Irańscy i amerykańscy dyplomaci spotkali się w Muskacie, by negocjować przyszłość irańskiego programu nuklearnego. Rozmowy odbywają się w czasie rosnących napięć w regionie.
Irańscy i amerykańscy dyplomaci spotkali się w stolicy Omanu, Muskacie, na długo oczekiwanych rozmowach dotyczących irańskiego programu nuklearnego.
Spotkanie odbywa się w momencie, gdy napięcia w regionie pozostają wysokie po śmiertelnych protestach antyrządowych w Iranie.
To pierwsze takie spotkanie od czerwca, kiedy to Stany Zjednoczone włączyły się w 12-dniowy konflikt Izraela z Iranem na irańskie obiekty nuklearne.
W negocjacjach przewodzą wysłannik prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve Witkoff, oraz irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi, a Sułtanat Omanu pełni rolę mediatora.
Przed rozmowami Araghchi zapewnił, że Iran będzie kierować się "dyplomacją w celu ochrony swoich interesów narodowych".
Jednocześnie podkreślił gotowość Teheranu do obrony suwerenności i bezpieczeństwa kraju przed "nadmiernymi żądaniami lub prowokacjami" ze strony Stanów Zjednoczonych, po tym jak Trump nie wykluczył działań wojskowych.
Delegacja USA ma sprawdzić "zerową zdolność nuklearną" Iranu, poinformowała rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt, dodając, że prezydent ma do dyspozycji "wiele opcji poza dyplomacją".
Trump stwierdził w czwartek, że Iran nie chce być zaatakowany, wskazując przy tym na obecność dużej floty wojennej w regionie.
Spotkanie odbywa się niecały miesiąc po fali ogólnokrajowych protestów w Iranie, które wybuchły w związku z hiperinflacją i rosnącymi kosztami życia i przerodziły się w demonstracje przeciwko reżimowi w Teheranie.
Protesty zostały stłumione przy pomocy blokad informacyjnych i represji, które według raportów mogły kosztować życie nawet 30 tysięcy osób.
Trump początkowo groził działaniami militarnymi, zapewniając demonstrantów, że "pomoc jest w drodze", ale jak dotąd powstrzymał się od bezpośredniej interwencji.
Zakres rozmów pozostaje niejasny
Na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania niejasne są szczegóły dotyczące uczestników, charakteru i zakresu rozmów.
Wcześniej pojawiły się spory, czy do dyskusji powinny być włączone kraje regionalne oraz kwestie irańskiego wsparcia dla proxy i programów rakiet balistycznych, które budzą obawy USA.
Teheran stanowczo podkreśla, że negocjacje mają dotyczyć wyłącznie programu nuklearnego.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio podkreślił, że rozmowy powinny obejmować wszystkie te zagadnienia.
"Aby były skuteczne, muszą dotyczyć zasięgu pocisków balistycznych, sponsorowania przez Iran organizacji terrorystycznych w regionie, programu nuklearnego oraz traktowania własnych obywateli" - mówił Rubio dziennikarzom.
Stany Zjednoczone posiadają znaczną siłę militarną w regionie, w tym lotniskowiec USS Abraham Lincoln, okręty wojenne i większą liczbę myśliwców, co pozwala na szybki atak, gdyby podjęto taką decyzję.
Jednocześnie kraje Zatoki Perskiej obawiają się, że potencjalny konflikt może wywołać szerszą wojnę regionalną.
W tym tygodniu siły amerykańskie zestrzeliły irańskiego drona w pobliżu lotniskowca, podczas gdy Iran próbował zatrzymać statek pod amerykańską banderą za pomocą łodzi motorowych w cieśninie Ormuz.