Program SAFE w Polsce staje się symbolem konfliktu między obozem rządowym a prezydentem. Prezes NBP Adam Glapiński przedstawił szczegóły alternatywy dla unijnego projektu "SAFE 0%", która miałaby polegać na finansowaniu wyposarzenia armii z zysków banku centralnego. Ekspert mówi: "To ryzykowne".
Stawka jest ogromna. Polska może otrzymać 43,7 mld euro preferencyjnych pożyczek na zbrojenia w ramach europejskiego programu SAFE. Jednak zanim pieniądze popłyną do budżetu i przemysłu zbrojeniowego, potrzebny jest podpis prezydenta pod ustawą przyjętą przez parlament.
Tego podpisu wciąż nie ma. Za to prezydent skierował do Sejmu własny projekt ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych.
Kontrprojekt prezydenta i NBP
Prezydent Nawrocki nie odrzuca idei zwiększania wydatków na obronność, ale sprzeciwia się zadłużaniu państwa w unijnym mechanizmie.
Dlatego razem z prezesem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim, zaproponował alternatywę – projekt określany jako „SAFE 0%”.
W ramach projektu powstałby nowy fundusz finansowania obronności, który miałby być zasilany z zysków NBP wynikających m.in. ze wzrostu wartości złota. Według projektu środki te trafiałyby bezpośrednio na inwestycje wojskowe, zamiast do budżetu państwa.
Choć formalnie bank centralny jest instytucją niezależną, Adam Glapiński bywa określany przez krytyków jako jeden z najbliższych politycznych sojuszników obozu PiS w instytucjach państwa. Glapiński zapewniał jednak na wczorajszej konferencji, że jest "najmniej upolitycznionym prezesem NBP od czasu upadku komunizmu".
Pieniądze na zbrojenia z rezerw złota?
Na konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński wyjaśnił, że pieniądze na zbrojenia miałyby pochodzić z nadwyżki, która powstała między średnią ceną zakupy złota w rezerwach, a obecnymi notowaniami kruszcu. Rezerwy złota kupowane były w przeszłości po niższych cenach, dlatego dziś generują znaczący niezrealizowany zysk kapitałowy. Według Glapińskiego, niezrealizowane przychody z wyceny złota wynoszą nawet 197 mld. zł.
Polska dysponuje bardzo dużymi rezerwami złota, większymi niż Europejski Bank Centralny. Jak poinformował Glapiński - wartość rezerw to obecnie 570 ton. Części rezerw, sprzedana na giełdzie w Londynie, miałaby popłynąć do Funduszu Wspierania Sił Zbrojnych - który zaproponował prezydent Nawrocki.
Jednak - jak podkreślił prezes NBP - brak jest zainteresowania projektem ze strony rządu.
O komentarz do tych wydarzeń, poprosiliśmy dr hab. Sławomira Kalinowskiego, prof. IRWiR PAN i badacza społecznego.
"Trzeba odróżnić wzrost wyceny aktywów od realnej gotówki. To, że złoto albo rezerwy walutowe są więcej warte, nie oznacza jeszcze automatycznie, że państwo dostało nowe, wolne pieniądze do wydania. Bardzo łatwo pomylić zysk księgowy z trwałym strumieniem finansowania. I właśnie tu pojawia się pokusa polityczna, żeby sprzedać opinii publicznej prostą historię o łatwych pieniądzach, choć ekonomicznie sprawa jest dużo bardziej złożona."
Ekspert przedstawia zagrożenia płynące z korzystania z zasobów NBP do finansowania uzbrojenia.
"Dziś można mówić o dużym wyniku, a jutro warunki rynkowe mogą go istotnie zmienić. To może być rozwiązanie uzupełniające, ale nie fundament finansowania armii. Pojawia się też kilka ryzyk, w tym między innymi ryzko inflacji. Co przerabialiśmy już przy obligacjach covidowych" - twierdzi ekonomista dodając, że propozycja prezydenta jest prawnie możliwa, ale nie jest neutralna finansowo.
"Przepisy pozwalają na przekazanie do budżetu rzeczywiście wypracowanego zysku NBP, bo to przewiduje ustawa o NBP. Nie wolno jednak zrobić z banku centralnego stałego źródła finansowania państwa".
Konstytucja wyraźnie zakazuje finansowania deficytu budżetowego poprzez zadłużanie się w banku centralnym, a podobne ograniczenie przewiduje także prawo unijne.
"TFUE zakazuje udzielania przez bank centralny kredytu sektorowi publicznemu i zakazuje bezpośredniego finansowania państwa przez bank centralny. To oznacza, że NBP nie może po prostu stać się kasą dla rządu." - tłumaczy Kalinowski.
Według eksperta, z ekonomicznego punktu widzenia projekt SAFE przyjęty przez Sejm ma tę przewagę, że daje finansowanie konkurencyjnie oprocentowane i długoterminowe, bo opiera się na zdolności pożyczkowej całej UE, a nie wyłącznie pojedynczego państwa.
"To oznacza niższy koszt kapitału niż w wielu alternatywnych scenariuszach krajowych i większą przewidywalność przy dużych, wieloletnich kontraktach zbrojeniowych. Warunki nie są oczywiście całkowicie neutralne, bo SAFE wiąże się z krajowymi planami i ma wzmacniać europejską bazę przemysłową, ale to nadal jest mechanizm gotowy, a nie polityczna obietnica" - uważa profesor Kalinowski i dodaje, że spór stał się przede wszystkim polityczny.
"Mam poczucie, że w tym sporze polityka zaczyna wygrywać z tym, co powinno być najwazniejsze, czyli z bezpieczeństwiem państwa i elementarnym zrozumieniem praw ekonomii. Dziś nie powinniśmy pytać, kto na tym zyska w sondażach, tylko które rozwiązanie szybciej, taniej i pewniej da Polsce pieniądze na obronność" - podsumowuje Kalinowski.
Kolejny rozdział wojny o weta
Spór o SAFE to dalsza część konfliktu między rządem a Pałacem Prezydenckim. Prezydent Karol Nawrocki już wcześniej sygnalizował, że będzie korzystał z prawa weta wobec ustaw rządu Tuska, jeśli uzna je za sprzeczne z interesem państwa lub własną wizją polityki gospodarczej.
Dla obozu rządowego to element politycznej blokady.
Premier Donald Tusk nie kryje frustracji. Po spotkaniu z prezydentem powiedział wprost, że alternatywny projekt przedstawiony przez Nawrockiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego to „SAFE zero złotych”.
„Ta propozycja to SAFE zero złotych. W tym projekcie ustawy nie ma pieniędzy, jest nowe ciało, nowa biurokracja” – mówił premier.
Tusk przekonuje, że w sytuacji zagrożenia ze strony Rosji Polska nie powinna blokować najtańszego źródła finansowania modernizacji armii.
Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki, skrytykował europejski projekt SAFE.
"Koszt SAFE europejskiego będzie wynosił drugie tyle, co otrzymamy z UE! Tego rząd nie mówi! Jeżeli mówimy o 43 miliardach 700 milionach euro, to właściwie drugie tyle będziemy musieli spłacić. A więc koszty obsługi tego SAFE europejskiego do 2070 r. to 180 miliardów złotych!" - napisał Bogucki na portalu X.
Pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, nie zgadza się z tymi wyliczeniami.
Z kolei kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek, zachęca do prezydenckiego projektu, podsycając ogień dyskusji w mediach społecznościowych.
"Donald Tusk proponuje pożyczkę, którą będziemy spłacać latami, która dodatkowo jest zagrożona, bo w Brukseli znajduje się przycisk, który może wstrzymać wypłatę środków. Wybór jest prosty - wybierzmy polski SAFE!" - napisał Czarnek na portalu X.
Co dalej z SAFE?
Prezydent ma konstytucyjny termin na decyzjędo 20 marca, aby podpisać ustawę, zawetować lub skierować do Trybunału Konstytucyjnego.
Pełnomocniczka rządu ds. programu SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka w telewizji Polsat News stwierdziła, że w przypadku prezydenckiego weta jest przygotowany plan B:
"Będzie to wtłoczenie tych środków (z SAFE) do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych".
Dodała również że, brak podpisu prezydenta sprawi, że nie będzie ok. 7 mld złotych na Straż Graniczną i Policję i ok. 7 mld na projekty infrastrukturalne.
Czy spór o SAFE może zakończyć się kolejnym patem między rządem a Pałacem Prezydenckim?
Profesor Sławomir Kalinowski prognozuje:
"Wygra nie ten, kto głośniej powie „bezpieczeństwo”, tylko ten, kto pokaże finansowanie powtarzalne, legalnie czyste i operacyjnie natychmiastowe. I właśnie dlatego ekonomicznie przewagę ma dziś SAFE, nawet jeśli politycznie łatwiej sprzedaje się opowieść o złocie, suwerenności i „polskich pieniądzach”.