Kaja Kallas odrzuca tezy o upadku Europy, podkreślając jej siłę i atrakcyjność dla państw aspirujących do UE. Szefowa unijnej dyplomacji reaguje na krytykę USA dotyczącą kierunku polityki europejskiej.
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas, odrzuciła twierdzenia, że Europa zmierza ku cywilizacyjnemu upadkowi, podkreślając jednocześnie atrakcyjność Unii Europejskiej dla państw aspirujących do członkostwa.
Jej komentarz pojawił się po krytycznych uwagach sekretarza stanu USA Marco Rubio podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.
Rubio stwierdził, że Zachód potrzebuje odnowy po dekadach polityki, którą określił jako źle zaprojektowaną.
Wśród zarzutów wymienił "otwarte granice", nadmierne skupienie na polityce klimatycznej oraz politykę deindustrializacji, która, jego zdaniem, osłabiła Zachód.
Wcześniejszy przegląd bezpieczeństwa narodowego USA wskazywał migrację jako czynnik destabilizujący Europę i sugerował możliwość wsparcia partii politycznych sprzeciwiających się polityce Brukseli.
W odpowiedzi Kallas podkreśliła znaczenie jedności transatlantyckiej, jednocześnie zaznaczając, że nie we wszystkich kwestiach Europa i USA są zgodne.
"Przesłanie o powiązaniu Ameryki i Europy jest ważne, ale istnieją obszary, w których nasze stanowiska różnią się i tak pozostanie"- mówiła w rozmowie z Euronews.
Odniosła się także do krytyki USA w kontekście wolności prasy, przypominając, że Estonia, z której pochodzi zajmuje 2. miejsce w globalnym rankingu, podczas gdy Stany Zjednoczone są sklasyfikowane na 58. pozycji.
Kallas obaliła również tezę o "cywilizacyjnym wymazaniu" Europy.
Zwróciła uwagę, że UE nadal przyciąga państwa pragnące do niej dołączyć, od Ukrainy po Bałkany Zachodnie.
"Wbrew temu, co niektórzy mówią: Europa nie stoi w obliczu upadku. Ludzie nadal chcą dołączyć do naszego projektu"- podkreśliła.
Szefowa dyplomacji ostrzegła także przed nadmiernym ustępowaniem Rosji przy stole negocjacyjnym.
Nowa runda rozmów między Kijowem a Moskwą, pośredniczona przez Stany Zjednoczone, ma się odbyć w przyszłym tygodniu w Genewie.
"Największym zagrożeniem jest to, że Rosja może zyskać więcej przy stole negocjacyjnym, niż osiągnęła na polu bitwy"- stwierdziła.