Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

„Mam zamrożony zarodek, ale nie mogę go wykorzystać”. "Sukces" rządowego programu in vitro w Polsce

Rządowy program refundacji in vitro w Polsce się wyczerpał.
Rządowy program refundacji in vitro w Polsce się wyczerpał. Prawo autorskie  Copyright Business Wire 2025.
Prawo autorskie Copyright Business Wire 2025.
Przez Aleksandra Gałka-Reczko
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

Rządowy program refundacji in vitro w Polsce uruchomiony 1 czerwca 2024 roku, okazał się spektakularnym sukcesem, ale zarazem i ofiarą swojego własnego powodzenia.

Do końca września 2025 roku do programu zakwalifikowano 39 tysięcy par, na świat przyszło ponad 6 tysięcy dzieci, a liczba ciąż klinicznych przekroczyła 19 tysięcy. Środki na zabezpieczenie płodności wykorzystało 1247 osób, w tym pacjenci onkologiczni.

Program in vitro: 500 milionów złotych rocznie, sześć procedur, 58 klinik

Program, finansowany kwotą co najmniej 500 mln zł rocznie (łącznie 2,5 mld zł do końca 2028 roku), miał zapewniać parom do sześciu procedur wspomaganego rozrodu, pełne leczenie niepłodności, wsparcie psychologiczne i refundację leków. Wszystko jednak tylko przy spełnieniu ścisłych kryteriów: niepłodność nieskutecznie leczona przez co najmniej 12 miesięcy, związek małżeński lub deklaracja wspólnego pożycia, oraz limity wiekowe (kobiety do 42 lat z własnymi komórkami jajowymi, do 45 lat z dawstwem; mężczyźni do 55 lat).

Zapotrzebowanie okazało się jednak znacznie większe: eksperci szacują je na 60–70 tysięcy procedur rocznie, podczas gdy budżet wystarcza na około 39 tysięcy. W 2025 roku ministerstwo rozdysponowało już 600 mln zł (zwiększone z 500 mln zł) pomiędzy 58 klinik. W wielu z nich środki skończyły się już całkowicie. Pacjentki słyszą: transfery wstrzymane, kolejki wydłużone, wizyty odwołane – często już po rozpoczęciu przygotowania hormonalnego.

„Jestem w zawieszeniu”

Edyta, pacjentka z jednej z warszawskich klinik leczenia niepłodności, tak w rozmowie z Euronews opisała swoją sytuację: „Po pierwszym, nieudanym transferze chciałam od razu przejść do kolejnego – w następnym cyklu. W depozycie został nam jeszcze jeden zarodek, więc byłam pewna, że za miesiąc dowiem się, czy się przyjął. Okazało się, że nie mogę. Najpierw usłyszałam, że transfery są wstrzymane, bo ministerstwo nie przekazało pieniędzy. Potem – że jest kolejka i pierwszeństwo mają pacjentki, które w tym miesiącu jeszcze nie miały transferu".

Rozmówczyni Euronews, której imię zostało zmienione, przyznaje, że "cała sytuacja jest niejasna i niezrozumiała”. Dodaje również: „Wizyty przed transferem trwają kilka minut (plus pobranie krwi), podobnie sam transfer. Kiedy przystępowałam do programu nikt nie informował mnie, że takie „przestoje” mogą mieć miejsce. Czas starań o dziecko, myślę, że szczególnie w sytuacji, kiedy nie jest to łatwe (w naszym przypadku problemem jest niepłodność męża), sam w sobie jest trudny i obciążający. Niepewność, czy się uda, włączanie osób trzecich do tak intymnej sfery, terapia hormonalna i wiele innych kwestii sprawiają, że część osób – a na pewno ja – bardzo chciałyby już mieć to za sobą”.

„Sytuacja, w której zostałam postawiona: mam zamrożony zarodek, ale nie mogę go w tej chwili wykorzystać, choć jestem gotowa i chętna, jest co najmniej niekomfortowa. Z ciążą (lub jej brakiem) wiąże się wiele innych życiowych decyzji, m.in. zawodowych, mieszkaniowych, zdrowotnych, a pozostawianie kobiet w zawieszeniu w trakcie in vitro, de facto zawiesza też te inne sfery. Do tego klinika nie jest transparentna, nie czuję, żeby, była szczerze i klarownie informowana o przyczynie przestoju, nie wiem nawet, ile kobiet jest przede mną w tej kolejce" - relacjonuje 36-latka.

Sytuacja Edyty nie jest odosobniona – setki kobiet znalazły się w równie patowej sytuacji. Jeśli zdecydują się dokończyć procedurę prywatnie, automatycznie wypadają z rządowego programu do 2028 roku i tracą prawo do dalszych refundowanych transferów. Zmiana kliniki nie jest tak łatwa, ponieważ przenoszenie zarodków jest niemożliwe.

Flagowiec rządu

Program wrócił po 8 latach przerwy (poprzedni, z lat 2013–2016, kosztował 237 mln zł i dał życie około 22 tysiącom dzieci). Był jednym z flagowych projektów rządu Tuska – była minister zdrowia Izabela Leszczyna i premier regularnie chwalili się wynikami na X.

Donald Tusk osobiście udał się z wyprawką dla świeżo upieczonej Oli - poczętej metodą in vitro.

"Słuchajcie, idę do małej Oli, znanej jako moja nowa wnuczka. (...) Ola jest dzieckiem z in vitro, jej rodzice są bardzo szczęśliwi i uznali, że jestem w jakiś sensie jej przyszywanym dziadkiem" - opowiadał w wideo udostępnionym na jego oficjalnych kanałach.

Pierwsze sygnały dotyczące problemów z transferami pojawiły się we wrześniu 2025 roku. Posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska - w odpowiedzi na wezwania pacjentek - skeirowała wówczas interpelację o odwołanych wizytach i zabiegach z powodu wyczerpania środków przekazanych przez resort.

"Do mojego biura poselskiego napływają liczne skargi pacjentów zakwalifikowanych do programu, którzy informują, że kliniki leczenia niepłodności odwołują umówione wizyty i zabiegi z powodu braku przekazania środków finansowych przez Ministerstwo Zdrowia".

Podkreśliła, że nagłe wstrzymanie finansowania spowodowało poważne konsekwencje zdrowotne i psychologiczne oraz że każdy miesiąc opóźnienia obniża szanse na ciążę.

"Sytuacja ta pozostaje w sprzeczności z deklaracjami rządu i Ministerstwa Zdrowia, które w komunikatach publicznych przedstawiają program in vitro jako priorytet polityki prorodzinnej państwa" - napisała, pytając równocześnie o przyczyny i skalę problemu, liczbę poszkodowanych pacjentów oraz plany uruchomienia dodatkowych środków jeszcze w 2025 roku. Jednocześnie wezwała do wprowadzenia mechanizmów gwarantujących stabilne finansowanie i ciągłość leczenia do końca programu, przewidywanego na 2028 rok.

Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka odpowiedziała na nią, tłumacząc że resort nie wstrzymuje środków, budżet zwiększono do 600 mln zł i podpisano ponad 30 aneksów – ale dodatkowych pieniędzy w 2025 roku już nie będzie.

Ministerstwo Zdrowia: nie zidentyfikowano naruszeń terminu

Polski resort zdrowia w korepsondencji z Euronews przekazał, że środki na realizację programu in vitro zostały wypłacone realizatorom (klinikom leczenia niepłodności) w formie dotacji. Każdego roku jest to nie mniej niż 500 mln złotych na procedury medycznie wspomaganej progreakcji (w tym zapłodnienia pozaustrojowego - tzw. in vitro).

"W przypadku, gdy ośrodek nie posiada aktualnie funduszy, oznacza to, że przyznane na bieżący rok środki zostały już wykorzystane. Kwoty dotacji na poszczególne lata określone są w umowach z realizatorami i mogą ulec zmianie w zależności od realizacji programu; zmiany te wprowadzane są stosownymi aneksami do umowy. Każdy z ośrodków podpisał aneks na 2025 roku, w którym zawarte zostały kwoty przyznane na bieżący rok" - wynika z informacji przesłanych przez Ministerstwo Zdrowia do Euronews.

Resort dodał, że realizatorzy programu są zobowiązani, aby "przed rozpoczęciem leczenia u danej pary możliwe było zrealizowanie pełnego cyklu (a zatem transfer wszystkich powstałych zarodków), a następnie podejście do kolejnego cyklu nie później niż 6 miesięcy od zakończenia poprzedniego".

Brak odpowiedniej kwalifikacji i realizacji cyklu może być rozpatrywany jako nienależyte wykonanie zadania określonego w umowie. Mechanizm ten został wdrożony w celu eliminacji ryzyka nagłego przerwania procedur u pacjentów; dotychczas nie zidentyfikowano naruszeń wskazanego terminu z winy realizatora.

Euronews próbowało uzyskać komentarz warszawskiej kliniki, w której leczy się Edyta. Według sygnałów naszej rozmówczyni, ale i innych pacjentek dzielących się swoimi doświadczeniami w mediach społecznościowych - placówka napotyka trudności z kontynuacją procedur. Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi. Zapytaliśmy m.in. o to, czy wszystkie pacjentki mają zapewnioną możliwość niezwłocznego ukończenia pełnego cyklu leczenia, tj. transferu wszystkich powstałych na dany moment zarodków oraz jak wygląda proces priorytetyzacji pacjentek w sytuacji braku dostatecznych środków, a także, czy pacjenci są w jasny sposób oraz na bieżąco informowani o ewentualnych wydłużonych terminach.

Po przywróceniu refundacji Polska jako ostatnia dołączyła do pozostałych krajów UE, które oferują publiczne finansowanie in vitro. Według European Atlas of Fertility Treatment Policies 2024 tylko pięć krajów (obok Polski także Austria, Dania, Estonia i Francja) refunduje w pełni do sześciu cykli starań. Polski program – mimo obecnych problemów – pozostaje więc jednym z najhojniejszych w Europie. W całej Unii Europejskiej problemów z płodnością doświadcza 25 milionów obywateli.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

Stary Kontynent na drodze do wymarcia? Oto najmniej płodne kraje Europy

Europe in Motion: Jak traktowane jest leczenie niepłodności w UE?

Polska: Pierwsze narodziny po przywróceniu refundacji in vitro