Od Barbz do „księżniczki MAGA”. Nicki Minaj trafiła na czołówki po wystąpieniu na Trump Accounts Summit. Ogłosiła, że jest fanką numer jeden Donalda Trumpa.
Gwałtowna fala sprzeciwu wobec Donalda Trumpa i jego zaostrzenia polityki imigracyjnej nabiera rozpędu, a ludzie kultury coraz głośniej krytykują działania prezydenta.
W ostatnich dniach gwiazdy na festiwalu Sundance wyrażały poważne zaniepokojenie i oburzenie po zabójstwach dokonanych przez ICE w Minnesocie; Billie Eilish wytknęła innym celebrytom, że nie wykorzystują swoich platform, by piętnować ICE; kompozytor Philip Glass odwołał premierę swojej nowej symfonii w proteście przeciwko Trumpowi; a Bruce Springsteen opublikował nowy utwór, który upamiętnia Renee Good i Alexa Prettiego, a przy tym ostro atakuje „federalnych oprychów Trumpa”.
Nawet osoby, które wcześniej wspierały Trumpa, otwarcie krytykują jego administrację.
Amerykański gwiazdor podcastów, Joe Rogan, który poparł Trumpa w jego powrotniej kampanii, powiedział: „Czy naprawdę mamy być jak Gestapo? 'Gdzie są pańskie papiery?' Do tego doszło?”, a dyrektor generalny Apple, Tim Cook, rozesłał w tym tygodniu notatkę: „Uważam, że Ameryka jest najsilniejsza, gdy dotrzymujemy naszych najwyższych ideałów, gdy traktujemy każdego z godnością i szacunkiem, niezależnie od tego, kim jest i skąd pochodzi, oraz gdy uznajemy nasze wspólne człowieczeństwo”.
Kulturowy bunt rośnie z dnia na dzień i grozi osłabieniem pozycji Trumpa przed wyborami w połowie kadencji.
Jest jednak jedna gwiazda, która nie wyczuwa nastrojów ani nie przejmuje się choćby wizerunkowymi skutkami popierania człowieka, którego polityka doprowadziła do wielu tragedii: raperka Nicki Minaj.
Gwiazda nominowana do Grammy pojawiła się wczoraj na szczycie w Waszyngtonie zorganizowanym przez Departament Skarbu, inaugurującym „Trump Accounts” – inwestycyjne konto bankowe dla noworodków. Zadeklarowała wpłatę 150–300 tys. dol. na sfinansowanie inicjatywy i wcześniej napisała na X, że to „prawdziwy sens zasady ‘podaj dalej’. Wczesna edukacja finansowa i wsparcie finansowe dla naszych dzieci dadzą im dużą przewagę na starcie”.
Brzmi rozsądnie. Jednak wczoraj powiedziała do zgromadzonych: „Powiem, że chyba jestem fanką prezydenta numer jeden”.
Dodała, że jej poparcie dla Trumpa raczej nie osłabnie, mimo „nienawiści” ze strony krytyków.
„Nienawiść czy to, co ludzie mówią, w ogóle na mnie nie wpływa. To wręcz motywuje mnie, by wspierać go jeszcze mocniej, i nas wszystkich zmotywuje, by wspierać go bardziej” – powiedziała Minaj. „Nie pozwolimy im uchodzić bezkarnie z nękaniem i kampaniami oszczerstw. To się nie uda, dobrze? Ma za sobą wielką siłę, a Bóg go chroni” – dodała.
Trump nie szczędził też pochwał pod adresem Minaj, nazywając ją „największą i najbardziej odnoszącą sukcesy raperką w historii”. Doja Cat, Foxy Brown, Lauryn Hill i Missy Elliott zapewne miałyby na ten temat inne zdanie. Trump podziękował również Minaj za wpłatę „setek tysięcy dolarów” na konta Trumpa.
Trump, którego widziano trzymającego Minaj za rękę, powiedział do publiczności, nawiązując do paznokci raperki: „Zapuszczę paznokcie, bo kocham takie paznokcie. Pozwolę tym paznokciom rosnąć”.
Lepiej nie.
Minaj zgarnęła też wartą 1 mln dol. Trump Gold Card „za darmo” i pochwaliła się tym w swoich mediach społecznościowych.
Według oficjalnej strony, karta to „wiza oparta na zdolności jednostki do zapewnienia Stanom Zjednoczonym znaczących korzyści” i rzekomo przyspiesza uzyskanie obywatelstwa USA. Co może się przydać, bo Minaj w 2024 r. powiedziała na TikToku, że nie jest obywatelką USA; przyjechała do Stanów z Trynidadu i Tobago jako mała dziewczynka.
Wczorajsze wydarzenie było kolejnym gestem poparcia Minaj dla MAGA – jednym z wielu kroków, które zbliżyły artystkę do retoryki populistycznej.
Chwaliła wiceprezydenta USA JD Vance’a, udostępniała tiktoki Białego Domu promujące Trumpa, a niedawno pojawiła się na wydarzeniu Turning Point USA.
W zeszłym miesiącu Minaj dołączyła do Eriki Kirk, wdowy po konserwatywnym influencerze Charliem Kirku, na zjeździe ultrakonserwatywnej młodzieży w Phoenix w Arizonie. Powiedziała: „Darzę naszego prezydenta najwyższym szacunkiem i podziwem. (...) Ten rząd jest pełen ludzi z sercem”.
Dodała, że Trump jest „przystojny” i „czarujący”, wyrażając podziw zarówno dla Trumpa, jak i Vance’a, którego opisała jako kogoś z „bardzo niezwykłą umiejętnością bycia kimś, z kim łatwo się utożsamić”.
Jej słowa bardzo odbiegają od Minaj z 2018 r., która piętnowała rozdzielanie rodzin na granicy podczas pierwszej administracji Trumpa, czy tej z 2020 r., która na konferencji Pollstar Live deklarowała, że „nie zamierza dołączać do obozu Trumpa”.
Zamiast dołączać, dziś zdaje się przewodzić.
Zwrot Minaj w stronę prawicy i jej konsekwentne wsparcie dla MAGA mocno osłabiły jej pozycję w kulturze, a fani – znani jako „Barbz” – odwracają się.
Masowo przestają ją obserwować w mediach społecznościowych i oskarżają o zdradę społeczności LGBTQ+, jednego z częstych celów Trumpa, w imię rozgłosu lub politycznych korzyści.
„Nicki Minaj nie raz już była problematyczna, ale jej bezpośrednie poparcie dla Trumpa, zdrada społeczności, która ją wspierała, to ostatnia kropla” – napisał jeden z fanów, dołączając nagranie, na którym wyjmuje płyty winylowe artystki ze swojej kolekcji i wyrzuca je do kosza.
Inni w sieci punktują Minaj i jej wybryki:
Nawet Grok dorzucił swoje, wytykając ironię kryjącą się w poparciu Minaj...
Na początku miesiąca kilka petycji na Change.org wzywało nawet do deportacji Minaj do Trynidadu i Tobago. Wiele z nich zbiegło się w czasie z wystąpieniem Minaj na AmericaFest Turning Point USA u boku Eriki Kirk i zebrało setki tysięcy podpisów.
„Deportacja Nicki Minaj z powrotem na Trynidad byłaby przypomnieniem, że osoby publiczne muszą być odpowiedzialne za swoje słowa i szerszy wpływ, jaki wywierają na różnorodne społeczności” – napisał na stronie Tristan Hamilton, autor najpopularniejszej petycji. „Tu nie chodzi tylko o upadek jednej osoby; chodzi o trzymanie wszystkich w ryzach współczucia i konsekwencji, zwłaszcza gdy mają znaczący wpływ”.
Niezależnie od tego, co myślicie o Minaj i jej poparciu dla Trumpa, wczorajsze wydarzenie wielu odebrano jako głuche na nastroje i nie na miejscu, w obliczu tragedii, do których doszło w tym miesiącu w Minnesocie.
Renee Good, 37, zginęła od strzału funkcjonariusza ICE, Jonathana Rossa, w Minneapolis 7 stycznia. Jej śmierć wywołała masowe protesty w całym kraju. Alex Pretti, również 37, został zabity 24 stycznia przez funkcjonariusza, który oddał w jego kierunku 10 strzałów w kilka sekund. Pretti brał udział w pokojowych protestach po śmierci Good.
Minaj – mimowolnie? – stała się częścią nieczułej akcji PR, która szkodzi jej już słabnącej reputacji i zupełnie rozmija się z obawami wielu ludzi kultury.
Kulturowy bunt przeciwko Trumpowi trwa i odzwierciedla narastające niezadowolenie z jego administracji. Jeszcze przed śmiercią Prettiego w minioną sobotę opinia publiczna odwracała się od Trumpa w kwestii imigracji.
Jak wynika z sondażu AP-NORC z 8–11 stycznia, krótko po śmierci Renee Good, zaledwie 38 proc. dorosłych Amerykanów aprobuje sposób, w jaki Trump zajmuje się kwestią imigracji – to spadek z 49 proc. w marcu 2025 r. Poparcie wśród osób określających się jako Republikanie spadło z 88 proc. w marcu do 76 proc. w styczniu.
Z kolei sondaż Fox News, przeprowadzony od piątku do poniedziałku, wykazał, że 59 proc. wyborców określa ICE jako „zbyt agresywną”, co oznacza wzrost o 10 punktów od lipca ubiegłego roku.