Iran deklaruje gotowość do ponownego otwarcia cieśniny Ormuz w zaledwie 48 godzin, ale stawia Waszyngtonowi szereg warunków. W tle trwają zakulisowe negocjacje, rosną napięcia militarne, a Chiny i państwa Zatoki próbują zapobiec dalszej eskalacji konfliktu.
Iran poinformował w poniedziałek, że jest gotów ponownie otworzyć cieśninę Ormuz w ciągu dwóch dni, pod warunkiem że Stany Zjednoczone zaakceptują jego żądania. We wrześniu, gdy Teheran po raz pierwszy przedstawił tę propozycję Waszyngtonowi za pośrednictwem Kataru, zakładany termin wynosił siedem dni.
„Możliwość wdrożenia tego planu w ciągu dwóch dni jest kolejnym dowodem dobrej woli Iranu” – powiedział rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmaeil Baghaei.
„Oświadczyliśmy, że jeśli żądania Iranu zostaną spełnione, możliwe będzie szybkie przywrócenie bezpieczeństwa w cieśninie Ormuz i wznowienie procesu negocjacyjnego” – dodał.
Baghaei poinformował, że za pośrednictwem mediatorów nadal wymieniane są komunikaty między Teheranem a Waszyngtonem. Podkreślił, że „wszystko zależy” od tego, czy strona amerykańska zaakceptuje irańskie warunki. „Dopiero wtedy będziemy mogli rozmawiać o kolejnych etapach” – wyjaśnił.
Wśród żądań Teheranu znajdują się: zakończenie działań wojennych na wszystkich frontach, odmrożenie irańskich aktywów ulokowanych za granicą, zniesienie sankcji nałożonych na sektor naftowy oraz zakończenie amerykańskiej blokady morskiej irańskich portów.
Dodatkowe warunki przedstawił minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi w wywiadzie dla Al Jazeery, opublikowanym w niedzielę. Jak zaznaczył, Waszyngton musi również zaakceptować nową trasę tranzytową przez cieśninę, uzgodnioną przez Iran i Oman, ograniczyć obecność amerykańskich wojsk w regionie oraz znieść sankcje wprowadzone od sierpnia.
Od tego miesiąca Waszyngton nakłada na Iran kolejne restrykcje, określając swoją strategię mianem „ekonomicznego duszenia” kraju.
Od wybuchu wojny z Iranem pod koniec lutego Teheran utrzymuje, że sprawuje kontrolę nad cieśniną Ormuz. Irańskie siły regularnie atakują statki próbujące przepłynąć przez ten strategiczny szlak bez zgody władz w Teheranie. W odpowiedzi Stany Zjednoczone wprowadziły blokadę morską irańskich portów.
Dyplomacja przyspiesza
Intensyfikacja działań dyplomatycznych następuje w czasie, gdy zarówno Waszyngton, jak i Tel Awiw zaostrzają retorykę i nasilają groźby użycia siły militarnej. W sobotę Donald Trump oświadczył, że musi jeszcze „zająć się” jednym lub dwoma celami. Wśród nich wymienił górę Pickaxe w centralnej części Iranu. Według podejrzeń Waszyngtonu może się tam znajdować infrastruktura związana z programem nuklearnym. Teheran zaprzecza jednak tym doniesieniom.
Podczas poniedziałkowego briefingu Baghaei ostrzegł przed konsekwencjami ewentualnego ataku na Iran.
„Każdy akt agresji wobec Iranu, każdy atak wojskowy na Iran, niezależnie od jego formy, spotka się z naszą silną, natychmiastową i kompleksową odpowiedzią” – zapowiedział rzecznik.
W poniedziałek do Dohy udał się wiceminister spraw zagranicznych Iranu Kazem Gharibabadi. Jego wizyta ma pomóc w wypracowaniu wstępnego porozumienia. Katar pełni w rozmowach rolę mediatora.
Swoje działania dyplomatyczne zintensyfikowały również Chiny. Pekin poinformował o wysłaniu specjalnego wysłannika Zhai Juna do Iranu, Omanu i Arabii Saudyjskiej. Jego zadaniem będzie nakłanianie wszystkich stron konfliktu do przerwania walk.
Prezydent Chin Xi Jinping podkreślił, że Bliski Wschód i region Zatoki Perskiej nie mogą stać się areną rywalizacji między światowymi mocarstwami. Jak podały chińskie media państwowe, Pekin i Maskat wspólnie wezwały Waszyngton oraz Teheran do powrotu do „memorandum z Islamabadu”.
Przedstawiciele irańskich władz nadal podkreślają jednak, że Teheran nie zamierza rezygnować ze swoich kluczowych postulatów. Wiceprzewodniczący irańskiego parlamentu Ali Nikzad oświadczył, że Iran nie będzie prowadził negocjacji dotyczących programu nuklearnego pod presją. Zaznaczył również, że wcześniejsze rozmowy zakończyły się jedynie niespełnionymi obietnicami.
Podobne stanowisko przedstawił w sobotę Mohsen Rezaei, sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu. Stwierdził, że Stany Zjednoczone muszą najpierw spełnić irańskie warunki, zanim możliwe będzie rozpoczęcie negocjacji. Ujawnił także, że otrzymał list od wiceprezydenta USA JD Vance’a, na który nie udzielił jeszcze odpowiedzi.
Tymczasem amerykańskie Dowództwo Centralne (CENTCOM) odrzuciło irańskie twierdzenia, jakoby jego ataki były wymierzone wyłącznie w cele wojskowe. W komunikacie opublikowanym na platformie X CENTCOM oskarżył Teheran o celowe atakowanie dzielnic mieszkalnych, obiektów cywilnych oraz marynarzy cywilnych na wodach międzynarodowych. Według amerykańskiego dowództwa irańskie ataki doprowadziły do śmierci co najmniej 20 osób.
Anwar Gargash, doradca prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich, powiedział podczas konferencji Manama Dialogue w Bahrajnie, że Abu Zabi nie chce, aby kryzys w relacjach z Iranem przerodził się w długotrwały konflikt. Przyznał jednak, że zaufanie między państwami zostało poważnie nadszarpnięte.
„To nie my doprowadziliśmy do tych szkód. Po irańskim ataku na nas zaufanie zostało naruszone” – stwierdził.
Intensyfikacja działań dyplomatycznych następuje tuż przed wtorkowymi wyborami środka kadencji w Stanach Zjednoczonych. Gospodarcze konsekwencje wojny z Iranem zwiększyły presję na Republikanów i ryzyko utraty przez nich większości w Kongresie.
Ogłoszenie wyników, zaplanowane na środę, zbiega się z rocznicą zajęcia ambasady USA w Teheranie w 1979 roku. Wówczas 52 amerykańskich dyplomatów było przetrzymywanych jako zakładnicy przez ponad rok.
W całym Iranie spodziewane są organizowane przez władze demonstracje antyamerykańskie. W ostatnich dniach w Teheranie pojawiły się również billboardy przedstawiające Donalda Trumpa za kratami.
Donald Trump poinformował w niedzielę wieczorem, że dzień wcześniej odbył „bardzo dobre” rozmowy z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu. Jak przekazał, jednym z tematów spotkania była sytuacja wokół Iranu, nie ujawnił jednak żadnych szczegółów. Biuro izraelskiego premiera nie skomentowało tych doniesień.
Od czasu wtorkowych wyborów w Izraelu Netanjahu publicznie wypowiada się wyłącznie na temat ich wyników. Sytuacja polityczna pozostaje niejasna. Wstępne szacunki wskazują, że premier może mieć trudności z utworzeniem koalicji rządowej, choć dotychczas nie wyłoniła się również żadna alternatywna większość.