Podejrzany o atak w klasztorze w Jarosławiu 31-letni Ihor M. jest w stanie psychozy i wymaga leczenia farmakologicznego, a czynności z jego udziałem wciąż nie mogą zostać przeprowadzone – przekazała Euronews rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz.
Ihor M. 24 września zaatakował na terenie Opactwa Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu (woj. podkarpackie) pięć osób – trzech księży oraz dwie osoby świeckie. Jedna z ofiar – 67-letni ks. Stanisław Zbojnowicz – zmarł, a dwie pozostałe walczą o życie w szpitalu na oddziale intensywnej terapii.
W poniedziałek (28 września) śledztwo od jarosławskiej prokuratury rejonowej przejęła Prokuratura Okręgowa w Przemyślu. Jak wyjaśniła w rozmowie z Euronews, rzeczniczka prok. Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, decyzja ta była powodowana „wagą i zawiłością sprawy”. W rozmowie z Euronews przekazała także najnowsze ustalenia.
Prokuratura Okręgowa w Przemyślu sformułowała zarzuty przeciwko 31-letniemu Ihorowi M. Są to dokładnie zarzuty spowodowania zbrodni zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa pokrzywdzonych i spowodowania ciężkich obrażeń ciała. Mężczyźnie grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
„Zostało wydane postanowienie o przedstawieniu zarzutów, ale czym innym jest kwestia ogłoszenia. I rzeczywiście nie możemy w chwili obecnej tych zarzutów ogłosić i wykonać czynności z udziałem podejrzanego Igora M. A to ze względu na jego stan zdrowia” – powiedziała Euronews prokurator Taciuch-Kurasiewicz.
Ihor M. w stanie psychozy
Jak dodała, już drugiego dnia po zdarzeniu pozyskano opinię dotyczącą stanu zdrowia podejrzanego. „Z tej opinii wynikało, że absolutnie nie mogą być takie czynności prowadzone z jego udziałem z uwagi na jego stan zdrowia i okoliczność, że jest on w psychozie i wymaga leczenia psychiatrycznego, wymaga wdrożenia farmakologii” – wyjaśniła.
Jak czytamy w oświadczeniu prokuratury, podejrzany ma nasilone objawy psychotyczne, jest w stanie silnego pobudzenia psychoruchowego, cierpi na rozkojarzenie toku myślenia, brak logicznego kontaktu. Z powodu powyższego wymaga bezwzględnie leczenia przeciwpsychotycznego.
We wtorek 29 września prokuratura ponownie powołała dwóch biegłych lekarzy psychiatrów.
„Chodzi o ustalenie, jaki jest aktualny stan zdrowia podejrzanego i czy można wykonywać w aktualnym jego stanie zdrowia czynności z jego udziałem? Oczekujemy, że w ciągu kilku dni będziemy mieć od biegłych odpowiedź” – poinformowała rzeczniczka.
Taciuch-Kurasiewicz zaznaczyła, że po uzyskaniu pozytywnej opinii – wskazującej na poprawę stanu zdrowia – prokuratura niezwłocznie przystąpi do wykonania czynności z udziałem podejrzanego.
„Ogłoszony będzie mu zarzut przez prokuratora i zostanie on przesłuchany na okoliczność zdarzenia”.
W sobotę 26 września Sąd Rejonowy w Jarosławiu, na wniosek prokuratora, zdecydował o tymczasowym aresztowaniu podejrzanego na trzy miesiące. Areszt odbywa się w szpitalu psychiatrycznym, na oddziale psychiatrii sądowej o wzmocnionym zabezpieczeniu.
Wstępne wyniki sekcji zwłok ks. Stanisława
Prokuratura dysponuje na razie jedynie wstępnymi ustaleniami z sekcji zwłok ks. Stanisława, przeprowadzonej w Przeworsku. „Ze wstępnych wyników sekcji zwłok i relacji prokuratora, który brał udział w tej sekcji, wiemy, że pokrzywdzony miał zadanych dziewięć ciosów, w tym osiem było skierowanych w stronę tułowia. Natomiast jedna rana miała charakter przeszywający i była to rana nadgarstka. Ciosy zlokalizowane przede wszystkim w obrębie klatki piersiowej, to były te ciosy, które spowodowały bezpośrednio zgon księdza Stanisława” – przekazała Taciuch-Kurasiewicz.
Podkreśliła jednak, że to jedynie opinia wstępna. „Oczekujemy na opinię pisemną, która będzie także uwzględniać badania histopatologiczne i będzie taką opinią kompleksową. Co do oględzin zewnętrznych i wewnętrznych zwłok, a także dokładnej przyczyny zgonu”.
Przesłuchano już dwie osoby pokrzywdzone. „Tego samego dnia po zdarzeniu szpital opuścił ksiądz Adrian. On był mniej dotkliwie ranny, też nie odniósł obrażeń w wyniku stosowania noża. Niestety właśnie rany nożem miały zadane pozostałe osoby. Najlepiej z pozostałych trzech osób, które przeżyły to zdarzenie, czuje się kobieta, która była leczona w szpitalu w Przeworsku. Na pewno w dalszym ciągu w szpitalu w Jarosławiu przebywają dwaj najciężej ranni mężczyźni, w tym ksiądz Marek (red. – rektor Kościoła w Jarosławskim Opactwie). Obaj ci mężczyźni są w stanie ciężkim i leżą na oddziale intensywnej terapii” – przekazała rzeczniczka.
Poszkodowany ksiądz: nie wińcie całego narodu
Ks. Adrian Mantykiewicz w pierwszą niedzielę po zdarzeniu wygłosił homilię, która w zestawieniu ze zdjęciem pobitego, wciąż noszącego rany, duchownego, stała się wiralem i obiegła polskie media. Mówił wówczas m.in.: „I z tego miejsca jako uczeń Jezusa Chrystusa pragnę w swoim imieniu, w imieniu księdza Marka i w imieniu księdza Stanisława powiedzieć bardzo dobitnie, że wybaczamy! I prosimy o modlitwę za nas. (...) Ale w sposób szczególny proszę was o modlitwę za naszego oprawcę i o łaskę nawrócenia dla niego”.
Zwrócił się później do wiernych z prośbą o powstrzymanie się od mowy nienawiści względem całego kraju:
„I z tego miejsca też chcę was prosić, abyście nie winili narodu, z którego był oprawca, bo zła dokonał konkretny człowiek, zła dokonała konkretna osoba, która ma swoje imię, swoje życie, która odpowiada za swoje czyny. Nie dokonali tego inni ludzie. To była jedna, jedyna osoba” - przekonywał ks. Adrian.
Poczytalność Ihora M. i hipotezy śledcze
Zdaniem biegłych medycznych Ihor M. znajduje się obecnie w stanie psychozy, ale osobną kwestią pozostaje poczytalność podejrzanego w chwili czynu.
„Należy odróżnić to, jak się czuje podejrzany, jaki jest aktualny jego stan zdrowia psychicznego i czy możliwe jest wykonywanie czynności z jego udziałem, a czym innym zupełnie jest poczytalność, czyli to, na ile podejrzany był świadomy, na ile mógł pokierować swoim zachowaniem w chwili zaistnienia czynu. I to oczywiście będzie przedmiotem śledztwa na dalszym etapie” – zaznaczyła rzeczniczka. Do wydania opinii w tej sprawie konieczne będzie zebranie całego materiału dowodowego oraz dokumentacji medycznej, o ile taka istnieje.
Prokuratura zbada także, czy ofiary i miejsce ataku były przypadkowe oraz czy Ihor M. już wcześniej wizytował opactwo. W lutym 2022 roku, od pierwszych dni pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, miejsce to funkcjonowało jako centrum pomocy i ośrodek schronienia dla uchodźców z Ukrainy.
„Na pewno ofiary nie znały sprawcy. Natomiast wersje śledztwa, jakie są w sprawie, są różne. Zakładają one różne hipotezy, różne możliwości. Dopiero po przeprowadzeniu kompleksowo całego postępowania będzie możliwe ustalenie wiernie tego stanu faktycznego” – powiedziała Taciuch-Kurasiewicz.
Prokuratura bierze pod uwagę także hipotezę udziału osób trzecich. „Jak w każdym śledztwie zakładamy różne hipotetyczne wersje, także o udziale ewentualnym osób trzecich”.
Współpraca z Interpolem
Ihor M. jest obywatelem Ukrainy. Prokuratura dysponuje informacjami z Interpolu, według których sprawca był notowany w innych krajach.
„Mamy informacje z Interpolu, że rzeczywiście był notowany przez policję niemiecką 20 sierpnia w związku z niepodporządkowywaniem się do poleceń tamtejszych policjantów. Nie mamy potwierdzonej informacji ze strony czeskiej” – poinformowała rzeczniczka.
Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że usiłował nielegalnie przekroczyć granicę między Polską a Czechami, wpisano go do systemu czeskiego jako „osobę niepożądaną”.
Taciuch-Kurasiewicz podkreśliła, że prokuratura złoży wnioski o międzynarodową pomoc prawną, m.in. do Ukrainy, Niemiec i potencjalnie innych państw UE, także m.in. w sprawie pozyskania ewentualnej dokumentacji medycznej.
Możliwy przebieg zdarzeń
Według doniesień medialnych, Ihor M. przyjechał do Polski z Niemiec, po czym kierował się na wschód. Gdy dotarł do Korczowej, gdzie chciał przekroczyć przejście graniczne między Polską a Ukrainą, jego samochód został odholowany. Podczas kontroli okazało się bowiem, że brakuje mu obowiązkowego ubezpieczenia OC. Jego pojazd nie mógł zostać dopuszczony do ruchu, sam Ihor M. mógł przekroczyć granicę, ale nie zrobił tego z nieznanego powodu. Przy pomocy osób trzecich znalazł się na terenie Jarosławskiego Opactwa.
Dokładniejszy przebieg zdarzenia znamy m.in. z relacji 40-letniej Katii, obywatelki Ukrainy, która od czterech lat mieszka w Jarosławiu i pracuje w tamtejszym klasztorze.
W rozmowie z Polską Agencją Prasową opisała, że w czwartek rano do klasztornej kuchni wszedł nieznany nikomu mężczyzna prosząc o szklankę wody. Jeden z duchownych zwrócił mu uwagę, że w pomieszczeniu mogą przebywać wyłącznie pracownicy, po czym mężczyzna wpadł w szał i chwycił za lężący w kuchni nóż, atakując księdza będącego pierwszą ofiarą.
Informacje dotyczące narzędzia przestępstwa potwierdziła także prok. Taciuch-Kurasiewicz:
„Narzędzie, którym zadał cios, nóż, pochodził z klasztoru i to nie jest narzędzie, z którym przybył do tego klasztoru”.