Przemawiając na otwarciu trzech dni dyplomacji o wysokiej stawce, niemiecki kanclerz przedstawił surową diagnozę globalnego porządku znajdującego się "w stanie destrukcji". W wystąpieniu przywołał także słowa polskiego ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego z 2011 roku.
Friedrich Merz stwierdził na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, że porządek świata, jaki istniał przez dziesięciolecia, "już nie istnieje" - i ostrzegł Stany Zjednoczone, że nie będą wystarczająco potężne, aby "poradzić sobie same" w nowej erze polityki wielkich mocarstw.
Merz cytuje Sikorskiego na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa
Kanclerz Niemiec stwierdził, że Amerykanie zauważyli konieczność nadrabiania zaległości wobec Chin, a Europejczycy powinni szykować się na podobny ruch.
"My, Europejczycy, również przygotowujemy się na tę nową epokę. Dochodzimy jednak do innych wniosków niż administracja w Waszyngtonie" - powiedział Merz. - "Nie jesteśmy zdani na łaskę tego świata. Możemy go kształtować".
W tym kontekście przywołał słowa szefa polskiej dyplomacji, które padły w Berlinie w 2011 roku na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej.
"Już 15 lat temu Radek Sikorski powiedział nam, Niemcom: 'mniej obawiam się niemieckiej siły niż niemieckiej bezczynności'" - cytował Merz. - " Te dwa elementy są częścią naszej odpowiedzialności, wynikającej z naszej historii i położenia geograficznego. Tę odpowiedzialność przyjmujemy".
Ponure motto konferencji
Kanclerz Niemiec nawiązał do tytułu spotkania - "Świat w stanie destrukcji" - sugerując, że stary porządek oparty na zasadach już zniknął, a kraje takie jak Niemcy będą musiały całkowicie przemyśleć swoje podejście do bezpieczeństwa i samoobrony.
„Wybraliście ponure motto tej konferencji: »w zniszczeniu«, a to prawdopodobnie oznacza, że międzynarodowy porządek oparty na prawach i zasadach jest obecnie niszczony” – powiedział w piątek, w dniu otwarcia konferencji.
„Obawiam się jednak, że musimy wyrazić to jeszcze dosadniej: ten porządek, choć wadliwy nawet w czasach swojej świetności, już nie istnieje”.
Deklarując, że "jednobiegunowy moment", który istniał po upadku muru berlińskiego wraz z powstaniem Stanów Zjednoczonych jako światowego supermocarstwa, minął, Merz ostrzegł, że nowy globalny porządek polityki siły naraża nawet najsilniejsze narody na większe niebezpieczeństwo.
"Powrót do polityki siły jest zakorzeniony nie tylko w rywalizacji między wielkimi mocarstwami" - powiedział, sugerując, że odzwierciedla on niepokój i pobudzenie z czasów sprzed rewolucji.
"Jest to wyraz pragnienia wielu demokratycznych państw o silnym przywództwie w zglobalizowanym świecie, w którym szczególnie państwa demokratyczne zbliżają się do granic swoich możliwości działania" - dodał.
Argumentował, że ten nowy kontekst oznacza koniec "porządku opartego na zasadach", którego demokratyczne mocarstwa używały do zapobiegania konfliktom lub mediacji od zakończenia II wojny światowej.
"Wydaje się, że polityka wielkich mocarstw oferuje silne i łatwe odpowiedzi - przynajmniej dla dużych graczy i przynajmniej na pierwszy rzut oka" - powiedział.
"Pod wpływem tej iluzji polityka wielkich mocarstw odwraca się od świata, w którym rosnąca łączność przekłada się na rządy prawa i pokojowe stosunki między państwami. Polityka wielkich mocarstw rządzi się swoimi prawami. Jest szybka, ostra i często nieprzewidywalna".
"Niewygodna prawda"
Merz odniósł się również bezpośrednio do tego, co nazwał "niewygodną prawdą": transatlantyckie stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Europą, które przez dziesięciolecia stanowiły podstawę zachodniego bezpieczeństwa, są obecnie wątpliwe.
W szczególnie uderzającym fragmencie odniósł się do zapalczywego przemówienia wiceprezydenta USA J.D. Vance'a na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w zeszłym roku, w którym zastępca Trumpa oskarżył europejskie demokracje o skazanie się na zniszczenie przez cenzuralne prawa i masową imigrację z innych kultur.
"Między Europą a Stanami Zjednoczonymi powstała przepaść" - powiedział Merz. -"Wiceprezydent J.D. Vance powiedział to bardzo otwarcie na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa rok temu i miał rację".
Merz powiedział jednak, że nie podpisuje się pod diagnozą Vance'a, mówiąc zamiast tego o wartościach europejskich - w tym tych, które bezpośrednio nie zgadzają się z decyzjami i przekonaniami administracji Trumpa, w szczególności jej wycofaniem się z organizacji wielostronnych i porzuceniem wysiłków na rzecz walki z kryzysem klimatycznym.
"Wojny kulturowe MAGA w USA nie są nasze" - podkreślił.
"Wolność słowa kończy się tutaj, gdy wypowiadane słowa są skierowane przeciwko ludzkiej godności i naszemu podstawowemu prawu. Nie wierzymy w cła i protekcjonizm, ale w wolny handel. Trzymamy się porozumień klimatycznych i Światowej Organizacji Zdrowia, ponieważ jesteśmy przekonani, że globalne wyzwania można rozwiązać tylko razem".
"Rosja nie jest jeszcze skłonna do poważnych rozmów"
Jednym z głównych tematów przemówienia Merza było znaczenie wsparcia zachodnich sojuszników dla Ukrainy w obliczu pełnej inwazji Rosji, która wkrótce będzie obchodzić czwartą rocznicę.
Nawiązał do faktu, że odkąd Donald Trump powrócił do Białego Domu, Europa musiała podwoić swoje wsparcie dla Kijowa i wzmocnić swoje podejście do karania Kremla.
"Przez rok Niemcy i Europa przyjęły najważniejszą rolę lidera" - powiedział Merz. -"Nałożyliśmy na Moskwę niesłychane straty i koszty. A jeśli Moskwa w końcu zgodzi się zawrzeć pokój, będzie to również z tego powodu, ponieważ jest to wyraz europejskiej pewności siebie".
Idąc dalej w krótkiej sesji pytań i odpowiedzi prowadzonej przez przewodniczącego konferencji ambasadora Wolfganga Ischingera po jego przemówieniu, Merz podkreślił, że Rosji nie można jeszcze ufać, że będzie negocjować w dobrej wierze w sprawie zakończenia ataku - i przywołał wizytę premiera Węgier Viktora Orbána w Moskwie w 2024 roku, choć bez wymieniania go z nazwiska.
"Był ktoś z Unii Europejskiej, premier, który sam pojechał do Moskwy" - przypomniał Merz. - "Nie miał mandatu; pojechał tam i nic nie osiągnął. Tydzień później widzieliśmy najcięższe ataki na infrastrukturę cywilną, prywatne domy i szpitale, jakie kiedykolwiek widzieliśmy do tego czasu".
"Jeśli więc rozmowa ma sens, jesteśmy na nią gotowi" - kontynuował Merz. - "Ale jak widać po stronie amerykańskiej, Rosja nie jest jeszcze skłonna do poważnych rozmów. Ta wojna zakończy się dopiero wtedy, gdy Rosja zostanie wyczerpana przynajmniej ekonomicznie, a potencjalnie także militarnie".
"Rosja musi zrezygnować z tej strasznej wojny przeciwko Ukrainie, a my musimy zrobić wszystko, co konieczne, aby doprowadzić ich do punktu, w którym nie będą widzieć dalszych korzyści z kontynuowania tej strasznej wojny".
Wskazując na Europę, Merz ostrzegł, że wolność nie może być dłużej traktowana jako coś oczywistego.
"PKB Rosji wynosi obecnie około 2 bilionów euro. PKB Unii Europejskiej jest prawie 10 razy wyższe - ale mimo to Europa nie jest 10 razy silniejsza niż Rosja.
"Nasz potencjał militarny, polityczny, gospodarczy i technologiczny jest ogromny, ale przez bardzo długi czas nie wykorzystywaliśmy go w odpowiednim stopniu. Najważniejszą rzeczą jest więc teraz przestawienie przełącznika w naszych umysłach".
"Musimy zrozumieć, że w erze wielkich mocarstw nasza wolność nie jest już czymś oczywistym. Jest zagrożona. Będziemy musieli wykazać się stanowczością i determinacją, aby tę wolność zapewnić" - dodał.