systemy zwalczania dronów, na mobilność wojska, na systemy dowodzenia i kierowania, ale przede wszystkim na zwiększenie jakości szkolenia oraz liczebności sił zbrojnych. Służą temu różne formy - zarówno służba zawodowa, dobrowolna, jak i szkolenia wojskowe. Trzeba jednak pamiętać, że ogromna ilość nowoczesnego sprzętu, który pozyskujemy – śmigłowce, Apache, samoloty F-35, systemy rakietowe HIMARS i Chunmoo, czołgi Abrams i K2, radary czy systemy zarządzania polem walki - wymaga odpowiedniego przygotowania. Dlatego tworzymy i rozwijamy ośrodki szkoleniowe”.
Generał zaznacza również: „Odtwarzamy zdolności do przechowywania sprzętu, czyli infrastrukturę obronną - modernizujemy lotniska, budujemy nowe bazy i składy, jednocześnie intensywnie szkoląc wojsko”.
Jak podkreśla, siły zbrojne muszą jednocześnie reagować na bieżące wyzwania: „Wojsko to żywy organizm. W ostatnich latach mierzyliśmy się choćby z powodzią, a także z presją migracyjną i próbami nielegalnego przekraczania granicy. To wszystko angażuje zasoby i ogranicza czas szkolenia. Z drugiej strony armia jest również po to, by wspierać społeczeństwo w sytuacjach kryzysowych”.
Dodaje też: „Nie zapominajmy, że obok codziennych zadań mamy wojnę tuż za granicą. Niemal codziennie podrywane są dyżurne pary samolotów - zarówno nasze, jak i sojusznicze. Współpraca z innymi państwami NATO zwiększa naszą sprawność i gotowość bojową”.
„Polska się zbroi nie po to, by atakować, ale odstraszać”
Odnosząc się do charakteru NATO jako sojuszu obronnego, gen. Bieniek podkreśla, że działania Polski mają charakter odstraszający: „Budujemy potencjał nie po to, by kogokolwiek atakować, lecz by skutecznie odstraszać. Opieramy naszą obronność na wiarygodnych, dobrze dowodzonych i wyposażonych siłach zbrojnych - i to działa”.
Zaznacza przy tym, że równie ważna jak wyposażenie i wyszkolenie jest wiarygodność sojusznicza. Polska - jego zdaniem - jest w tym zakresie solidnym partnerem.
„Jesteśmy gospodarzem wielu ćwiczeń i od lat uczestniczymy w licznych operacjach międzynarodowych - od Iraku, Afganistanu, Kosowa i Bośni i Hercegowiny po nowsze misje na Morzu Śródziemnym i Bałtyku” - przypomina.
Dodaje: „Inicjujemy także wspólne przedsięwzięcia, na przykład w zakresie bezpieczeństwa Morza Bałtyckiego, czy współpracy w ramach tzw. Bukaresztańskiej Dziewiątki. Trzecim filarem jest odporność społeczeństwa, w której budowaniu siły zbrojne również odgrywają ważną rolę”.
Pogłoski o śmierci NATO są przedwczesne
Choć wiarygodność Polski w NATO nie budzi większych wątpliwości, w przestrzeni publicznej pojawiają się pytania o postawę Stanów Zjednoczonych. Zwłaszcza w kontekście wypowiedzi Donalda Trumpa, które niekiedy interpretowane są jako zapowiedź ograniczenia zaangażowania USA w Sojusz.
Gen. Bieniek tonuje te obawy: „Wbrew krytykom, podczas swojej pierwszej kadencji prezydent Trump zrobił wiele dobrego, zmuszając państwa europejskie do zwiększenia wydatków na obronność”.
Podkreśla również, że zapoczątkowany wówczas trend był kontynuowany przez administrację Joe Bidena, a Europa zaczęła zdawać sobie sprawę z konieczności wzmacniania własnych zdolności obronnych.
Jego zdaniem Unia Europejska powinna działać komplementarnie wobec NATO, a nie w jego miejsce.
„Chciałbym uspokoić wszystkich - pogłoski o śmierci NATO są przedwczesne. Stany Zjednoczone mają zbyt wiele interesów w Europie, by się z niej wycofać” - zaznacza generał.
Dodaje, że decyzje o tak dużej wadze nie zależą wyłącznie od prezydenta USA, lecz wymagają także zgody Kongresu.
Z polskiej perspektywy istotne jest również to, że obecność wojsk amerykańskich w Europie pozostaje stabilna - choć ich rozmieszczenie może się zmieniać. W Polsce stacjonuje obecnie około 11 tysięcy żołnierzy USA, a także siły innych państw sojuszniczych.
„Wzmacniamy nasze systemy obronne, a Stany Zjednoczone zdają sobie sprawę, że ich obecność w Europie jest konieczna. Parasol nuklearny USA pozostaje wiarygodnym elementem odstraszania” - podkreśla Bieniek.
Wspólny interes
Różnice zdań między USA a europejskimi partnerami są naturalne, jednak – jak zaznacza generał - nie podważają fundamentów współpracy.
Przypomina też rolę Marka Ruttego, obecnego sekretarza generalnego NATO, który już wcześniej opowiadał się za większym zaangażowaniem Europy w kwestie obronności.
Zwraca uwagę, że współpraca w ramach NATO przynosi korzyści wszystkim stronom – także Stanom Zjednoczonym, które dzięki niej wzmacniają swoje zdolności operacyjne i interoperacyjność z sojusznikami.
Czy Rosja może zaatakować Polskę?
Odnosząc się do zagrożeń ze strony Rosji, gen. Bieniek podkreśla, że każda operacja militarna musi mieć jasno określony cel polityczny i wojskowy.
Jego zdaniem Rosja nie ma interesu w ataku na państwa NATO, ponieważ oznaczałoby to konflikt z całym Sojuszem.
„Oceniam, że w ciągu najbliższych 10 lat konwencjonalny atak na którekolwiek państwo NATO jest z czysto militarnego punktu widzenia niemożliwy” - stwierdza.
Zaznacza jednak, że realnym zagrożeniem pozostaje wojna hybrydowa:
„Federacja Rosyjska już teraz skutecznie stosuje jej elementy - dezinformację, cyberataki czy działania wymierzone w infrastrukturę krytyczną. Dlatego państwa NATO wzmacniają swoje systemy obrony również w tym obszarze” - podsumowuje generał.