Bruksela chce przyspieszyć budowę sieci energetycznych, skracając procedury i wprowadzając mechanizm milczącej zgody. Państwa UE obawiają się jednak, że za cenę szybszych inwestycji stracą kontrolę nad krajowymi decyzjami.
Parlament Europejski naciska na wprowadzenie bardziej rygorystycznych, obowiązujących w całej Unii terminów oraz mechanizmu automatycznego zatwierdzania projektów, aby "przyspieszyć rozbudowę infrastruktury energetycznej".
Tym samym przygotowuje grunt pod spór z państwami członkowskimi, które opowiadają się za większą elastycznością w kształtowaniu krajowych procedur wydawania pozwoleń – wynika z wewnętrznego dokumentu, do którego dotarł Euronews.
Spór przybiera na sile w momencie, gdy unijni prawodawcy negocjują nowe zasady dotyczące wydawania pozwoleń. Ich celem jest ograniczenie wieloletnich opóźnień – w niektórych przypadkach sięgających nawet dziesięciu lat – które hamowały rozwój odnawialnych źródeł energii, "sieci elektroenergetycznych", magazynów energii oraz innej infrastruktury niezbędnej do przeprowadzenia transformacji energetycznej w UE.
Stanowisko Parlamentu Europejskiego jest bardziej rygorystyczne niż zarówno propozycja Komisji Europejskiej, jak i mandat negocjacyjny Rady, szczególnie w odniesieniu do sieci elektroenergetycznych. Komisja zaproponowała maksymalnie dwuletni termin na uzyskanie pozwoleń dla infrastruktury przesyłowej i dystrybucyjnej. Parlament chce natomiast, aby projekty dystrybucyjne były zatwierdzane w ciągu roku, a projekty przesyłowe – w ciągu dwóch lat. Rada opowiada się za utrzymaniem dwuletniego limitu dla obu kategorii, dopuszczając możliwość jego przedłużenia w wyjątkowych okolicznościach.
Jeszcze większe kontrowersje budzi jednak kwestia tego, co powinno się wydarzyć, jeśli władze nie dotrzymają wyznaczonych terminów.
Parlament opowiada się za szerszym stosowaniem zasady milczącej zgody. Zgodnie z nią określone czynności administracyjne uznaje się za zatwierdzone, jeśli właściwe władze nie podejmą decyzji w wyznaczonym terminie. Rada proponuje znacznie węższe zastosowanie tego mechanizmu. Dopuszcza możliwość wprowadzenia przez państwa członkowskie milczącej zgody w odniesieniu do wybranych pośrednich etapów procedur administracyjnych, ale wyłącza z niej decyzje środowiskowe oraz pozwolenia na przyłączenie do sieci.
Europoseł Niels Fuglsang (S&D, Dania), który odpowiada za prowadzenie tego dossier z ramienia Parlamentu, podkreśla, że jeśli UE poważnie traktuje swoje cele klimatyczne i energetyczne, a także dąży do obniżenia rachunków za energię i paliwa, rozbudowa sieci elektroenergetycznych musi wyraźnie przyspieszyć.
"Stanowisko Parlamentu Europejskiego oznacza szybsze wydawanie pozwoleń bez uszczerbku dla pewności prawa ani zaufania opinii publicznej. Będę bronił tego podejścia w negocjacjach i nie sądzę, by osłabianie zasad dotyczących milczącej zgody było właściwym rozwiązaniem" – powiedział Fuglsang w rozmowie z Euronews.
Nadrzędny interes publiczny
Współprawodawcy różnią się również w podejściu do tego, jak bardzo projekty energetyczne powinny być uprzywilejowane w sytuacji, gdy ich realizacja koliduje z innymi interesami. Obie strony opowiadają się za przyspieszeniem procedur, skróceniem terminów, cyfryzacją oraz ograniczeniem formalności. Spór dotyczy jednak zakresu swobody, jaką należy pozostawić władzom krajowym.
Mandat negocjacyjny Parlamentu zakłada rozszerzenie domniemania, że projekty związane z odnawialnymi źródłami energii oraz niezbędna do ich funkcjonowania infrastruktura leżą w nadrzędnym interesie publicznym. W praktyce ograniczałoby to możliwość ustanawiania przez państwa członkowskie wyjątków od tej zasady.
Rada proponuje natomiast utrzymanie ogólnego domniemania nadrzędnego interesu publicznego, jednocześnie dopuszczając większą liczbę jasno określonych wyjątków. Dotyczyłyby one między innymi sytuacji, w których konieczna jest ochrona dziedzictwa kulturowego lub gdy realizacja projektu mogłaby mieć poważny wpływ na środowisko, którego nie da się odpowiednio ograniczyć ani zrekompensować.
Parlament dąży także do większego ujednolicenia procedur administracyjnych, w tym wprowadzenia bardziej rygorystycznych wymogów dotyczących funkcjonowania jednego punktu kontaktowego dla inwestorów. Rada jest natomiast bardziej skłonna pozostawić rządom państw członkowskich decyzję o tym, w jaki sposób połączyć istniejące krajowe organy i punkty kontaktowe.
Mimo to w niektórych obszarach Rada idzie dalej niż Komisja Europejska.
Zgodnie z dokumentem mandat Rady zakłada podniesienie progu dla części małoskalowych instalacji, które mogą korzystać z uproszczonych procedur. W przypadku takich projektów, w tym niewielkich instalacji fotowoltaicznych, próg miałby zostać podniesiony do 200 kW, podczas gdy Komisja proponowała 100 kW.
Ostatecznie wyłaniający się kompromis nie sprowadza się jednak do prostego sporu między zwolennikami szybszych i wolniejszych procedur wydawania pozwoleń. W istocie stawką jest to, kto będzie kontrolował tempo całego procesu.
Parlament chce, aby unijne przepisy sprawiały, że przekraczanie wyznaczonych terminów będzie wiązało się z konkretnymi konsekwencjami, a proces zatwierdzania projektów stanie się bardziej przewidywalny. Rządy państw członkowskich również chcą przyspieszenia inwestycji, ale jednocześnie obawiają się przekazania Brukseli – a także mechanizmowi automatycznego zatwierdzania – zbyt dużej kontroli nad krajowymi decyzjami dotyczącymi pozwoleń. Chodzi przede wszystkim o uniknięcie stworzenia precedensów, które w przyszłości mogłyby ograniczyć swobodę państw w kształtowaniu własnych procedur.
Kolejna runda politycznych rozmów na temat przepisów dotyczących wydawania pozwoleń, prowadzonych w ramach pakietu dotyczącego sieci energetycznych, zaplanowana jest na początek października.