W niedzielę Gwinea Bissau zagłosuje nad nową konstytucją, która wzmacnia władzę prezydenta. Opozycja wzywa do bojkotu, krytycy mówią o „absolutnej farsie”, a wojskowe władze przekonują, że dokument ma zakończyć lata politycznej niestabilności.
W najbliższą niedzielę wyborcy w Gwinei Bissau pójdą do urn, by wziąć udział w referendum dotyczącym nowej konstytucji kraju. Projekt ustawy zasadniczej przewiduje wzmocnienie uprawnień prezydenta kosztem szefa rządu.
Nowa konstytucja została przygotowana przez tymczasowe, niewybrane organy powołane po wojskowym zamachu stanu w listopadzie ubiegłego roku.
Bubacar Turé, stojący na czele Gwinejskiej Ligi Praw Człowieka, powiedział w rozmowie z Euronews, że obecnie formalną kampanię prowadzi wyłącznie obóz opowiadający się za odpowiedzią „tak”. Jak zaznacza, działania te prowadzone są „we wszystkich regionach”.
„Atmosferę kampanii tworzą wojskowi, ich polityczni zwolennicy oraz część przywódców poprzedniego reżimu, którzy są dziś związani z obowiązującym okresem przejściowym” – wyjaśnia.
Turé przypomina, że przeciwnicy nowej konstytucji nie otrzymali zgody na prowadzenie kampanii, podczas gdy „wiele swobód jest zawieszonych”.
„Atmosfera nie sprzyja wolności, to nie jest klimat wolności” – podsumowuje, dodając, że opozycja zaapelowała o bojkot referendum.
„Do bojkotu mocno nawołują nie tylko partie polityczne, ale także organizacje społeczeństwa obywatelskiego”.
„Absolutna farsa” czy spełniony sen
Do bojkotu referendum wzywa również główna partia opozycyjna, historyczna Afrykańska Partia Niepodległości Gwinei i Wysp Zielonego Przylądka (PAIGC). Ugrupowanie twierdzi, że referendum jest „inscenizacją mającą nadać pozory legitymacji nowej konstytucji”, a instytucje powołane po zamachu stanu są „pozbawione jakiejkolwiek demokratycznej legitymacji”.
W swoim stanowisku PAIGC podkreśla również, że władze nie pozwalają zwolennikom odpowiedzi „nie” na prowadzenie kampanii. Wszystko odbywa się – jak wskazuje partia – w „kontekście poważnego ograniczenia wolności publicznych” i przy zawieszonej działalności politycznej.
W wywiadzie dla RTP lider PAIGC, Domingos Simões Pereira, nazwał referendum „absolutną farsą”. Stwierdził wręcz, że „to, co wydarzy się 30 sierpnia, będzie kontynuacją zamachu stanu z 26 listopada”.
Tymczasem władze przejściowe bronią nowego dokumentu. W rozmowie z RFI drugi wiceprzewodniczący Rady Przejściowej – organu zastępującego parlament – Nelson Moreira przekonywał, że obowiązująca dotąd konstytucja była wskazywana jako „przyczyna niestabilności w Gwinei”, a „dzięki Naczelnemu Dowództwu Wojskowemu udało się uczynić ten sen rzeczywistością”. Moreira bronił również demokratycznej legitymacji całego procesu.
Konstytucja już została opublikowana
Bubacar Turé zwraca jednak uwagę, że tekst, nad którym obywatele mają głosować, prowadzi do „nadmiernej koncentracji władzy w rękach prezydenta republiki”. Zgodnie z projektem prezydent ma przewodniczyć Radzie Ministrów. Stanowisko premiera zostaje zachowane, jednak zmienia się sposób określania zasad jego powoływania.
„W poprzedniej konstytucji warunkiem powołania premiera było uwzględnienie wyników wyborów” – mówi działacz na rzecz praw człowieka. „Tymczasem nowa konstytucja dodaje warunek istnienia większości w parlamencie, która ma gwarantować stabilność”.
„To otwiera możliwość, że wybory parlamentarne przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie”.
Aktywista zwraca również uwagę, że z nowej konstytucji usunięto rozdział dotyczący kontroli zgodności z konstytucją.
„Ta rewizja konstytucji zlikwidowała ten rozdział, co jest absurdem, czymś dziwnym i skrajnie groźnym dla państwa prawa oraz demokracji” – mówi Turé.
Krytycznie ocenia on także sposób przeprowadzenia całego procesu.
„Nikt nie został skonsultowany – ani partie polityczne, ani organizacje społeczeństwa obywatelskiego, tym bardziej tradycyjni przywódcy, liderzy religijni i inni. Wszystko działo się w tajemnicy”.
Turé dodaje, że sam tekst nowej konstytucji został już opublikowany w Dzienniku Urzędowym.
„Jakie skutki prawne może mieć to referendum, skoro konstytucja już obowiązuje – została przyjęta, promulgowana i jest w mocy w Gwinei Bissau?” – pyta.
„Nikt nie wie, jak się to skończy”
Tamilton Teixeira jest wykładowcą akademickim i komentatorem współpracującym z kilkoma gwinejskimi mediami oraz RTP África. W rozmowie z Euronews również krytycznie ocenia sposób przeprowadzenia całego procesu.
„Nic nie gwarantuje, że ten proces nie okaże się jedynie czystą formalnością” – mówi, wskazując na fakt, że tekst konstytucji został ogłoszony jeszcze przed referendum.
Profesor podkreśla, że „nie ma konstytucji idealnych” i że w Gwinei Bissau od dawna mówiło się o potrzebie jej rewizji. Kwestionuje jednak sens przeprowadzania zmian w obecnych warunkach.
„Zmiany można było wprowadzić poprzez legalną, demokratyczną reformę konstytucyjną, czego teraz nie ma. Nikt nie wie, dokąd to doprowadzi, do czego to wszystko prowadzi” – mówi komentator.
„Mówimy o uzbrojonej grupie, która 26 listopada przejęła władzę, a następnie zaczęła podnosić kwestie, których nigdy nie wyobrażaliśmy sobie jako przedmiotu jej troski” – podkreśla.
Zdaniem Teixeiry treść nowej konstytucji odzwierciedla sposób sprawowania władzy przez byłego prezydenta Umaro Sissoco Embaló.
„To, co już zapisano na papierze, dla każdego, kto śledził sytuację, odzwierciedla sposób, w jaki przez cały ten czas Embaló zachowywał się jako prezydent” – mówi. „Innymi słowy, robił to, co chciał, nawet gdy prawo mu na to nie pozwalało”.
„Pod głosowanie ma trafić sposób, w jaki Umaro [Embaló] prowadził kraj przez ostatnie sześć lat” – podsumowuje.
Opozycja „zmęczona i wyczerpana”
Umaro Sissoco Embaló objął urząd prezydenta w 2020 roku po wyborach, których wynik zakwestionował jego rywal, Domingos Simões Pereira. Kolejne niemal sześć lat jego prezydentury upłynęło w atmosferze politycznej niestabilności. Embaló dwukrotnie rozwiązywał Ludowe Zgromadzenie Narodowe – w 2022 i 2023 roku.
Ostatecznie w listopadzie ubiegłego roku odbyły się kolejne wybory. Jednak dzień przed ogłoszeniem wstępnych wyników Gwinea Bissau padła ofiarą wojskowego zamachu stanu. Wielu aktywistów twierdziło wówczas, że zwycięzcą został Fernando Dias, niezależny kandydat startujący z listy PAI-Terra Ranka – koalicji wspieranej przez PAIGC. Sam Sissoco Embaló również ogłosił swoje zwycięstwo.
Po zamachu stanu Embaló został zatrzymany na 12 godzin, jednak później zdołał opuścić kraj i udać się na emigrację. Dwa tygodnie temu prezydent Republiki Przejściowej, generał Horta Inta-A, oświadczył, że referendum nie ma na celu utorowania drogi do powrotu Embaló do władzy.
Lider PAIGC, Domingos Simões Pereira, został zatrzymany na 60 dni. Po powrocie do domu, gdzie został objęty aresztem domowym, 10 lipca ponownie trafił do aresztu. Pod koniec lipca zezwolono mu na wyjazd do Portugalii na leczenie.
W tym tygodniu, w wywiadzie dla RTP, Domingos Simões Pereira stwierdził, że „nigdy nie był chory”. Obecnie przebywa w Portugalii, ale nadal kieruje partią. Posiedzenie, podczas którego PAIGC zdecydowała o bojkocie referendum, odbyło się w formie wirtualnej.
Profesor Tamilton Teixeira uważa, że bojkot referendum nie był najlepszą strategią opozycji.
„Uważam, że w takich procesach nie postępuje się w ten sposób. Można było również wezwać do głosowania na „nie”, a nie tylko mówić, by zostać w domu i nie brać udziału” – mówi w rozmowie z Euronews.
Komentator polityczny podkreśla, że opozycja jest obecnie wyczerpana.
„Z różnych powodów, także z własnej winy, opozycja jest mocno zdezorganizowana i bardzo wyczerpana przez całą dynamikę polityczną, która nasiliła się po wydarzeniach z 26 listopada”.
Unia Europejska powinna „zacząć od sankcji”
Po zamachu stanu Gwinea Bissau została zawieszona we Wspólnocie Gospodarczej Państw Afryki Zachodniej (CEDEAO), Unii Afrykańskiej oraz Wspólnocie Państw Portugalskojęzycznych (CPLP).
Tamilton Teixeira uważa, że CPLP „zrobiła całkiem sporo”. Znacznie bardziej krytycznie ocenia jednak działania Unii Europejskiej.
„Mieliśmy przypadek, gdy sam przedstawiciel Unii Europejskiej w Gwinei Bissau był świadkiem aktu agresji wobec Domu Praw. Znajdował się w środku, gdy budynek został zaatakowany” – mówi, przypominając, że Unia Europejska ma podpisaną z Gwineą Bissau umowę o współpracy.
Profesor uważa wręcz, że Unia Europejska powinna nałożyć na Gwineę Bissau sankcje.
„Afrykańska elita polityczna, nie tylko z Gwinei Bissau, mieszka tutaj, ale wszystko utrzymuje za granicą: rodzinę, opiekę zdrowotną, edukację dzieci, badania lekarskie” – wyjaśnia. „Dlatego trzeba zacząć od sankcji”.
Milczenie społeczności międzynarodowej, w szczególności Organizacji Narodów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, krytykuje również Bubacar Turé.
„Poza samą ogólną sytuacją mamy do czynienia z wieloma naruszeniami praw człowieka – atakami, porwaniami, pobiciami, zabójstwami – a wszystkie te sprawy pozostają bezkarne i społeczność międzynarodowa nie zajmuje w tej sprawie zdecydowanego stanowiska”.
Niestabilność jako nowa normalność
Jeśli chodzi o niedzielne referendum, Bubacar Turé spodziewa się rekordowo niskiej frekwencji.
„Można się spodziewać, że największym zwycięzcą tego referendum będzie absencja wyborcza, ponieważ apele o bojkot najprawdopodobniej poprze przytłaczająca większość społeczeństwa” – mówi.
„Społeczeństwo nie zna treści konstytucji, nie wie, o co toczy się gra, ponieważ nie przeprowadzono prawdziwego procesu wyjaśniającego”.
Tamilton Teixeira uważa jednak, że mieszkańcy kraju zdają sobie sprawę z tego, co jest stawką referendum.
„Mieszkańcy traktują [referendum] jak element codziennej normalności, co nie oznacza, że nie wiedzą dokładnie, co wydarzy się 30 sierpnia ani co do tej pory działo się wokół głosowania” – mówi profesor. Dodaje, że społeczeństwo zdążyło już „przyzwyczaić się do niestabilności”.
Po niedzielnym referendum na 6 grudnia zaplanowano wybory powszechne, które według władz mają zakończyć okres rządów przejściowych.