Donald Trump podpisał dekret o nałożeniu ceł na każdy kraj, który sprzedaje ropę na Kubę. Prezydent oświadczył, że wyspa "nie będzie w stanie przetrwać" i uzasadnił to rzekomym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego USA.
W ubiegły czwartek Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, które uznaje sytuację na Kubie za "niezwykłe i nadzwyczajne zagrożenie" dla Stanów Zjednoczonych. Środek ten pozwala na nałożenie ceł na import z krajów, które bezpośrednio lub pośrednio dostarczają ropę naftową na wyspę.
Zgodnie z oficjalnym dokumentem, kubański rząd sprzymierza się z "międzynarodowymi grupami terrorystycznymi" i mocarstwami takimi jak Rosja, Chiny i Iran. Trump oskarża również reżim w Hawanie o torturowanie przeciwników politycznych i systematyczne łamanie praw człowieka.
Sekretarz handlu Howard Lutnick określi, które kraje dostarczają ropę na Kubę. Następnie sekretarz stanu Marco Rubio zadecyduje o wielkości nakładanych opłat. Strategia ta ma na celu sprowokowanie zmiany reżimu po załamaniu się wenezuelskich dostaw po schwytaniu Nicolása Maduro 3 stycznia.
Hawana potępia "brutalny akt agresji"
Kubański minister spraw zagranicznych Bruno Rodriguez nazwał tę decyzję próbą "całkowitej blokady" jego kraju. "Stany Zjednoczone uciekają się do szantażu i przymusu, aby skłonić inne kraje do przyłączenia się do ich polityki blokady" - napisał w mediach społecznościowych.
Rodríguez odrzucił oskarżenia Trumpa i potępił Waszyngton za naruszenie "wszystkich zasad wolnego handlu" poprzez grożenie arbitralnymi cłami. Prezes Prensa Latina Jorge Legañoa poszedł dalej i oskarżył USA o dążenie do "ludobójstwa", które sparaliżowałoby "wszystkie sfery życia" na wyspie.
Kuba przechodzi poważny kryzys gospodarczy, pogłębiony przez wstrzymanie dostaw wenezuelskiej ropy. Podczas pokazu filmu dokumentalnego o swojej żonie Melanii, Trump powiedział dziennikarzom, że Kuba jest "upadłym narodem" i że należy "czuć się źle" z powodu tego, jak reżim traktuje swoich obywateli.