Irańczycy widzą szansę na wolność po latach represji i protestów. Radość w kraju i na emigracji odzwierciedla nadzieję na zmianę reżimu i lepsze życie.
Obrazy radości wśród Irańczyków na emigracji, ale także w samym Iranie, wywołały konsternację wśród wielu obserwatorów w Europie. To jednak nie jest czas, by pouczać Irańczyków powierzchowną lub ideologicznie nacechowaną wiedzą, często wręcz niebezpieczną.
Irańczycy nie są naiwni. Doskonale wiedzą, że prezydent Trump działa z powodu własnego interesu, a nie z altruizmu. Są też świadomi, że wojna - niezależnie od precyzji celów - zawsze uderzy w niewinnych ludzi.
Strach jest obecny, ale większa jest rozpacz. Nadzieja pozostaje być może jedyną siłą, która pozwala im wytrwać.
Więcej strachu przed umową niż przed wojną?
Wolność nigdy wcześniej nie była tak blisko. Po raz pierwszy istnieje realna szansa na pozbycie się znienawidzonego reżimu. Irańczycy realistycznie oceniają sytuację, w przeciwieństwie do wielu komentatorów powtarzających standardowe frazesy o wojnie i negocjacjach.
Ostatnie protesty zakończyły się masakrą własnego narodu w skali bez precedensu w najnowszej historii Iranu. Egzekucje, gwałty, represje oraz trwała destabilizacja regionu stały się codziennością. Irańczycy wiedzą, że sztuczne utrzymanie reżimu przy życiu przez umowę przyniesie tylko więcej ofiar i cierpienia.
Ktoś napisał niedawno: "Być może jesteśmy jedynym narodem, który bardziej boi się umowy niż wojny".
Rozpacz i cierpienie musiały być ogromne, aby dojść do takiego wniosku. W tym kontekście łatwiej zrozumieć radość Irańczyków w kraju i na emigracji. Istnieje realna szansa na lepsze życie dla milionów ludzi.
Zachód nie może jednak powtórzyć błędów przeszłości ani zatrzymać się w pół drogi.
Chamenei nie żyje, ale umowa z drugą lub trzecią linią władzy albo z "pozornymi reformatorami", którzy utracili poparcie społeczne, byłaby ciosem w plecy dla ludzi w Iranie i jedynie odsunęłaby problemy Zachodu.
Historyczna szansa na wolny Iran
Irańczycy dążą do prawdziwej rewolucji i demokracji o wartościach zbliżonych do europejskich. Wolny i demokratyczny Iran przyniósłby korzyści nie tylko swoim mieszkańcom. Stabilizacja regionu po eliminacji finansowania Hamasu, Hezbollahu i Huti mogłaby zmniejszyć przyczyny migracji i zapewnić bezpieczne szlaki handlowe.
Wolna irańska gospodarka, wsparta dobrze wykształconą i liczną młodą populacją, miałaby wpływ wykraczający poza granice kraju.
Naturalne bogactwo Iranu w połączeniu z zaległościami inwestycyjnymi mogłoby przynieść efekty porównywalne z niemieckim "cudem gospodarczym" lat 50., bez potrzeby Planu Marshalla. To szansa typu win-win dla Iranu i Zachodu.
Europa powinna w końcu odrobić swoje zadania domowe. Obok osłabienia militarnego reżimu, konieczne jest przygotowanie się na jego implozję.
Już teraz widać ruchy kadry bezpieczeństwa - nikt nie chce być ostatnim na tonącym statku. W tym procesie Europa może odegrać kluczową rolę.
Europa musi przygotować się na czas po reżimie
Gdy ostatni członek reżimu zrozumie, że powrotu do "business as usual" nie będzie, siły odśrodkowe przyspieszą, a społeczeństwo będzie miało realną szansę na wyzwolenie.
Europa musi przygotować się na ten moment już teraz.
Projekt "Iran Prosperity" księcia Pahlawiego stanowi plan wzorcowy. Europa jeszcze nie zapoznała się dokładnie z tymi koncepcjami, co jest poważnym niedopatrzeniem.
Książę w ostatnich miesiącach zdobył ogromne poparcie w kraju i za granicą, w tym wśród szerokiej populacji irańskiej, która w nim widzi nadzieję na demokratyzację kraju.
Jeśli Europa nie chce pozostać jedynie obserwatorem w tym historycznym momencie, przywódcy państw UE i Parlament Europejski powinni szybko zapoznać się z planami księcia Pahlawiego dotyczącymi demokratyzacji i odbudowy kraju.
Brak realnych alternatyw wobec niego sprawia, że bierna postawa Europy jest niezrozumiała. W tej kwestii USA wykazują się większą przewidywalnością. Europa nie może ponownie dojść do wniosku, dokąd zmierza sytuacja, jako ostatnia.
Członek Hamburgische Bürgerschaft dla Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD), rzecznik ds. polityki europejskiej frakcji SPD w hamburgskiej Bürgerschaft oraz członek Europejskiej Komisji Regionów Danial Ilkhanipour.