Loader
Śledź nas
Reklama

„To niezwykłe uczucie biec do schronu, w którym nigdy się nie było”. Ukraińska dziennikarka o ataku na pociąg

Pociąg nr 097 K relacji Kijów – Warszawa
Pociąg nr 097 K relacji Kijów – Warszawa Prawo autorskie  fot. Maya Golub
Prawo autorskie fot. Maya Golub
Przez Katarzyna Kubacka
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

13 września rosyjski dron uderzył w pociąg pasażerski relacji Kijów–Warszawa, 2 kilometry od granicy z Polską. Maya Golub, ukraińska dziennikarka, która była w środku zaatakowanego pociągu opowiada Euronews o akcji ratunkowej i codziennym życiu w cieniu rosyjskiej agresji.

W niedzielę rosyjski dron uderzył w lokomotywę pociągu pasażerskiego, 2 kilometry od granicy z Polską. To kolejny atak rosyjskich dronów na ukraińską infrastrukturę cywilną, której najtragiczniejszym symbolem stał się rakietowy atak na dworzec w Kramatorsku w 2022 roku.

REKLAMA
REKLAMA

Jednocześnie incydent jest pierwszym bezpośrednim, precyzyjnym atakiem na pociąg pasażerski, do którego doszło zaledwie 2 km od polskiej granicy. W reakcji na wydarzenie premier Donald Tusk zwołał nadzwyczajną naradę, podczas której ostrzegł przed rosyjską eskalacją.

Maya Golub, ukraińska dziennikarka śledcza i przedstawicielka Instytutu Informacji Masowej (IMI) w obwodzie wołyńskim, która podróżowała zaatakowanym pociągiem, opowiada Euronews, co dokładnie wydarzyło się tego ranka.

Atak drona na pociąg Kijów – Warszawa. „Obudziły mnie dźwięki strzałów i eksplozji”

Tego dnia Maya jechała pociągiem z Kijowa do Łucka. Choć alarmy przeciwlotnicze są dla niej codziennością, tym razem nie spodziewała się, że podróż zakończy się tak wcześnie.

„Około godziny 5:00 rano obudziły mnie dochodzące z zewnątrz dźwięki strzałów i eksplozji” – opowiada Euronews. „Zazwyczaj nie śpię w pociągach, ale tym razem zasnęłam. Wokoło była ciemność i odgłosy eksplozji, a potem cisza”.

Na początku nie zorientowała się, w którym mieście znajduje się pociąg. Było ciemno, a telefon przestał łapać sieć.

„Nie działała mi wtedy geolokalizacja, sieć komórkowa i Internet” – mówi.

Wkrótce ogłoszono ewakuację. Pasażerowie mieli opuścić pociąg i udać się do schronu w budynku dworca w Zdołbunowie w obwodzie rówieńskim.

„Obok siebie miałam niewielki plecak, a w nim powerbank, latarkę, laptop, wodę, stazę taktyczną, bandaż — ogólnie wszystkie najpotrzebniejsze w podróży rzeczy. Zrozumiałam, że w takiej sytuacji najważniejsze to nie panikować i być maksymalnie skoncentrowaną”.

Dzień wcześniej Maya brała udział w konferencji dziennikarzy śledczych w Kijowie. Pociąg do Łucka miał wyruszyć ze stolicy Ukrainy o 22:50, ale wyjechał z niemal godzinnym opóźnieniem. Dwie godziny wcześniej w sąsiednich obwodach ogłoszono alarm przeciwlotniczy.

„Zdawałam sobie sprawę, że jazda tym pociągiem może być niebezpieczna, ponieważ dzień wcześniej dron zaatakował pociąg pasażerski Kijów-Kowel w Łucku. A ja jechałam tuż po tym zdarzeniu”, mówi Maya. „Іntuicja podpowiadała mi, żeby zwrócić bilet na ten pociąg i zrezygnować z podróży. Gdy jednak próbowałam kupić bilet autobusowy, wszystkie były już wyprzedane. Ostatecznie postanowiłam pojechać, licząc na to, że drony Shahed może nie zaatakują ponownie pociągu na tej samej trasie”.

Tym razem intuicja jej nie zawiodła. Tym bardziej że kilka godzin później musiała zdać się na nią także podczas ewakuacji.

„To niezwykłe uczucie biec do schronu, w którym nigdy się nie było”

"Gdy konduktorka ogłosiła ewakuację, szybko założyłam kurtkę, od razu wzięłam plecak oraz koc i bardzo szybko pobiegłam do schronu. To bardzo niezwykłe uczucie — biec do schronu, w którym nigdy się nie było i nie wie się, co cię dalej czeka. Wokół na ulicy było ciemno i na początku nie dawało się dostrzec, gdzie się znajdujemy” – mówi.

Maya była przygotowana na taką sytuację. Jeszcze przed podróżą myślała o tym, jak się ubrać, żeby w środku nocy móc po prostu wysiąść z pociągu i nie zmarznąć. Ciepła bluza, kamizelka, kurtka, sportowe buty. Zabrała tylko mały plecak z tym, co może okazać się potrzebne, jeśli trzeba będzie szybko uciekać.

„Mój plecak jest niewielki i to bardzo wygodne, tym bardziej że była tam staza taktyczna. Przeszłam kursy pierwszej pomocy i wiem, co robić w razie nagłych wypadków. Poza tym mój tata jest lekarzem, więc dużo się od niego nauczyłam”.

Dworzec w Zdołbunowie w obwodzie rówieńskim, gdzie nastąpiła ewakuacja pasażerów pociągu
Dworzec w Zdołbunowie w obwodzie rówieńskim, gdzie nastąpiła ewakuacja pasażerów pociągu fot. Maya Golub

Jak opowiada dziennikarka, podczas ewakuacji nie czuła strachu. „W takich sytuacjach mózg myśli szybko i ważne jest, żeby być skoncentrowanym, a nie rozproszonym” – mówi. „W schronie przez pewien czas od czasu do czasu słychać było wybuchy i strzały na górze. Były tam ławki i światło”.

Uszkodzona lokomotywa została po jakimś czasie podmieniona i po dokładnym sprawdzeniu pociąg ruszył dalej. Osoby, które czekały w bunkrze, mogły kontynuować podróż, choć część z nich w międzyczasie wybrała inny transport.

„W takich sytuacjach ważne jest, aby słuchać siebie i swojej intuicji” – mówi Maya. „Ważne jest też, aby mieć ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy, bo nigdy nie wiesz, ile czasu trzeba będzie spędzić w schronie i czy w ogóle uda się tam dobiec”.

Odpocząć od syren. „Nie ma bezpiecznego miejsca w kraju, w którym trwa wojna”

Alarmy przeciwlotnicze to codzienność mieszkańców Ukrainy. Maya, która mieszka w Łucku, mówi, że miasto wielokrotnie stawało się celem rosyjskich ataków rakietowych i nalotów dronów Shahed. Alarm przeciwlotniczy może zaskoczyć człowieka w dowolnym miejscu, opowiada.

„Film „Spider-Man” zdołałam obejrzeć dopiero przy drugiej próbie, ponieważ po ogłoszeniu alarmu wszyscy zobowiązani są do opuszczenia sali kinowej i udania się do schronu” – mówi Maya. „Często podróżuję i wielokrotnie syreny zastawały mnie też w Kijowie. Obecnie alarmy w stolicy zdarzają się bardzo często, co wiąże się z ogromnym stresem — gdy atak ma miejsce w nocy, mieszkańcy zamiast spać, udają się do schronów lub na stacje metra, bo kluczowe w takich momentach są ochrona życia i zdrowia”.

Maya mówi, że chciałaby odpocząć od ciągłych alarmów i ostrzałów i wyjechać na dłużej do Polski lub gdzieś indziej za granicę.

„Bo tutaj idziesz do kawiarni, nagle zaczyna się alarm przeciwlotniczy i od razu musisz dokądś biec” – mówi. „Obecnie nie ma bezpiecznego miejsca w kraju, w którym trwa wojna”.

Informacje o alarmach przeciwlotniczych śledzi na kanałach w Telegramie, gdzie podają, czy lecą Szahedy lub rakiety i w jakim kierunku.

Atak drona na pociąg pasażerski rozpalił polską opinię publiczną, stawiając pytania o to, na co musimy być przygotowani w przyszłych miesiącach.

„Nie chcemy w żaden sposób popadać w jakiś nerwowy nastrój i emocje są tu jak najmniej wskazane, ale nie ulega wątpliwości, że musimy być wspólnie z naszymi sojusznikami przygotowani na wspólną reakcję, jeśli zajdzie taka potrzeba” – mówił premier Donald Tusk na niedzielnej odprawie z udziałem służb i ministrów.

Dla mieszkańców Ukrainy takie sytuacje dawno przestały być czymś wyjątkowym. Alarm może pojawić się w środku nocy, podczas podróży, zakupów czy zwykłego spotkania ze znajomymi. Wojna wdziera się w codzienność niezależnie od tego, gdzie akurat się znajdują.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Tusk: nie możemy wykluczyć niestety, że ta eskalacja będzie dotyczyła także naszego terytorium

Rosyjski dron uderzył w pociąg do Warszawy. Atak 2 km od granicy z Polską

Wojna w Ukrainie. Rosja nocą atakuje 160 dronami. Jedna ofiara, wielu rannych