Zamknięcie cieśniny Ormuz i eskalacja wojny na Bliskim Wschodzie wywołały gwałtowny wzrost cen ropy i gazu. Efekty są już odczuwalne w Europie. Eksperci ostrzegają - to jeszcze nie koniec podwyżek.
Cieśnina Ormuz to kluczowy szlak transportowy dla globalnego rynku energii. Przez tę wąską drogę morską przepływa około 20 proc. światowych dostaw ropy, produktów naftowych i gazu LNG. Jej blokada po eskalacji konfliktu z Iranem natychmiast wywołała wstrząs na rynkach surowcowych.
Ruch tankowców został niemal sparaliżowany, a ceny ropy Brent w krótkim czasie zbliżyły się do 120 dolarów za baryłkę.
Iran zapowiedział, że może atakować tankowce zmierzające do Europy, Izraela i Stanów Zjednoczonych, co jeszcze bardziej zwiększyło niepewność na rynku.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna zwraca uwagę, że dla wielu wolumenów surowców „nie ma alternatywnych dróg transportu”, a Ormuz pozostaje kluczowym wąskim gardłem światowej gospodarki.
Eksperci ostrzegają, że jeśli sytuacja utrzyma się dłużej, ceny ropy mogą osiągnąć poziomy niewidziane od lat, a Świat ponownie stanie w obliczu energetycznej presji jak w czasach kryzysu naftowego w latach 70.
Ropa drożeje. Stacje paliw reagują natychmiast
Baryłka ropy brent osiągnęła dziś rano cenę na poziomie 115 dolarów w szczycie.
Zaledwie w trzy dni - między 2 a 5 marca - ceny paliw w hurcie wzrosły o blisko 30%, co szybko przeniosło się na ceny detaliczne. W wielu krajach Europy ceny benzyny i oleju napędowego zaczęły rosnąć w tempie niewidzianym od wybuchu wojny w Ukrainie, a inwestorzy obawiają się kolejnej fali inflacji.
Goldman Sachs szacuje, że przy utrzymującej się blokadzie, ceny ropy mogą w najbliższych tygodniach osiągnąć nawet 120-150 dolarów za baryłkę, co oznaczałoby jeden z największych szoków energetycznych od ponad dwóch dekad.
USA rozważa nawet złagodzenie sankcji na rosyjską ropę, aby zrównoważyć ceny paliw.
Dla Europy obecny kryzys ma szczególną wagę. W ostatnich latach kontynent dopiero zaczął stabilizować rynek energii po wstrząsie wywołanym wojną w Ukrainie.
Europejskie rządy mogą zostać zmuszone do sięgnięcia po rezerwy strategiczne lub czasowe obniżki podatków paliwowych, aby złagodzić skutki dla gospodarki i konsumentów.
Prognozy w Polsce na najbliższe tygodnie
Ten trend widoczny jest też w Polsce. O analizę poprosiliśmy firmę ekspercką REFLEX, która od 30 lat dostarcza kompleksowe rozwiązania dla sektora paliwowego.
"Skala podwyżek na rynku hurtowym w tak krótkim czasie, przy jednoczesnej zwiększonej sprzedaży nie pozostawia właścicielom stacji miejsca na utrzymywanie cen na niezmienionym poziomie. Dlatego w skali tygodnia średnia cena diesla wzrosła już o 1,01 zł/l, a benzyny Pb95 o 0,52 zł/l i jest to największy tygodniowy wzrost cen diesla od początku marca 2022 roku, czyli od ataku Rosji na Ukrainę. Autogaz z kolei podrożał w skali tygodnia o 0,19 PLN/l do 2,97 PLN/l" - tłumaczy główna ekspertka REFLEX Urszula Cieślak.
Jednak jak uważają specjaliści REFLEX, to nie koniec wzrostów cen, ponieważ nie wszystkie podwyżki z rynku hurtowego zostały już przełożone na rynek detaliczny.
Co przyniesie kolejny tydzień?
"Hurtowa cena diesla w Orlenie w okresie 27 luty – 6 marca wzrosła o 1,37 PLN/l netto, a benzyny Pb95 o 0,54 PLN/l netto. Drugi tydzień marca przyniesie więc dalsze podwyżki średniego poziomu cen paliw na stacjach i podobnie jak w tym tygodniu najbardziej podrożeje diesel" - przewiduje ekspertka.
Gaz też drożeje - konflikt na Bliskim Wschodzie uderza w europejski rynek energii
Wzrost cen ropy to tylko część energetycznego wstrząsu. W ostatnich dniach gwałtownie rosną także ceny gazu w Europie, które reagują na eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie i zakłócenia w dostawach LNG.
Cieśnina Ormuz ma dla gazu podobne znaczenie jak dla ropy – przez ten szlak przechodzi około jedna piąta światowego handlu LNG.
W niektórych dniach notowania gazu w Europie rosły nawet o 20–30 proc., a od początku eskalacji konfliktu skala wzrostu sięga 60%.
Kontrakty terminowe na gaz w europejskim hubie TTF(Title Transfer Facility) skoczyły w poniedziałek o ponad 14 proc., przekraczając poziom 61 euro za MWh, zbliżając się do najwyższych wartości od niemal trzech lat.
Sytuację dodatkowo komplikuje poziom zapasów gazu w europejskich magazynach. Po chłodnej zimie są one wyraźnie niższe niż zwykle.
Na początku marca magazyny w Unii Europejskiej były wypełnione w około 29%, podczas gdy średnia pięcioletnia to ponad 43% -– wynika z danych Gas Infrastructure Europe.
Drożejący gaz ma bezpośredni wpływ nie tylko na rachunki za ogrzewanie i energię elektryczną, ale także na ceny w wielu sektorach gospodarki – od przemysłu chemicznego po rolnictwo. W Polsce pojawiają się niepokoje o wzrost cen nawozów, tuż przed sezonem uprawowym. Polska jest jednym z największych producentów nawozów w Europie, a gaz LNG jest niezbędny do ich produkcji.
Eksperci ostrzegają, że w miarę odchodzenia od energetyki opartej na węglu, gaz może coraz częściej wpływać na poziom cen energii. Może on nie tylko decydować o cenach w okresach największego zapotrzebowania, ale również stać się głównym czynnikiem kształtującym cenę prądu.
Polityczny spór w Polsce
Rosnące ceny paliw natychmiast stały się tematem politycznym w Warszawie. Opozycja oskarża rząd o brak przygotowania na kryzys energetyczny.
Podczas wizyty na jednej ze stacji paliw były minister edukacji Przemysław Czarnek, który jest wskazywany przez PiS jako potencjalny kandydat na premiera w wyborach w 2027 roku, ostro skrytykował działania władz.
„Państwo jest w niemocy. Polacy widzą to przy dystrybutorach” – powiedział polityk, komentując rosnące ceny paliw.
Czarnek przekonywał, że rząd powinien szybciej reagować na globalne kryzysy energetyczne i lepiej chronić konsumentów przed gwałtownymi skokami cen.
Rząd odpowiada, że wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie ma charakter globalny i w krótkim czasie dotknął wszystkie kraje importujące ropę.
"Wojna ma swoje konsekwencje na rynkach globalnych, ale spółki pod kontrolą państwa będą miały na uwadze, by łagodzić ewentualne skutki podwyżki cen ropy na rynkach światowych. To mogę też państwu zagwarantować" – mówił we zeszły wtorek premier Donald Tusk.
"Nie dopuszczę, aby ktokolwiek zarobił na tej krytycznej sytuacji z paliwami. Szukamy narzędzi ograniczania wzrostów, tak, aby ceny paliw nie wystrzeliły ponad średnią" - napisał dziś premier na portalu X.
Polski rząd próbuje uspokajać nastroje. Minister energii Miłosz Motyka zapewnia, że:
„Dostawy są realizowane w sposób niezakłócony, zapasy surowców są na odpowiednim, wysokim poziomie, a infrastruktura działa w pełnym zakresie”.
Jednocześnie podkreślił, że Polska posiada zapasy ropy, a tankowanie „na zapas” nie ma ekonomicznego uzasadnienia.
Koncern Orlen zapewnia, że nie sprowadza ropy przez cieśninę Ormuz, a dostawy są zdywersyfikowane – z kierunków takich jak Morze Północne, Afryka czy Ameryki.
Według analityków BNP Paribas, trwały wzrost cen paliw o 10 proc. podbiłby CPI w Polsce nawet o 0,8 pp, co mogło by spowodować wzrost inflacji w 2026 roku o nawet 3%.
Europa czeka na rozwój wydarzeń
Narastający konflikt pokazuje, jak podatny na wstrząsy jest europejski system energetyczny zbudowany po odejściu od rosyjskich surowców. Choć od 2022 roku znacząco ograniczono import gazu z Rosji, to w dużej mierze zastąpiono go LNG dostarczanym drogą morską, co zwiększyło zależność Europy od bezpieczeństwa globalnych szlaków żeglugowych i stabilności regionów tranzytowych, takich jak Bliski Wschód.
Najbliższe dni będą kluczowe dla rynku energii. Jeśli napięcie na Bliskim Wschodzie nie opadnie, kierowcy w Europie muszą przygotować się na kolejne podwyżki przy dystrybutorach.