Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Ucieczka od "kraju, który nie jest zbyt daleko". Dlaczego Polacy inwestują w Tajlandii?

Mnisi patrzą na samolot, Tajlandia
Mnisi patrzą na samolot, Tajlandia Prawo autorskie  Copyright 2007 AP. All rights reserved.
Prawo autorskie Copyright 2007 AP. All rights reserved.
Przez Katarzyna Kubacka
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

Polacy coraz chętniej inwestują w Tajlandii – zwłaszcza w nieruchomości. Nic dziwnego; mieszkanie można tu kupić już za niecałe 500 tysięcy złotych, a stopa zwrotu z inwestycji sięga około 7 proc. rocznie, jak mówi w rozmowie z Euronews Martin Phillips. Czy jednak Tajlandia faktycznie jest rajem?

Coraz więcej Polaków wybiera odległe kierunki – i to nie tylko w celach turystycznych. Według The Bangkok Post liczba turystów z Polski odwiedzających Tajlandię wzrosła w 2025 roku o 30 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. Również wśród nabywców nieruchomości Polacy stanowią bardzo liczną grupę. Te dwa zjawiska są ze sobą powiązane – wiele osób kupuje lub dzierżawi nieruchomości, które następnie wynajmuje z zyskiem.

Polacy szukają w Tajlandii nie tylko dywersyfikacji inwestycji, ale również wyższych zwrotów z najmu niż te, które oferują nieco przegrzane już rynki europejskie. Chociaż obecna stopa zwrotu z mieszkania kupionego w Polsce wynosi według najnowszych danych, w zależności od lokalizacji, około 5-6 proc., a w Hiszpanii sięga nawet 8 proc., to ceny nieruchomości w Europie są bardzo wysokie, a ryzyko inwestycyjne – nieco większe. Dlaczego Polacy masowo wyjeżdżają do Tajlandii?

Geopolityka i ucieczka od kraju „który nie jest zbyt daleko”

Obecnie około 60 proc. klientów biur nieruchomości na wyspie Phuket w Tajlandii stanowią Polacy, jak wskazują dane większości lokalnych agencji. Przyciąga ich tu nie tylko dynamicznie rozwijająca się turystyka, sprzyjający klimat i niższe koszty życia, ale także sprawnie działająca sieć biur wspierających zakup nieruchomości oraz korzystne warunki podatkowe.

W Tajlandii obowiązuje specyficzne prawo regulujące nieruchomości w zależności od ich rodzaju. W przypadku mieszkań typu kondominium prawo zezwala cudzoziemcom na posiadanie do 49 proc. nieruchomości, podczas gdy pozostałe 51 proc. musi być objęte umową dzierżawy (leasehold).

„Oznacza to, że jeśli polski nabywca chce kupić nieruchomość w formule leasehold, może to zrobić, albo może kupić ją jako freehold i posiadać ją na własność bezterminowo”, mówi w rozmowie z Euronews Martin Phillips z firmy Phuket Plus. „Jednak nieruchomości freehold zazwyczaj wiążą się z premią cenową – zwykle około 15 proc. więcej niż nieruchomości leasehold – ponieważ mówimy o pełnej własności”. Sama umowa dzierżawy podpisywana jest na 30 lat – potem trzeba ją przedłużać.

Podatki też nie należą do wysokich. "Jeśli sprzedasz swoją nieruchomość w ciągu pięciu lat, jeśli jest to nieruchomość na własność, to ma zastosowanie specjalny podatek od działalności gospodarczej, który wynosi proc.", kontynuuje Phillips. "Więc nie jest tak źle, prawda?".

Co jeszcze ciągnie Polaków do Tajlandii? Według Martina Phillipsa, oprócz dobrych zwrotów z inwestycji, dla wielu istotne są kwestie światopoglądowe oraz te związane bezpieczeństwem. „Można by porozmawiać z 10 różnymi osobami i usłyszeć 10 różnych powodów, dla których ludzie osiedlają się w Tajlandii” – wyjaśnia. „Od chęci spędzenia kilku miesięcy w roku w ciepłym klimacie, zwłaszcza że zimy w Polsce bywają dość mroźne, przez to, że odkryli Tajlandię i ją pokochali, aż po inwestycyjne okazje. To prawdopodobnie jeden z głównych powodów".

„Jeśli przyjrzeć się temu bliżej, zauważy się, że niektórzy są zaniepokojeni sytuacją bezpieczeństwa w Polsce, zwłaszcza ze strony – ośmielę się powiedzieć – jednego z krajów, który nie jest zbyt daleko. Inni natomiast są eurosceptyczni i nie są zadowoleni z kierunku, w jakim zmierza Unia Europejska w dłuższej perspektywie".

Phillips podkreśla, że w perspektywie długoterminowej wzrost zainteresowania nieruchomościami w Tajlandii napędza w dużej mierze właśnie obecna sytuacja geopolityczna oraz wojna z Rosją.

"Drugi dom albo coś więcej"

Czy faktycznie Polacy uciekają do Tajlandii przed potencjalną wojną z Rosją? Jak wspomina Martin Phillips, powodów jest wiele, jednak podobne myślenie na pewno wspiera popyt na mieszkania w Tajlandii. „Stąd hasło, które wymyśliliśmy: Phuket jako drugi dom – albo coś więcej”, mówi.

Tajlandia jest obecnie monarchią konstytucyjną z długą historią przewrotów wojskowych. W wyborach w 2023 roku najwięcej głosów zdobyła progresywna partia Move Forward, która jednak ostatecznie nie weszła do rządu. Koalicję rządzącą, złożoną z 10 innych partii, stworzyła wówczas Partia Tajów. Obecnym premierem Tajlandii jest konserwatysta Anutin Charnvirakul.

Jak wskazują analitycy z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, mimo nadziei na demokratyczne zmiany, silna pozycja wojska i konserwatywnych elit oraz wewnętrzne podziały grożą utrzymaniem politycznego impasu i społecznych protestów.

Od połowy 2025 roku stosunki między Tajlandią a Kambodżą są napięte z powodu odnowionego konfliktu granicznego, a obecność wojska jest mocniej widoczna wzdłuż granicy.

Niepewność geopolityczna paliwem dla inwestorów

Trudności nie dotyczą jednak w tak dużej mierze turystów czy przybyszów z Europy, dla których zakup mieszkania w kraju to czysty zysk.

„Wejście na rynek zaczyna się od ok. 440 tysięcy zł (ok 110 tysięcy euro) za apartament o powierzchni 33–35 m²”, mówi Martin Phillips. „Tu jesteśmy kilometr od plaży, blisko szkół, szpitali, pól golfowych, restauracji. Zwroty z hoteli to średnio 5–7 proc. rocznie, czasem więcej. Dla kondominium – ok. 6 proc., przy najmie miesięcznym. Do tego dochodzi wzrost wartości – często 20–30 proc. od ceny startowej projektu”.

Niektórzy, tak jak Martin, mieszkają w Tajlandii na stałe, inni przyjeżdżają jedynie na krótkie chwile, żeby odpocząć.

Prawo w Tajlandii pozwala na wynajem hoteli i resortów na doby. Natomiast w przypadku inwestycji w kondominium wynajem możliwy jest tylko długoterminowo - minimum na miesiąc. „W przypadku hoteli i resortów mamy inną bazę kosztową, ale lepszą stopę zwrotu z inwestycji. I to jest ten kluczowy punkt. Otrzymują wyższą stopę zwrotu. Posiadają nieruchomość w formule leasehold i mogą korzystać z niej przez dwa tygodnie w roku na własny użytek”.

Jak mówi Phillips, popularność inwestycji w Tajlandii będzie najprawdopodobniej rosła. "Trend prawdopodobnie utrzyma się jeszcze przez kilka lat – co najmniej trzy. Większa ekspozycja medialna, podróże i niepewność geopolityczna w Europie sprzyjają inwestycjom poza regionem".

Pomimo napięć politycznych, zachęca on turystów do przyjazdu. "Mieszkam w Tajlandii od 20 lat, a przedtem mieszkałem przez wiele lat w Singapurze. Więc znam Azję całkiem dobrze i znam Tajlandię. Nie widzę siebie mieszkającego gdzie indziej niż tutaj lub w regionie, przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości". Wskazuje też na dobrą pogodę. "Dzisiaj było 34 stopnie. Słońce i niebieskie niebo na zewnątrz. Może w przyszłym roku przyjadę do Polski".

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

Katastrofa pociągu w Tajlandii: dźwig zawalił się na pociąg na północ od Bangkoku, dziesiątki zabitych i rannych

Ponad 300 tys. osób wysiedlonych w Kambodży przy granicy z Tajlandią

Rynek mieszkaniowy na Cyprze, czyli gdzie inwestują Polacy