Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Polska chce atomu, a Niemcy z niego rezygnują. "Duży błąd"

Komin elektrowni atomowej Isar 2 - jednej z ostatnich działających w Niemczech. Została wyłączona w 2023 roku.
Komin elektrowni atomowej Isar 2 - jednej z ostatnich działających w Niemczech. Została wyłączona w 2023 roku. Prawo autorskie  (c) Copyright 2023, dpa (www.dpa.de). Alle Rechte vorbehalten
Prawo autorskie (c) Copyright 2023, dpa (www.dpa.de). Alle Rechte vorbehalten
Przez Lukasz Aftanski
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

15 kwietnia 2023 roku - trzy lata temu - Niemcy wyłączyły ostatnią działającą w kraju elektrownię jądrową. Powodem były wyłącznie decyzje polityczne, teraz poddawane w wątpliwość, ale zdaniem rządu w Berlinie już "nieodwracalne". Tymczasem, atom jako niezależną alternatywę - promuje teraz Bruksela.

Od trzech lat Niemcy funkcjonują bez energii pozyskiwanej z atomu. Przez dekady był to ważny czynnik w niemieckim miksie energetycznym. Pierwsze reaktory uruchomiono w latach 60. XX wieku i sukcesywnie, przez kolejne lata, sieć elektrowni jądrowych sukcesywnie była rozbudowywana. W szczytowym okresie w całych Niemczech pracowało 19 reaktorów atomowych. Swego czasu Berlin przodował w Europie pod względem ilości pozyskiwanego tą drogą prądu.

REKLAMA
REKLAMA

Nie zostało z tego nic, poza częściowo rozebranymi, wyburzonymi lub opuszczonymi zabudowaniami dawnych elektrowni i charakterystycznymi szerokimi kominami.

Takie działania otwarcie krytykuje Jakub Wiech, ekspert do spraw energetyki. Wskazuje w ekskluzywnej rozmowie z Euronews, że "doświadczenia niemieckie powinny tu być dostatecznym argumentem" a "Bruksela powinna uznać atom za technologię równorzędną z Odnawialnymi Źródłami Energii (OZE) jeśli chodzi o narzędzia transformacji energetycznej".

Polska chce atomu

Nad Wisłą na razie są plany, w różnym stopniu zaawansowania, dotyczące budowy elektrowni atomowych.

Pierwsza powstanie na Pomorzu. Budowa ruszyć ma w 2028 roku, a pierwszy prąd ma popłynąć w 2036 roku. Daty te mogą jeszcze się zmieniać, ale program kontynuują kolejne, politycznie różne, rządy.

Pozyskiwanie energii z atomu zdaje się być ponad politycznymi podziałami w Polsce. Czego już nie można powiedzieć o Odnawialnych Źródłach Energii, zwanych OZE, które co i raz stają się przedmiotem politycznych dyskusji na najwyższych szczeblach. Przykładem ostatnia, wywołana przez Przemysława Czarnka, kandydata opozycyjnej partii PiS na premiera, sprzeciwiającemu się stanowczo energii z fotowoltaiki.

Do tego można dodać nieudane próby ustawowej regulacji energetyki wiatrowej w polskim parlamencie.

Sprzeciw, tu podobnie zaryzykować można stwierdzenie, że całej klasy politycznej nad Wisłą budzi system handlu emisjami ETS, a zwłaszcza jego planowana reforma - ETS2.

Podstawą energetyczną obecnie w Polsce jest węgiel - główne źródło elektrowni w Bełchatowie, największej elektrowni węglowej w Europie.

Mimo pewnego konsensusu kolejnych rządów, energia z atomu to wciąż daleka przyszłość w przypadku Polski. Druga planowana elektrownia jest w fazie dyskusji, podobnie jak inwestycje w atom sektora prywatnego. Zamiary takie zgłaszała spółka ZE PAK.

Odejście Niemiec od atomu

Rezygnacja z atomu w Niemczech to nie tak dawny proces. Pierwsze obawy co do bezpieczeństwa systemu powstały po słynnej katastrofie elektrowni w Czarnobylu w połowie lat 80., wówczas w ZSRR, obecnie w Ukrainie. Wybuch pociągnął za sobą ogromne skutki dla środowiska, gospodarki, regionu, ale także i przede wszystkim rzesze ofiar i długoletnich skutków oddziaływania skażenia i chorób popromiennych. Mimo rozmiarów tragedii, początkowo władze w Moskwie tuszowały katastrofę.

Temat zasadności i należytego zabezpieczenie elektrowni jądrowych awansował do rangi tematu politycznego. Przekładały się też na to protesty społeczne, w tym mieszkańców regionów, gdzie planowane były inwestycje w infrastrukturę atomową. Zwłaszcza, gwałtownie oprotestowywane, magazyny i składy odpadów radioaktywnych.

Konkretne kroki w celu odejścia od atomu pojawiły się już po 2000 roku. Wówczas zdecydowano się na rozłożenie w czasie, konstruktywne wyłączenie z systemu reaktorów atomowych.

Czarę goryczy przelał 2011 rok. Po trzęsieniu ziemi i wywołanym przez nie tsunami doszło do awarii reaktora w elektrowni Fukushima w Japonii. Los niemieckich reaktorów był już przesądzony. Przez następną dekadę pozostałe w eksploatacji elektrownie jądrowe zostały zamknięte.

Atom do kosza, węgiel do pieca

Miejsce atomu zajęły w Niemczech paliwa kopalne. Wzrosło zużycie gazu i węgla jako podstawowych źródeł energii, a wraz za tym, wzrosła emisja CO2 - sprzeczna z przyjętymi przez władze w Berlinie celami klimatycznymi.

Odnawialne źródła energii, nazywane skrótowo OZE, miały przejąć lukę po atomie. Drugą podstawą miał być gaz. Stąd uzależnienie się Niemiec od dostaw z Rosji i budowa, mimo międzynarodowego sprzeciwu - gazociągów Nord Stream 1 i 2 po dnie Bałtyku - z początkiem w Rosji.

To gwałtowna zmiana w niemieckim miksie energetycznym nie przeszła bez echa w finansach. Ceny prądu tak dla samych Niemców, jak i dla ich gospodarki, wzrosły.

Krytyczny był też kryzys w tej sferze powstały po agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku i odwrót od rosyjskich surowców - w tym gazu, węgla i ropy.

Za a nawet przeciw, czyli unijny fikołek atomowy

Nie tylko Niemcy jako kraj, ale cała Unia Europejska w podobnym czasie co i Berlin, poddawała w wątpliwość stawianie na atom w energetyce, skupiając się na OZE.

Teraz, słowami szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, rakiem się z tego wycofuje. 10 marca w Paryżu na konferencji poświęconej właśnie energii jądrowej szefowa KE wprost i wyraźnie nazwała to błędem.

- Odwrót od energii jądrowej był strategicznym błędem - przyznała von der Leyen, dodając, że Europa "niepotrzebnie porzuciła niezawodne, przystępne cenowo źródło energii o bardzo niskiej emisji".

Szefowa KE przyznała też, że atom pozwoliłby Europie na większą niezależność energetyczną i mniejsze uwikłanie w paliwa kopalne, które "są drogie i niestabilne", co udowadnia teraz kryzys na Bliskim Wschodzie.

Unia ma zacząć w pewien sposób promować energetykę jądrową oraz podjąć się regulacji przepisów w tej sprawie. Leyen zapowiedziała też nowe programy i dotacje na ten cel.

"Przykład niemiecki powinien być dostatecznym argumentem"

"Doświadczenia krajów członkowskich Unii Europejskiej - przede wszystkim Francji - jasno pokazują, że energetyka jądrowa nie tylko wspiera cele klimatyczne i gwarantuje stabilność wytwarzania, ale także redukuje to, co jest w tym momencie kluczowym problemem unijnej gospodarki" - wyjaśnia w rozmowie z Euronews ekspert do spraw energetyki Jakub Wiech.

Wspomniana, że Francja posiada 18 elektrowni jądrowych z 56 działającymi reaktorami.

Przypomniał, ze "zależność od zewnętrznych importów surowców energetycznych. UE importuje 75 procent zużywanego węgla, 90 procent gazu i 97 procent ropy i paliw".

- Elektryfikacja połączona z własną generacją energii elektrycznej może rozwiązać ten problem, który w latach kryzysu energetycznego kosztował UE 1,8 bln euro w samych tylko rachunkach za dostawy surowców od krajów trzecich. Dlatego też Bruksela powinna uznać atom za technologię równorzędną z OZE jeśli chodzi o narzędzia transformacji energetycznej, doświadczenia niemieckie powinny tu być dostatecznym argumentem - podkreślał.

Około 70 procent energii elektrycznej we Francji pochodzi z atomu. Emmanuel Macron, prezydent Francji, opowiada się za zdaniem szefowej KE, że kierunkiem Europy powinien być atom, czemu ciężko się w tej sytuacji dziwić.

- Jednocześnie nie wolno wpadać w odwrotną skrajność, tj. rozwijać atomu kosztem źródeł odnawialnych. Unii Europejskiej nie stać na luksus wybierania sobie technologii dekarbonizacji, powinniśmy korzystać ze wszystkich z nich, a także z narzędzi elastyczności i efektywności energetycznej - precyzował Wiech.

Jego zdaniem takie kroki "są sprzężone z celami klimatycznymi".

Powołując się znów na przykład Paryża, dodał, że 25 wytwarzanego nad Loarą prądu pochodzi z OZE i "Francja ma emisję z elektroenergetyki na poziomie jednej polskiej Elektrowni Bełchatów, tj. sięgające około 30 mln ton CO2 rocznie".

"Nieodwracalna decyzja"

Wyższe wartości przy symbolu euro na rachunkach za energię wzmogły w Niemczech dyskusję nad zasadnością decyzji o wyłączeniu energii atomowych.

Spotkało się to z omówionym powyżej unijnym wsparciem dla tej technologii. Szefowa Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, opowiada się za wzmacnianiem krajowych sieci energetycznych właśnie inwestycjami w atom.

Von der Leyen, przy okazji partyjna koleżanka obecnego kanclerza Niemiec Friedricha Merza, namawia też Berlin do rozważenia powrotu do atomu. Jednak zdanie na ten temat kanclerza jest jednoznaczne.

"Decyzja jest nieodwracalna. Żałuję tego, ale taka jest rzeczywistość" - przyznał kanclerz Merz. Zgodził się, że wyłączenie elektrowni jądrowych nie było do końca słuszne, ale nie jest możliwe ich ponowne przywrócenie do sieci.

Dodatkowe źródła • energetyka24.pl, Business Insider

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

Elektrownia atomowa w Fukushimie może zostać odbudowana 15 lat po katastrofie

Energia atomowa w Polsce: powstaną dwie elektrownie jądrowe

Powrót atomu w Europie: Czechy inwestują miliardy w reaktory, by odejść od węgla