Sąd Rejonowy w Tarnowie uznał biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża za winnego niepowiadomienia organów ścigania w odpowiednim czasie o przestępstwach seksualnych, których mieli dopuścić się dwaj księża z podległej mu diecezji. To precedensowy wyrok w Polsce.
29 października 2026 roku zapadł wyrok w sprawie, która ponownie stawia pytania o odpowiedzialność przełożonych kościelnych za reakcję na wykorzystywanie seksualne nieletnich. Sąd wymierzył biskupowi Andrzejowi Jeżowi łączną karę dwóch lat ograniczenia wolności, polegającą na potrącaniu 25 proc. wynagrodzenia za pracę każdego miesiąca.
Orzeczono również świadczenie pieniężne na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Wyrok nie jest prawomocny, a obrona zapowiada apelację.
Zarzuty dotyczą dwóch księży
Postępowanie dotyczyło dwóch duchownych związanych z diecezją tarnowską: Stanisława P. i Tomasza K. Według prokuratury w obu przypadkach istniały informacje o wykorzystywaniu seksualnym osób poniżej 15. roku życia, które powinny zostać niezwłocznie przekazane odpowiednim organom państwowym.
Śledczy twierdzili, że władze diecezji prowadziły wcześniej postępowania wewnętrzne i dysponowały informacjami o nadużyciach, jednak zawiadomienia do organów ścigania zostały złożone z opóźnieniem. Prokuratura argumentowała, że nie można zastępować państwowego postępowania karnego wewnętrznymi procedurami kościelnymi.
Prokurator wskazywał również na poważne konsekwencje opóźnienia, w tym przedawnienie karalności części czynów dotyczących księdza Stanisława P. Sprawa tego duchownego została umorzona w 2022 roku właśnie z powodu przedawnienia. W odniesieniu do księdza Tomasza K. prowadzone było odrębne postępowanie.
Należy podkreślić, że odpowiedzialność biskupa za niezawiadomienie organów ścigania jest odrębną kwestią prawną od odpowiedzialności samych księży za zarzucane im czyny.
Obrona biskupa: niejasne przepisy i wątpliwości prawne
Kuria Diecezjalna odpiera zarzuty, argumentując:
"Zostały dokonane formalne zgłoszenia do organów ścigania, a także fakt, że wiedzę o tych sprawach posiadały też inne osoby oraz instytucje państwowe".
Andrzej Jeż nie przyznał się do winy. W toku procesu przekonywał, że nie dopuścił się świadomego zaniechania, a jego działania wynikały ze specyfiki poszczególnych spraw oraz wątpliwości dotyczących interpretacji przepisów.
W sprawie Stanisława P. istotne znaczenie miało to, że część zarzucanych czynów miała zostać popełniona na Ukrainie. Biskup wskazywał na wątpliwości dotyczące jurysdykcji i możliwości prowadzenia postępowania w Polsce. W sprawie Tomasza K. argumentował natomiast, że nie od razu wiedział, iż wśród osób pokrzywdzonych były dzieci poniżej 15. roku życia.
Hierarcha mówił również o opóźnionym upowszechnianiu w Kościele wiedzy o obowiązkach wynikających z nowelizacji Kodeksu karnego z 2017 roku. Podczas jednej z rozpraw przepraszał osoby skrzywdzone przez księży i wyrażał ubolewanie z powodu ich krzywdy.
Co mówi prawo?
Argumenty obrony nie przekonały jednak sądu pierwszej instancji, który uznał biskupa za winnego obu zarzucanych mu czynów.
Podstawowe znaczenie dla sprawy ma art. 240 § 1 Kodeksu karnego. Przepis ten przewiduje odpowiedzialność za niepowiadomienie organów ścigania o określonych przestępstwach, jeżeli dana osoba ma wiarygodną wiadomość o przygotowaniu, usiłowaniu lub dokonaniu takiego czynu.
W 2017 roku rozszerzono zakres obowiązku zawiadamiania, obejmując nim między innymi określone przestępstwa seksualne wobec małoletnich. Obowiązek ten dotyczy również osób pełniących wysokie funkcje w instytucjach religijnych.
Wyrok wobec bp. Jeża jest nieprawomocny. Diecezja tarnowska nie zgadza się z wyrokiem i zapowiada, że obrońcy wystąpią o pisemne uzasadnienie orzeczenia, a po jego analizie złożą apelację.
Pierwszy taki proces w Polsce
Proces Andrzeja Jeża miał precedensowy charakter. Była to pierwsza w Polsce sprawa sądowa tego rodzaju, dotycząca urzędującego biskupa diecezjalnego oskarżonego o niezgłoszenie w odpowiednim czasie przestępstw seksualnych, których mieli dopuścić się podlegli mu księża. Wyrok jest ważnym etapem rozliczania odpowiedzialności za reakcję na przestępstwa seksualne w Kościele.
W przypadku przestępstw wobec dzieci czas ma szczególne znaczenie. Opóźnienie w zawiadomieniu może utrudnić zebranie dowodów, przedłużyć drogę do sprawiedliwości, a w niektórych przypadkach doprowadzić do przedawnienia karalności. Dla osób pokrzywdzonych oznacza to ryzyko, że nie doczekają się rozstrzygnięcia dotyczącego czynów, których doświadczyły.
Fundacje zajmujące się ochroną dzieci przed przemocą i wykorzystaniem seksualnym przypominają, że jednym z głównych czynników profilaktycznych związanych z problemem wykorzystywania seksualnego dzieci jest ich edukacja:
"Rodzina, a później przedszkole i szkoła są miejscami, w których dziecko zdobywa wiedzę i umiejętności potrzebne w życiu, gromadzi osobiste doświadczenia, rozwija zdolności. Dlatego potrzebna jest współpraca i synergia tych dwóch środowisk i wzajemne uzupełnianie się, aby nadawać wspólny i skuteczny przekaz na temat bezpieczeństwa" – mówi Marta Skierkowska, psycholożka, członkini zarządu w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
Jednak podczas Diecezjalnego Święta Rodziny w 2025 roku, biskup tarnowski apelował o niedopuszczenie wprowadzenia edukacji seksualnej do szkół:
"Według założeń nowego przedmiotu uczniowie mają być od najmłodszych lat poddawani erotyzacji. (...) Nie wolno wam zgodzić się na systemową deprawację waszych dzieci. Z głosem Episkopatu rządzący się nie liczą. Jesteśmy traktowani jak trzecia, czwarta kategoria społeczeństwa polskiego. Ale wy jako rodzice macie tutaj większą realną siłę wpływania na to, czego wasze dzieci będą nauczane i jak będą wychowywane".