Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Zjednoczone Emiraty Arabskie nadal badają tajemniczy atak dronów na elektrownię jądrową

FILE: To niedatowane zdjęcie opublikowane przez państwową agencję informacyjną WAM Zjednoczonych Emiratów Arabskich przedstawia będącą w budowie elektrownię jądrową Barakah na zachodniej pustyni Abu Zabi
FILE: To niedatowane zdjęcie opublikowane przez państwową agencję informacyjną WAM Zjednoczonych Emiratów Arabskich przedstawia będącą w budowie elektrownię jądrową Barakah na zachodniej pustyni Abu Zabi Prawo autorskie  Arun Girija/Emirates News Agency via AP
Prawo autorskie Arun Girija/Emirates News Agency via AP
Przez Peter Barabas & Aadel Haleem
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

Po bezprecedensowym ataku dronów na elektrownię atomową Barakah narasta niepewność co do sprawców. Zjednoczone Emiraty Arabskie poinformowały, że dron nadleciał od zachodniej granicy kraju, nie wskazując jednak na Iran.

Dwadzieścia cztery godziny po ataku drona na elektrownię jądrową Barakah, Zjednoczone Emiraty Arabskie poinformowały, że prowadzą dochodzenie w sprawie - jak to określono - „niesprowokowanego aktu terrorystycznego”. Według władz dron przedostał się na terytorium kraju od strony zachodniej granicy.

REKLAMA
REKLAMA

Ani Zjednoczone Emiraty Arabskie, ani inne państwa Zatoki Perskiej nie oskarżyły bezpośrednio Iran o przeprowadzenie ataku. Może to sugerować inne źródło pochodzenia drona, zwłaszcza że kraje regionu stale monitorują swoją przestrzeń powietrzną pod kątem potencjalnych zagrożeń ze strony Iranu.

Niedzielny atak na elektrownię jądrową Barakah doprowadził do pożaru generatora elektrycznego znajdującego się na terenie obiektu, jednak - jak podkreśliły władze ZEA - nie było osób poszkodowanych, a poziom bezpieczeństwa radiacyjnego pozostał niezmieniony.

W oficjalnym komunikacie Zjednoczone Emiraty Arabskie zaznaczyły, że „w żadnych okolicznościach nie będą tolerować zagrożeń dla swojego bezpieczeństwa i suwerenności” oraz że „zastrzegają sobie pełne, suwerenne, uzasadnione środki dyplomatyczne i wojskowe do odpowiedzi na wszelkie groźby, oskarżenia lub działania o charakterze wojennym”.

Minister przemysłu i zaawansowanych technologii Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dr Sultan Ahmed Al Jaber - pełniący również funkcję dyrektora generalnego ADNOC - oświadczył w poniedziałek, że po ataku „determinacja Emiratów jest jeszcze silniejsza”.

„Atak na Barakah to akt terroru wymierzony w pokojowy projekt energetyczny, zbudowany zgodnie z najwyższymi standardami bezpieczeństwa. Elektrownia dostarcza energię do domów, szpitali i przemysłu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a także symbolizuje prawo każdego państwa do rozwoju, postępu i zapewniania swoim obywatelom czystej energii” - napisał Al Jaber w oświadczeniu opublikowanym na platformie X.

Atak został potępiony przez większość państw Zatoki Perskiej oraz szerzej - krajów Bliskiego Wschodu. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Kataru określiło go jako „rażące naruszenie prawa międzynarodowego oraz poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa regionalnego”.

Tymczasem World Nuclear Association, organizacja reprezentująca światowy przemysł jądrowy, poinformowała w poniedziałek, że elektrownia działa bezpiecznie i nie doszło do zagrożenia dla jej funkcjonowania.

„Wzywamy wszystkie strony odpowiedzialne za działania militarne w pobliżu tej elektrowni jądrowej oraz innych cywilnych obiektów energetycznych do ponownego poszanowania zasad wynikających z konwencji genewskich” - podkreślono w komunikacie organizacji.

W oświadczeniu dodano również, że organizacja docenia rolę Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) w informowaniu o podobnych incydentach oraz przypominaniu stronom konfliktów o obowiązkach wynikających z prawa międzynarodowego.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

Atak drona wywołuje pożar przy elektrowni jądrowej ZEA

Mieszkańcy Dubaju szukają schronienia, gdy ZEA przechwytują podejrzany atak rakietowy

ZEA wznawiają pełny ruch lotniczy po miesiącach zakłóceń na Bliskim Wschodzie