Akt wandalizmu wobec pomnika pisarki Natálii Correi w Graça skłonił Partię Socjalistyczną do ostrzeżenia przed "niepokojącym" rozprzestrzenianiem się nienawistnych wiadomości. Alexandra Leitão wzywa do większego "zaangażowania" w walkę z nietolerancją.
Zaledwie kilka dni przed 52. rocznicą rewolucji 25 kwietnia w Portugalii, akt wandalizmu w Lizbonie wobec pomnika Natálii Correi, ikony walki o wolność, po raz kolejny zaognił już zakorzenioną debatę polityczną w kraju.
Rzeźba, wzniesiona w 2023 r. w parafii São Vicente z okazji stulecia urodzin azorskiej pisarki, została częściowo uszkodzona i stała się celem graffiti: na jej twarzy narysowano krzyże swastyki, emblemat formalnie przyjęty przez niemiecką partię nazistowską w 1920 r., który stał się najbardziej reprezentatywnym symbolem propagandy Hitlera, opartej na twierdzeniach o wyższości rasy aryjskiej.
Swastyka, zwłaszcza na Zachodzie, odnosi się do okrucieństw Holokaustu, a jej użycie jest prawnie zabronione w kilku krajach.
Szkody wyrządzone w nocy z czwartku na piątek 16 kwietnia zostały potępione w następną sobotę przez przewodniczącego Rady Parafialnej, który z "głębokim oburzeniem" potępił "symbolikę nienawiści" w kategoriach ataku, którego zasięg wykracza poza osobę będącą celem ataku.
"Dewastowanie pamięci Natálii Correi jest daremną próbą uciszenia wartości inteligencji, niepoddawania się i demokracji, które tak dobrze uosabiała", napisał André Biveti na portalu społecznościowym Instagram, obiecując oprzeć się wszelkim próbom zastraszania. "Natália Correia nauczyła nas, by się nie bać; będziemy nadal honorować to dziedzictwo".
Radni Partii Socjalistycznej (PS) również wydali zdecydowane potępienie incydentu, w głosowaniu potępiającym, które zostało zabrane na prywatne posiedzenie rady miasta i jednogłośnie zatwierdzone.
W tekście, z którym zapoznało się Euronews, przedstawiciele PS w Radzie Miasta Lizbony krytykują użycie "symboli, które przywołują jeden z najciemniejszych okresów we współczesnej historii", w akcie "tchórzostwa", który "jest nie tylko przestępstwem niszczącym dziedzictwo miejskie", ale także "atakiem na wartości demokratycznego państwa prawa".
Nota przedstawia Natálię Correię jako "wyjątkową postać w portugalskiej kulturze" i podkreśla jej pracę jako członkini portugalskiego parlamentu w "bezkompromisowej obronie kobiet", a zwłaszcza jej walkę o dekryminalizację aborcji.
"Podniosła głos, stanowczo i nieustraszenie, przeciwko moralizatorskiemu autorytaryzmowi, który wciąż przyćmiewał kraj i przeciwko któremu musimy być czujni (...)", podkreślają czterej socjalistyczni radni - Alexandra Leitão, Sérgio Cintra, Carla Madeira i Pedro Anastácio - jednocześnie wzywając radę do zaapelowania do władz o "szybką identyfikację i pociągnięcie do odpowiedzialności" osób, które zbezcześciły popiersie.
Rada parafialna stwierdziła, że otrzymała więcej skarg, w tym "ataki na domy sąsiadów", a radny PS podkreślił, że nie był to "odosobniony akt przestępstwa", potępiając, w oparciu o Roczny Raport Bezpieczeństwa Wewnętrznego (RASI) za 2025 r., "niepokojący wzorzec rozpowszechniania symboli nienawiści i przekazów związanych z reżimami nazistowskimi i faszystowskimi".
"Ludzie tracą poczucie wstydu"
Euronews zwrócił się do Policji Bezpieczeństwa Publicznego (PSP) o przeprowadzenie ankiety dotyczącej zdarzeń w 2026 r. związanych z epizodami wandalizmu nawołującymi do nienawiści w gminie Lizbona, ale nie otrzymał odpowiedzi na czas, aby opublikować ten artykuł.
Jednak RASI opublikowany pod koniec marca, w którym zebrano dane dotyczące przestępstw zgłoszonych przez organy policji do Dyrekcji Generalnej ds. Polityki Sprawiedliwości (DGPJ) w okresie od stycznia do grudnia 2025 r., wskazuje na wzrost liczby przestępstw z nienawiści w Portugalii.
Zarejestrowano 449 zgłoszeń, co stanowi wzrost o prawie 7% w porównaniu z 2024 r. (który był już rekordowym rokiem z 421 zgłoszeniami), przy czym obszar metropolitalny Lizbony koncentruje 30% zdarzeń.
Raport odnosi się do**"większego kryzysu w portugalskim społeczeństwie**" spowodowanego"poziomem polaryzacji politycznej, rasowej, religijnej i/lub seksualnej, któremu towarzyszą zjawiska dezinformacji".
To "uczucie" prowadzi do "zachowań konfrontacyjnych", które materializują się w "nieautoryzowanych i czasami destrukcyjnych akcjach protestacyjnych, z konturami przemocy werbalnej lub fizycznej", które, zgodnie z dokumentem, zakłócają funkcjonowanie demokracji i zagrażają bezpieczeństwu ludności i mienia.
"W latach 2015-2025 liczba przestępstw z nienawiści wzrosła o oszałamiające 2236 procent", ostrzega Alexandra Leitão w wywiadzie dla Euronews .
"Ludzie mają tendencję do naśladowania kontekstu społecznego, który naśladuje również kontekst polityczny", kontynuuje socjalistyczna radna, która kojarzy wzrost partii Chega z klimatem większego napięcia w portugalskim społeczeństwie.
"Mamy do czynienia z brutalnym dyskursem, który nie był zbyt powszechny w Portugalii jeszcze sześć lat temu, a ludzie tracą poczucie wstydu. Pewien rodzaj dyskursu został znormalizowany, a w konsekwencji pewien rodzaj działań, które wcześniej były bardziej ukryte" - mówi.
Nie wymieniając bezpośrednio żadnej partii, RASI przypomina o tej politycznej radykalizacji, wskazując, że skrajnie prawicowy program wykorzystuje "konfliktowe tematy" do celów wyborczych, zwłaszcza poprzez retorykę antyimigracyjną, która trywializuje "publiczny dyskurs dyskryminacji, nienawiści i antydemokratycznych idei" i sprzyja "rasistowskim lub ksenofobicznym zachowaniom ".
Radykalizacja młodych ludzi i mizoginia
RASI, przekazana parlamentowi, wyraża zaniepokojenie zaangażowaniem nieletnich i młodych dorosłych w te ekstremistyczne zjawiska. Jak czytamy w dokumencie, grupy "o pewnym stopniu struktury" rekrutują te bardziej wrażliwe grupy ludności w Internecie, aby je indoktrynować, prowadząc je do "zniekształcenia rzeczywistości", co skłania je do wyznawania "teorii spiskowych lub retoryki antysystemowej".
Te nacjonalistyczne ruchy, z "silną obecnością w Internecie", są napędzane przez "charyzmatycznych przywódców", którzy według RASI "działają jako prawdziwi influencerzy", zwłaszcza wśród młodych mężczyzn.
Alexandra Leitão rysuje podobieństwa z ruchami stworzonymi na arenie międzynarodowej przez Charliego Kirka i Andrew Tate'a. Socjalistka podkreśla, że w Portugalii "głęboko mizoginiczny dyskurs" obfituje również w zradykalizowane społeczności internetowe zdominowane przez chłopców/mężczyzn, którzy, jak dodaje, "nie są mniejszościami".
"To mizoginia, która nie tylko obejmuje słynne_"Kobiety powinny być w kuchni_", ale nawet posuwa się do zachęcania do przemocy wobec kobiet", ostrzega.
W tym kontekście była minister PS przypomina o obecności cyfrowych influencerów, głównie na zaproszenie stowarzyszeń uczniowskich, w dziesiątkach szkół w Portugalii w ciągu ostatnich dwóch lat szkolnych, na wykładach o treści seksualnej i mizoginicznej.
Sytuacja ta, ujawniona przez gazetę Público na początku marca, skłoniła Generalny Inspektorat Edukacji i Nauki do wszczęcia dochodzenia w sprawie dwóch dyrektorów szkół wymienionych w raporcie. Odpowiedzialny minister Fernando Alexandre również interweniował, ogłaszając, że powołano grupę roboczą w celu zdefiniowania wytycznych, które pomogą określić, które organizacje zewnętrzne i osobistości mogą wejść na teren szkoły.
Minister podkreślił, że odpowiedzialność za kontrolowanie dostępu spoczywa na osobach zarządzających placówkami i że nie ma potrzeby zmiany prawa, ponieważ przewiduje ono już taką procedurę. Alexandra Leitão uważa, że w stanowisku Ministerstwa Edukacji zabrakło stanowczości i po raz kolejny ostrzega przed niebezpieczeństwem wrogich narracji wobec kobiet.
"Nie jestem zwolenniczką żadnego rodzaju kontroli językowej, ale istnieje granica między wolnością słowa a mową nienawiści, a granica ta jest mocno zarysowana w prawie, gdy istnieją rodzaje przestępstw, które kryminalizują mowę nienawiści" - zauważa. "Czy wolność słowa nie polega również na możliwości powiedzenia, że kobiety są gorsze? Nie, nie na tym polega wolność słowa" - mówi Alexandra Leitão.
W ubiegłym roku ówczesny dyrektor krajowy policji sądowej (PJ) , Luís Neves, który obecnie jest ministrem spraw wewnętrznych, zajął zdecydowane stanowisko przeciwko mizoginicznym zachowaniom. W czerwcu wydał publiczne ostrzeżenie przed grami online, które mają na celu gwałcenie, mordowanie i prześladowanie kobiet, a kilka miesięcy później, w październiku, poinformował o wzroście liczby przestępstw z nienawiści, zwłaszcza tych skierowanych przeciwko kobietom.
"Istnieje seksistowski pogląd na traktowanie kobiet jako istot niższych", powiedział Luís Neves, cytowany przez Lusa, po tym, jak policja aresztowała mężczyznę, który zaoferował 100 000 euro każdemu, kto zabije brazylijską dziennikarkę mieszkającą w Portugalii. Obecny gubernator mówił o "przestępstwach motywowanych politycznie" i obiecał przy tej okazji "zaciekłą walkę" z wszelkimi formami przemocy opartymi nie tylko na płci, ale także na narodowości, rasie czy wyznaniu.
Alexandra Leitão powiedziała Euronews, że pochwala wybór Luísa Montenegro na szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i przyznaje, że jako radna Lizbony podejmie "dalsze inicjatywy", nawet z rządem, po wyczerpaniu dialogu z Radą Miasta, jeśli w stolicy będzie "kontynuacja" ekstremistycznych zachowań.
W swoim przemówieniu w październiku ubiegłego roku Luís Neves zwrócił również uwagę na fakt, że młodzi ludzie są rekrutowani do popełniania przestępstw o charakterze dyskryminacyjnym. Jest to sytuacja nie do pomyślenia w zachodnim społeczeństwie, gdzie szacunek dla człowieka musi dominować - podkreślił.
RASI donosi, że w 2025 r. w Portugalii po raz pierwszy skazano chłopca w wieku poniżej 16 lat za czyny, które stanowiłyby**"przestępstwo terrorystyczne**" i**"przestępstwo dyskryminacji i podżegania do nienawiści i przemocy, o skrajnie prawicowym podłożu ideologicznym"**, gdyby ktoś był w nie zaangażowany.
Polityczne przesłanie wandalizmu
Atak na popiersie Natálii Correi nie może być postrzegany jako kolejny epizod wandalizmu, podkreśla Alexandra Leitão, pamiętając, że poetka, dramatopisarka, eseistka, dziennikarka, tłumaczka i wydawca zawsze otwarcie sprzeciwiała się myśleniu i duchowi Portugalii pod rządami dyktatury.
Czy to w gazetach, w radiu, w telewizji, w parlamencie, czy w swoim słynnym barze "Botequim", który gromadził intelektualistów, kobieta, która wyszła za mąż cztery razy, przeciwstawiła się ówczesnym zwyczajom i uosabiała społeczną i polityczną emancypację, której wielu szukało. Była nawet ścigana i skazana na trzy lata więzienia w zawieszeniu za publikowanie dzieł, które dla Estado Novo obrażały moralność publiczną.
W tym samym tygodniu kwietnia, w którym popiersie Natálii Correi zostało zdewastowane, miała miejsce kolejna akcja przeciwko miejskiemu dziedzictwu Lizbony. W parafii Santa Maria Maior złamano nos posągu Carlosa Mendonça, sklepikarza, który stał się jedną z głównych postaci Marszów Miejskich.
Nie umniejszając wagi tego ataku, Alexandra Leitão wyjaśnia, że tych dwóch sytuacji wandalizmu nie można umieścić na tym samym poziomie: w jednej występuje impuls okolicznościowy, podczas gdy w drugiej widoczna jest próba wywołania społecznego efektu zastraszenia.
"Przypadkowy, alkoholowy wandalizm" jest "ogromnie naganny", podkreśla, ale należy go odróżnić od aktów motywowanych ideologicznie.
"Nie chodzi o to, że marsz jest mniej lub bardziej ważny niż Natália Correia, nie o to chodzi, powiedzmy to sobie jasno. Chodzi o to, że [sprawa Natálii Correi] jest związana z rodzajem symboliki, która ma bardzo realne znaczenie. Każdy, kto rysuje swastyki, nie rysuje serc ani symboli fallicznych" - wyjaśnia.
"Nie wydawało mi się, by ten alarm wynikał ze szczególnego charakteru tego rodzaju wandalizmu. Nastąpiła dewaluacja symbolicznej części wydarzenia" - zauważa.
Oprócz zniszczeń materialnych, socjalista, który stał na czele koalicji PS-Livre-Bloco de Esquerda-PAN w ostatnich wyborach lokalnych w stolicy, wspomina o przypadku przemocy z 10 czerwca ubiegłego roku wobec Adérito Lopesa, aktora teatru "A Barraca", który został zaatakowany przez skrajnie prawicową grupę w Lizbonie, gdy był w drodze na przedstawienie oddające hołd Camõesowi.
Niedawno, 25 kwietnia we wczesnych godzinach porannych, iracki uchodźca, który mieszka w Portugalii od 2019 r., został znieważony i zaatakowany przez grupę młodych ludzi w Alameda D. Afonso Henriques, w drodze powrotnej z obchodów Rewolucji Goździków w Largo do Carmo, i został przewieziony do szpitala z poważnymi obrażeniami i kilkoma szwami.
Alexandra Leitão chciałaby zobaczyć "większe zaangażowanie" władz miejskich w potępienie tych brutalnych praktyk i jest zaskoczona, że burmistrz nie zrobił nic konkretnego po zatwierdzeniu głosowania w sprawie odrzucenia przez PS.
Skrajności
Burmistrz Lizbony, z którym skontaktowało się Euronews, odrzuca krytykę socjalistycznej opozycji i broni "zerowej tolerancji dla ataków na dziedzictwo", niezależnie od "charakteru tych aktów wandalizmu".
Carlos Moedas powiedział, że miasto przeznacza co roku dwa miliony euro na usuwanie graffiti.
"Fakt, że nie akceptujemy żadnej formy wandalizmu, nie oznacza jednak, że nie jesteśmy jeszcze bardziej uważni na te, które mają u podstaw idee dyskryminujące lub atakujące ludzką godność, które pochwalają reżimy totalitarne lub promują przemoc" - podkreśla, zapewniając o "zdecydowanej walce", nie precyzując w jaki sposób, z tymi, którzy rozpowszechniają takie wiadomości w przestrzeni publicznej.
Burmistrz oskarża Alexandrę Leitão o posiadanie " manichejskiego poglądu na świat i politykę", "być może ze względu na jej bliskość lub wpływ ekstremistycznych ruchów politycznych".
Nawiązując do aktywistki PS podejrzanej o rzucenie ładunku wybuchowego w demonstrantów antyaborcyjnych 21 marca podczas Marszu dla Życia, w pobliżu Zgromadzenia Republiki, sytuacji, którą "wielu na arenie publicznej bagatelizowało", Moedas wskazuje na niebezpieczeństwa na obu krańcach politycznego spektrum.
"Niezrozumiałe jest, że [Alexandra Leitão] widzi zagrożenia tylko po stronie skrajnej prawicy, ale ja widzę je po obu stronach. Istnieją oczywiście zagrożenia ze strony skrajnej prawicy, ale także skrajnej lewicy. Nie ma cnotliwych lub przyjaznych demokracji ekstremizmów", podkreśla.
Od wybuchu wojny w Strefie Gazy w 2023 r. w Lizbonie doszło do serii incydentów wandalizmu z nienawiści skierowanych przeciwko Żydom i miejscom związanym z Izraelem.
Centralnym punktem jest Centrum Kultury Żydowskiej przy Rua da Judiaria: we wrześniu ubiegłego roku założyciel tego stowarzyszenia potępił Lusa "eksplozję antysemityzmu", donosząc o próbach zerwania żydowskich symboli i opowiadając, jak naklejki z napisami takimi jak "Nie jesteś mile widziany w Portugalii" i "Mordercy dzieci" regularnie pojawiają się na zewnętrznych ścianach budynku.
Pojawiły się nawet doniesienia o rasistowskich obelgach zawierających odniesienia do masakry Żydów podczas II wojny światowej: "Wracaj do swojej ziemi, człowiek z wąsami miał rację".
W zeszłym tygodniu w tym samym miejscu ponownie pojawiły się antysemickie napisy: "Śmierć Izraelczykom" i "Hamas wygra". W oświadczeniu przesłanym do prasy ambasada Izraela w Lizbonie wypowiedziała się przeciwko "niebezpiecznej mowie nienawiści, która stanowi bezpośrednie podżeganie do przemocy i terroryzmu w sercu stolicy Portugalii", wzywając radę miasta, rząd Portugalii i policję do "jednoznacznego i publicznego" potępienia tego wydarzenia oraz do "postawienia winnych przed wymiarem sprawiedliwości".
RASI potwierdza ten obraz, ze skrajną lewicą, która jest "szczególnie aktywna w kontekście sprawy palestyńskiej" poprzez antysemicki wandalizm oraz "kampanie nacisku i zastraszania organizacji, które wspierają lub są ekonomicznie lub kulturowo związane z Izraelem".
Jeśli chodzi o grupy lewicowe, odnotowano również aktywistów klimatycznych, opisanych jako "bardzo mało wyraziści" i "na poziomie dalekim od progu ekstremizmu".
Mimo to w tym obszarze ideologicznym raport wspomina o innych ruchach, które dają powody do niepokoju, a mianowicie o anarchistach, którzy próbowali promować "sprawę antyfaszystowską", pokazując, że są "przygotowani do fizycznej konfrontacji z przeciwnikami i siłami bezpieczeństwa" oraz do "praktyki przemocy powstańczej", która instrumentalizuje "protesty osób trzecich", jak miało to miejsce podczas strajku generalnego pod koniec 2025 roku.
Skrajna prawica została scharakteryzowana jako rosnące ryzyko, odzwierciedlone w "grupach internetowych o akceleracjonistycznej i neonazistowskiej matrycy", składających się z portugalskich użytkowników, którzy "gloryfikują przemoc". Według RASI, ci internauci nie tylko konsumują brutalne treści, ale także je rozpowszechniają, "a nawet mogą przyczyniać się do rekrutacji i planowania nowych ataków terrorystycznych".
Alexandra Leitão akceptuje "symetrię na abstrakcyjnym poziomie zasad" między skrajną prawicą a skrajną lewicą, ale sprzeciwia się perspektywie Moedasa. "Dziś, w 2026 r., w Europie, a teraz szczególnie w Portugalii, zagrożenie dla demokracji i wolności pochodzi ze strony skrajnej prawicy, a nie skrajnej lewicy. Jutro może nadejść, dziś nie".
Przyznając, że wzrost liczby przypadków mowy nienawiści jest problematyczny, lider władz miejskich Lizbony przypomina z drugiej strony, że rośnie liczba poważnych przestępstw, takich jak morderstwa, gwałty i przemoc wobec nieletnich, w tym w Lizbonie.
Jednocześnie odnosi się do "degradacji porządku publicznego" ze względu na większą liczbę przestępstw związanych z **posiadaniem zakazanej broni i nieposłuszeństwem wobec władz. "**Czy nie jest wskazane, aby burmistrz był zaniepokojony i czujny na takie sytuacje? Kto celowo ignoruje zagrożenia dla bezpieczeństwa mieszkańców Lizbony i Portugalczyków?", pyta.
Chociaż odzwierciedla to tendencję wzrostową tych dwóch ostatnich przestępstw, RASI przypisuje wzrost ogólnej przestępczości (+3,1%) " inwestycjom w zdolności operacyjne i większej skuteczności w wykrywaniu i zapobieganiu nielegalnym zachowaniom". Innymi słowy, wzrost przestępczości tłumaczy się wzmocnieniem metod nadzoru i rejestracji.
W związku z tym Alexandra Leitão twierdzi, że Carlos Moedas ma pomieszane priorytety, wskazując, że liczba przestępstw z użyciem przemocy i poważnych przestępstw spadła (-1,6%) i przypominając o wadze przemocy domowej, która według RASI pozostaje jednym z rodzajów przestępstw o największej liczbie zgłoszeń.
Ideologia w kulturze?
Kontrowersje w Lizbonie dotarły do przygotowań do obchodów 25 kwietnia.
Petycja o nazwie "Festas de Abril sem Abril", (źródło w Portugalski) podpisana przez około 600 przedstawicieli kultury w mieście, potępiła próbę zmiany nazwy tego świątecznego okresu z "Festas de Abril" na "Festas da Primavera".
Sygnatariusze oskarżyli miejską spółkę odpowiedzialną za program**(EGEAC Lisboa Cultura**) o chęć zatarcia centralnego znaczenia rewolucji i zredukowania jej do "ogólnego festiwalu wiosennego".
EGEAC (źródło w Portugalski) potwierdziło Lusa, że początkowo rozważało zmianę nazwy - na początku marca na stronie internetowej firmy pojawiła się nawet nazwa "Festas da Primavera" zamiast "Festas de Abril" - ale zdecydowało się tego nie robić, biorąc pod uwagę "już ugruntowaną rozpoznawalność nazwy 'Festas de Abril'".
"Były parafie, które organizowały uroczystości nawiązujące do 25 kwietnia, takie jak Benfica i Arroios" - mówi Alexandra Leitão, podkreślając jednak, że Rada Miejska nie przeprowadziła konkretnych obchodów, które wywyższałyby "historyczne i polityczne znaczenie" tej daty.
Były urzędnik państwowy wyraża zaniepokojenie "niepokojącym kontekstem" w zakresie polityki kulturalnej miasta. W tym sensie przywołuje interwencję zastępcy gminy Chega, Margaridy Bentes Penedo,w styczniu 2026 r., w której sklasyfikowała program teatru Bairro Alto jako "pamflet" i wezwała do "prawicowej kultury".
Carlos Moedas absolutnie odrzuca uwagi na temat obchodów wolności, uważając, że został oskarżony o "bezsensowne oskarżenie, które nie jest zgodne z faktami". Burmistrz twierdzi, że promował 30 inicjatyw poświęconych 25 kwietnia i mówi o zainwestowaniu 250 000 euro przez EGEAC w kolejne 23 wydarzenia w tym samym kontekście.
"Więc jeśli jest prezydent, który przywiązuje historyczne i polityczne znaczenie do 25 kwietnia, to jestem nim ja", powtarza Moedas.
Burmistrz Lizbony powiedział Euronews, że Alexandra Leitão "nie ma żadnych argumentów" i "żadnych propozycji, które byłyby interesujące dla miasta", więc "zawsze wybiera te same hasła i scenariusz skrajnej lewicy, z którymi współistniała przez całą kampanię i które mieszkańcy Lizbony kategorycznie odrzucili".
"Być może jest to symptom tego, że wciąż nie przetrawił wyników wyborów, że traci grunt wewnątrz swojej partii, a nawet tego, że sama PS zaczyna zdawać sobie sprawę, że Portugalczycy i Lizbończycy wolą PS, która jest wierna swojej historii umiaru, odrzucając linię poprzedniego sekretarza generalnego i samej radnej Alexandry Leitão" - mówi.
Jeśli chodzi o sposób zarządzania sektorem kultury, Moedas wyjaśnia, że zarząd EGEAC ma "autonomię zarządzania" i że "nikt z Rady Miasta Lizbony nie ingeruje w programowanie kulturalne".
"Nie jestem podejrzliwy, nie patrzę na legitymacje partyjne, kiedy wybieram ludzi. Mianowałem ludzi z różnych partii, decyduję na podstawie ich kompetencji i przydatności do pracy" - powiedział szef rządu miasta, po czym ponownie rzucił okiem na Alexandrę Leitão.
"Jeśli ktokolwiek poddał się wielu "dryfom" radykalnych partii, to nie ja. Nie rządziłem też krajem ani miastem z ekstremistycznymi partiami wpływającymi na podstawowe decyzje", podsumował.