Od mitu El Dorado po obecne debaty na temat grabieży, złoto naznaczyło historię hiszpańskiej kolonizacji Ameryki Łacińskiej. Jeden z ekspertów ostrzega jednak, że klucz do historycznego zacofania kontynentu leży poza metalem szlachetnym.
Przez wieki złoto odgrywało kluczową rolę w narracji hiszpańskiej kolonizacji Ameryki Łacińskiej. Od mitu El Dorado po współczesną debatę na temat "kradzieży" zasobów, metal szlachetny jawi się jako symbol grabieży i nierówności. Jednak dla wielu ekonomistów i historyków złoto wyjaśnia tylko część, ale nie najbardziej decydującą część historii gospodarczej kontynentu.
"Złoto opuściło Amerykę Łacińską, ale nie było najważniejszą rzeczą, która została utracona" - podsumowuje Juan Arismendi Zambrano, profesor University College Dublin, w wywiadzie dla Euronews. - "Z ekonomicznego punktu widzenia, najbardziej trwały wpływ kolonizacji był instytucjonalny".
Przed podbojem: złoto nie było bogactwem
Przed przybyciem Europejczyków złoto nie zajmowało centralnego miejsca, jakie miało zająć później. Dla wielu cywilizacji prekolumbijskich jego wartość była symboliczna, rytualna lub polityczna, ale nie ekonomiczna w nowoczesnym sensie.
"Dla ludów pierwotnych złoto nie funkcjonowało jako pieniądz ani jako podstawa bogactwa" - wyjaśnia Arismendi Zambrano. - "Mieli oni inne formy organizacji gospodarczej i bardzo zaawansowane technologie jak na swoje czasy. Wartość, jaką dziś przypisujemy złotu, jest późniejszą konstrukcją".
Mit El Dorado, szeroko rozpowszechniony w Europie od XVI wieku, odzwierciedla bardziej europejską obsesję niż amerykańską rzeczywistość. Poszukiwanie miast ze złota napędzało ekspedycje, ale pomogło również skonsolidować narrację, która zredukowała złożoność kontynentu do idei bogactwa mineralnego.
Czy złoto było siłą napędową podboju?
Chociaż złoto okazało się kluczowe dla systemu kolonialnego, nie było ono początkową przyczyną podboju. "Kolonizacja nie rozpoczęła się jako poszukiwanie Ameryki, ale jako próba znalezienia nowych szlaków handlowych do Azji" - wspomina ekonomista. "Spotkanie z kontynentem i jego zasobami było w dużej mierze przypadkowe".
Po ustanowieniu rządów kolonialnych rozpoczął się systematyczny proces wydobywania bogactw. Jednak według Arismendi Zambrano ograniczenie tego do złota jest uproszczeniem.
"Wydobywano zasoby naturalne, ale także, a może przede wszystkim, siłę roboczą" - mówi. - "Połączenie rządów wojskowych i pracy przymusowej pozwoliło mocarstwom kolonialnym wygenerować ogromne transfery bogactwa".
Czy można mówić o "kradzieży" złota?
Użycie terminu "kradzież" pozostaje jednym z najbardziej spornych punktów w debacie historycznej. Z perspektywy ekonomisty jest to raczej kategoria moralna niż analityczna.
"Kradzież" jest terminem obciążonym etycznie" - mówi Arismendi Zambrano. - "Z perspektywy ekonomicznej możemy powiedzieć, że miał miejsce proces wydobywania zasobów i bogactwa w głęboko nierównych relacjach.
Brak pełnej dokumentacji utrudnia również dokładne określenie ilości złota, które opuściło kontynent. "Nie ma dokładnych liczb. Istnieją szacunki, ale wiele operacji nie pozostawiło żadnych śladów w dokumentacji lub archiwa zostały utracone z biegiem czasu" - dodaje.
Gdzie trafiło złoto z Ameryki Łacińskiej?
Nie całe wydobyte złoto trafiło do Hiszpanii, ani też tam nie pozostało. Część została wykorzystana lokalnie, część została przekierowana przez nieformalne obiegi, a znaczna ilość trafiła na finansowanie europejskich wojen.
"Hiszpania wykorzystała dużą część tych zasobów w konfliktach zbrojnych w Europie" - wyjaśnia profesor. - "Oznacza to, że część bogactwa wydobytego z Ameryki Łacińskiej została redystrybuowana do innych krajów na kontynencie".
Ta dynamika pomaga zrozumieć, dlaczego obfitość złota nie przełożyła się automatycznie na zrównoważony rozwój, ani w Ameryce Łacińskiej, ani w samej Hiszpanii. Dla Arismendi Zambrano kluczem do niedorozwoju Ameryki Łacińskiej nie jest to, co wydobyto, ale to, czego nie zbudowano.
"Największym problemem był brak solidnych instytucji gospodarczych" - argumentuje. - "Słabe prawa własności, niestabilność polityczna i brak trwałych ram zniechęcały do długoterminowych inwestycji".
Pogląd ten jest zbieżny z jedną z najbardziej wpływowych teorii w ekonomii rozwoju, która podkreśla rolę instytucji w rozbieżnościach między regionami. "Różnica między Ameryką Łacińską a krajami takimi jak Stany Zjednoczone czy Kanada nie polega na ilości zasobów naturalnych, ale na jakości instytucji, które zostały ustanowione" - wyjaśnia.
Złoto dzisiaj: między symbolem a rzeczywistością gospodarczą
Pięć wieków później Ameryka Łacińska nadal jest ważnym regionem pod względem produkcji złota. Kraje takie jak Peru, Kolumbia, Meksyk i Brazylia utrzymują znaczącą aktywność wydobywczą. Jednak jego znaczenie w gospodarce jest mniejsze niż w przeszłości.
"Obecnie złoto konkuruje z innymi, znacznie ważniejszymi sektorami, takimi jak energetyka, rolnictwo i technologia" - mówi Arismendi Zambrano. - "Wciąż jest bezpieczną przystanią w czasach kryzysu, ale nie jest głównym motorem rozwoju".
Dzisiejsze wydobycie obejmuje prywatne firmy, państwa, a także nielegalne sieci wydobywcze, co ma bardzo różny wpływ na gospodarkę i środowisko.
Złoto nadal zajmuje centralne miejsce w historycznej i politycznej wyobraźni Ameryki Łacińskiej. Jednak, jak ostrzega Arismendi Zambrano, zrozumienie przeszłości kontynentu wymaga spojrzenia poza metal szlachetny.
"Współczesne bogactwo nie jest mierzone wyłącznie zasobami naturalnymi" -podsumowuje. - "Jego miarą są instytucje, stabilność i zdolność do generowania wiedzy. Złoto może błyszczeć, ale samo w sobie nie wyjaśnia historii".