Donald Trump zadeklarował, że wierzy w możliwość przejęcia Kuby. Wypowiedź padła w czasie narastającego kryzysu energetycznego na wyspie.
Prezydent Donald Trump podczas rozmowy z dziennikarzami w Gabinecie Owalnym odniósł się do przyszłości Kuby. Stwierdził, że wierzy w możliwość przejęcia wyspy przez USA.
"Wierzę, że będę miał zaszczyt wziąć Kubę" - powiedział Trump. "Mogę zrobić z nią, co zechcę. To bardzo osłabiony kraj" - dodał.
Wypowiedzi te padły w obliczu poważnego kryzysu energetycznego na Kubie, gdzie około 10 milionów mieszkańców nie ma dostępu do prądu.
Operator Unión Nacional Eléctrica de Cuba zapewnia jednak, że rozpoczęto prace nad przywróceniem zasilania. Kraj zmaga się również z niedoborem paliwa.
Wyspa nie otrzymała dostaw ropy od 9 stycznia po tym, jak USA obaliły prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro i wprowadziły praktyczną blokadę paliwową.
Trump podpisał w styczniu dekret wykonawczy grożący sankcjami wobec krajów, które sprzedają ropę Kubie.
Już wcześniej przestarzała kubańska sieć doświadczała codziennych przerw w dostawie prądu trwających nawet 20 godzin w niektórych regionach.
Brak paliwa zmusił linie lotnicze do ograniczenia lotów, dotknął sektor turystyczny, a rząd wprowadził racjonowanie paliwa i ograniczenia w świadczeniu usług szpitalnych.
Trump stwierdził w niedzielę, że Kuba "chce zawrzeć porozumienie", które może nastąpić wkrótce, po zakończeniu amerykańskiej konfrontacji z Iranem.
"Wkrótce albo podpiszemy umowę, albo zrobimy to, co będzie konieczne" - powiedział na pokładzie Air Force One.
The New York Times, powołując się na anonimowe źródła podał, że administracja Trumpa dała sygnał kubańskim władzom, iż chce usunięcia prezydenta Miguela Díaz-Canel z władzy.
Kubański wicepremier Oscar Perez-Oliva ogłosił w poniedziałek, że kubańscy emigranci będą mogli inwestować i posiadać firmy na wyspie.
"Kuba jest otwarta na normalne relacje handlowe z amerykańskimi firmami oraz z Kubańczykami mieszkającymi w USA i ich potomkami" - powiedział Perez-Oliva w wywiadzie dla NBC News.
Przerwy w dostawach prądu, braki w żywności i lekarstw wywołały protesty.
Demonstranci zdewastowali prowincjonalne biuro Komunistycznej Partii Kuby w Morón, mieście na wschód od Hawany, a 14 osób zostało aresztowanych.
Nowym zjawiskiem stały się nocne protesty, w których ludzie uderzają w garnki i patelnie, czasem krzycząc "Libertad!" ("Wolność").
Díaz-Canel przyznał na X, że mieszkańcy mają powody do niezadowolenia z powodu długotrwałych przerw w dostawie prądu.
"Nie do przyjęcia jest jednak przemoc" - dodał. Prezydent potwierdził wcześniej, że rząd prowadził rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi.
Trump twierdzi, że blokada paliwowa odpowiada na "nadzwyczajne zagrożenie" ze strony Kuby, która rzekomo sprzymierzyła się z "wrogimi krajami i aktorami o złych zamiarach" i umożliwia im obecność wojskową oraz wywiadowczą.
Kuba odrzuca te zarzuty i wzywa USA do złagodzenia nacisku.
Stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Kubą od dziesięcioleci pozostają napięte.
Po rewolucji w 1959 roku zerwano relacje dyplomatyczne. W kolejnych latach wprowadzono embargo gospodarcze i sankcje.
W ostatnim czasie ich zaostrzenie zwiększyło presję na kubański rząd i przyczyniło się do pogorszenia warunków życia mieszkańców.
Słowa Trumpa pojawiają się również w czasie rosnącej międzynarodowej debaty na temat polityki Waszyngtonu wobec Kuby oraz humanitarnych skutków sankcji.
Dyskusja ta toczy się w szerszym kontekście narastających napięć geopolitycznych.