Komary dotąd kojarzone z tropikami zadomowiły się już w kilku krajach Europy i przesuwają się na północ. Służby sanitarne starają się powstrzymać choroby, które przenoszą – takie jak denga, chikungunya i Zika. Ważna jest też rola obywateli.
We wrześniu Portugalia wypuściła 30 tys. sterylnych samców komarów w drugiej próbie powstrzymania rozrastającej się populacji komara tygrysiego.
Ten gatunek, wcześniej spotykany głównie w Azji Południowo‑Wschodniej, trafił do Włoch w latach 90. wraz z transportami używanych opon, a od tego czasu rozprzestrzenił się na Francję, Hiszpanię, Niemcy, Szwajcarię i inne kraje Europy.
Niepokojące jest to, że choroby przenoszone przez tego komara — takie jak denga, chikungunya i Zika — coraz częściej pojawiają się też w Europie. Na razie w większości państw europejskich zachorowania pozostają sporadyczne, jednak unijne i krajowe władze zdrowotne pracują nad tym, by choroby te nie stały się w Unii endemiczne.
„Kierunek, w którym zmierzamy, nie napawa optymizmem” — powiedział w rozmowie z Euronews epidemiolog środowiskowy Jan Semenza. „To problem, który z nami zostanie, jeśli nie powstrzymamy go tak szybko, jak tylko możemy”.
Choroby te rozprzestrzeniają się przez ukąszenia komarów. Zakażeni podróżni wracający z tropikalnych kierunków mogą przywozić wirusy do Europy, gdzie przejmują je lokalne komary i przekazują kolejnym osobom.
„Wielu ludzi wraca z wakacji do Europy z Tajlandii, Brazylii lub innych miejsc, gdzie występują choroby tropikalne, i przywozi ze sobą te wirusy” — wyjaśnił Semenza. „Taka osoba zostaje ukąszona przez lokalnego komara, ten komar gryzie kogoś następnego, zakaża kolejną osobę i wtedy pojawia się lokalne ognisko choroby”.
Do końca października 2026 roku Włochy zgłosiły 76 lokalnie nabytych zakażeń dengą, a Francja — osiem. To mniej więcej dwukrotnie więcej niż w 2025 roku.
Dlatego Portugalia zdecydowała się walczyć z problemem, wypuszczając samce komarów sterylizowane promieniowaniem, tak aby mogły łączyć się w pary z samicami, ale nie wydawały na świat potomstwa.
„Walczymy o to, byśmy nie stali się krajem endemicznym” — powiedział Euronews André Peralta Santos, zastępca szefa Dyrekcji Generalnej ds. Zdrowia w Portugalii.
Inne metody obejmują rozwiązanie zastosowane kilka lat temu w Brazylii, gdzie komary zakażano bakterią Wolbachia, która blokowała infekowanie ich przez wirusy.
Choć istnieją sposoby na ograniczanie liczebności komarów i zmniejszanie transmisji chorób, całkowite wyeliminowanie tych owadów nie jest realne.
„Środowiska nie da się włożyć do autoklawu” — stwierdził Jan. „Kiedy komar się zadomowi, zostaje na stałe; nic nie da się z tym zrobić”.
Pozostaje więc tylko przygotować się.
A to wymaga, jak podkreśla Semenza, „połączenia wielu działań” — od kontroli populacji komarów po szczepionki i leki przeciwwirusowe. Jednym z kluczowych elementów jest zaangażowanie lokalnych społeczności.
Jak zaangażować obywateli
„Nie powinniśmy lekceważyć siły obywateli” — powiedziała Euronews Marion Koopmans, wirusolożka z Erasmus Medical Centre w Niderlandach. „W świecie chorób przenoszonych przez komary można uzyskać mnóstwo informacji właśnie od ludzi”.
Pomocne okazują się tu technologie cyfrowe. W całej Europie korzysta się z aplikacji, takich jak Mosquito Alert, aby śledzić, czy komary tygrysie pojawiają się na nowych obszarach.
„To nowe typy danych, które coraz częściej wykorzystuje się do zasilania systemów nadzoru” — wyjaśniła.
Zgłoszenia od obywateli pomagają władzom śledzić rozszerzanie zasięgu komarów. Każdego roku komar tygrysi przesuwa swój zasięg o ok. 60 km dalej na północ, częściowo dzięki temu, że „podróżuje” w samochodach. Ogniska chorób rozprzestrzeniają się jeszcze szybciej — o ok. 120 km rocznie, szacuje Semenza.
Obywatele mogą więc pomagać w monitorowaniu samych komarów, a służby zdrowia pracują równolegle nad wykrywaniem wirusów, które owady przenoszą — najlepiej zanim pojedyncze zakażenia przerodzą się w lokalne ogniska.
Monitoring ścieków prowadzony jest na poziomie międzynarodowym, przy wsparciu unijnego Urzędu ds. Gotowości i Reagowania na Stany Zagrożenia Zdrowia (HERA).
„Dzięki monitoringowi ścieków można zauważyć, że denga rozprzestrzenia się w Europie, zanim pacjent zgłosi się do lekarza” — powiedział Euronews Laurent Muschel, dyrektor i zastępca szefa HERA, nazywając to „bardzo potężnym narzędziem”, w które HERA inwestuje „bardzo dużo”.
Monitoring prowadzi się na dużych lotniskach europejskich, a także w międzynarodowych węzłach w Singapurze, Afryce i Ameryce Łacińskiej.
„Próbujemy zbudować prawdziwie globalną sieć, która wychwyci wczesne sygnały tego, co dzieje się na świecie” — powiedział Muschel.
Wykrycie zakażenia jest kluczowe, by zapobiec dalszemu szerzeniu się choroby. „Musimy dopilnować, by taka osoba natychmiast otrzymała leczenie i by uniknęła ukąszeń komarów” — podkreślił Semenza. „Nie chcemy, by inne komary przejęły ten wirus i przekazały go dalej”.
Nadzór epidemiologiczny to tylko jedna część odpowiedzi. Władze muszą również ograniczać populacje komarów — a obywatele mogą się w to włączyć.
Można to robić na kilka sposobów: montując siatki i moskitiery impregnowane środkami owadobójczymi, stosując opryski wewnątrz budynków oraz likwidując stojącą wodę, w której komary się rozmnażają.
Semenza przywołał przykłady z Nikaragui, gdzie społeczności uczą się rozpoznawać larwy komarów w stojącej wodzie i rozumieją, jak ważne jest regularne czyszczenie pojemników wokół domów.
„Jeśli masz stojącą wodę i widzisz w niej małego robaka, to nie jest robak, tylko larwa. Z tej larwy wylęgnie się komar, a to stanowi problem dla zdrowia publicznego” — wyjaśnił Semenza.
Przygotować narzędzia
Nawet najlepsze systemy nadzoru nie zapobiegną jednak wszystkim zakażeniom. W miarę jak choroby przenoszone przez komary zadomawiają się w Europie, służby zdrowia muszą zadbać o to, by lekarze potrafili je rozpoznawać i by dostępne były odpowiednie terapie.
„Często dochodzi do zakażenia, nawet jeśli ktoś w ogóle nie był za granicą” — powiedział Semenza. „Jak więc lekarze mają się zorientować, że te dziwne objawy, których nigdy wcześniej nie widzieli, mogą oznaczać potencjalną chorobę tropikalną?”
Dlatego unijny Urząd ds. Gotowości i Reagowania na Stany Zagrożenia Zdrowia (HERA) przeznacza 10 mln euro na opracowanie nowych testów diagnostycznych.
„Brakuje nam także odpowiednich leków do leczenia nowych chorób, które pojawiają się w Europie” — zaznaczył Muschel, dodając, że urząd finansuje badania nad lekami przeciwwirusowymi i nowymi szczepionkami.
„Istnieją już pewne szczepionki przeciwko dendze i chikungunyi, ale nie są doskonałe” — przyznał Muschel. „Próbujemy opracować lepsze generacje szczepionek i być może będziemy musieli szczepić wybrane grupy ludności na obszarach, gdzie występują komary i gdzie dochodzi do transmisji choroby”.
Jedno jest pewne: komary są już zadomowione w części Europy, a służby zdrowia nie mogą czekać, aż przenoszone przez nie choroby staną się endemiczne.
„Ryzyko jest tutaj” — podsumował Semenza. „Musimy się przygotować”.