Dolly Parton odwołała rezydenturę w Las Vegas, bo przechodzi leczenie z powodu problemów zdrowotnych. Już w październiku niepokój wzbudziło przełożenie tej samej serii występów.
Ikona muzyki country Dolly Parton odwołała planowaną rezydencję w Las Vegas z powodu problemów zdrowotnych, ale podkreśliła, że „wszystko, na co choruję, da się leczyć”.
80‑letnia Parton, która według niedawnego sondażu jest najpopularniejszą osobą publiczną w USA, wcześniej przełożyła serię swoich koncertów w The Colosseum w Caesars Palace zaplanowanych na październik. Wtedy mówiła, że zmaga się z kilkoma „problemami ze zdrowiem”.
Teraz, w nowym nagraniu opublikowanym na Instagramie, piosenkarka najlepiej znana z przebojów „9 To 5” i „Jolene”, a także ze swojej rozległej działalności charytatywnej, powiedziała, że ma „dobre wieści i trochę gorsze wiadomości”.
„Dobra wiadomość jest taka, że bardzo dobrze reaguję na leki i leczenie, i z każdym dniem czuję się lepiej” – powiedziała. „A ta gorsza wiadomość jest taka, że minie jeszcze trochę czasu, zanim wrócę do formy potrzebnej do występów na scenie, bo niektóre leki i terapie sprawiają, że jestem trochę ‘swimmy‑headed’, jak mawiała moja babcia – czyli trochę mi się kręci w głowie”.
„Swimmy‑headed”... Jakbyśmy potrzebowali jeszcze jednego powodu, żeby ją kochać.
Kontynuowała: „Jest mi naprawdę przykro, że nie zobaczę wszystkich, którzy mieli bilety na mój występ w Las Vegas. Jeszcze się kiedyś spotkamy… Mam świetnych lekarzy i naprawdę dobrze mi idzie, a oni zapewniają mnie, że wszystko, na co choruję, da się leczyć, więc tego się trzymam”.
Dodała: „Mówiłam wam już, że od zawsze mam kłopoty z kamieniami nerkowymi. Panie Boże, w ciągu roku wyciągają ze mnie więcej kamieni niż z kamieniołomu w Rockwood w stanie Tennessee. A tak na poważnie, mój układ odpornościowy i trawienny w ostatnich latach kompletnie się rozregulowały. Teraz ciężko pracują nad tym, żeby je odbudować i wzmocnić, i mam nadzieję, że wkrótce znów będę w pełni sił”.
W marcu Parton po raz pierwszy od miesięcy pokazała się publicznie w Dollywood, po śmierci swojego męża Carla Deana, z którym przeżyła 58 lat.
„Musiałam dojść do takiego momentu, w którym mogłam zacząć odbudowywać się duchowo, emocjonalnie i fizycznie” – mówiła wtedy. „Ale wszystko jest dobrze. To mnie nie spowolniło”.