Marine Le Pen stawiła się w paryskim sądzie w związku z apelacją od wyroku skazującego ją za nadużycia funduszy UE. Rozprawa może zadecydować o jej udziale w wyborach prezydenckich.
Liderka skrajnie prawicowego National Rally Marine Le Pen stawiła się we wtorek w paryskim sądzie, gdzie rozpoczęto rozpatrywanie jej apelacji od wyroku, który może zakończyć jej prezydenckie ambicje.
Chodzi o marcowy wyrok z 2025 roku, w którym Le Pen została uznana winną nadużycia funduszy Parlamentu Europejskiego.
Sąd wymierzył jej pięcioletni zakaz pełnienia funkcji publicznych ze skutkiem natychmiastowym, czteroletni wyrok więzienia, z czego dwa lata w zawieszeniu, oraz grzywnę w wysokości 100 tysięcy euro.
57-letnia polityk przybyła na rozprawę w milczeniu, nie komentując sprawy dla mediów.
Sala sądowa była wypełniona dziennikarzami i członkami społeczeństwa. Rozprawa potrwa do 12 lutego, a werdykt spodziewany jest przed latem.
Przed zeszłorocznym wyrokiem Le Pen była uważana za główną kandydatkę na następcę prezydenta Emmanuela Macrona, który nie może ubiegać się o trzecią kadencję.
Sprawa dotyczy zarzutów, że urzędnicy RN wykorzystywali fundusze UE przeznaczone na asystentów parlamentarnych do finansowania personelu partii w latach 2004–2016, naruszając tym samym przepisy europejskie.
Prokuratorzy wskazywali, że część asystentów była przede wszystkim zaangażowana w krajową działalność polityczną, a nie w obowiązki związane z pracą w Parlamencie Europejskim.
Le Pen i pozostali oskarżeni konsekwentnie zaprzeczali tym zarzutom.
Podczas wtorkowej rozprawy liderka RN podkreśliła, że apelacja dotyczy zarówno aspektów karnych, jak i cywilnych sprawy, oraz zaznaczyła brak zamiaru popełnienia przestępstwa, oskarżając Parlament Europejski o niewystarczające zgłoszenie zastrzeżeń w tamtym czasie.
"Nic nie zostało ukryte" - podkreślała, powołując się na publicznie dostępne umowy, schematy organizacyjne i relacje medialne.
Jej argumenty podważył prawnik reprezentujący Parlament Europejski - Patrick Maisonneuve, który odrzucił twierdzenia o niedostatecznym nadzorze.
W sumie 11 oskarżonych, w tym sama partia jako podmiot prawny, odwołało się od swoich wyroków i zostanie przesłuchanych przez sąd.
Weteran partii Bruno Gollnisch, powtórzył linię obrony, argumentując, że asystenci parlamentarni UE byli naturalnie zaangażowani w krajową działalność polityczną, a polityka jest "sportem zbiorowym".
Apelacja Le Pen może mieć poważne konsekwencje polityczne.
Jeśli ostatecznie nie będzie mogła kandydować w 2027 roku, przywództwo i uwaga opinii publicznej przeniosą się na Jordana Bardelli, 30-letniego przewodniczącego partii, który w wielu sondażach cieszy się większą popularnością niż Le Pen i może liczyć na samodzielne zwycięstwo w wyborach.
Bardella publicznie zadeklarował swoje poparcie dla Le Pen. Podczas noworocznego przemówienia obiecał "całkowite wsparcie" i zaznaczył, że byłoby "głęboko niepokojące dla demokracji", gdyby sądy uniemożliwiły wyborcom wybór kandydata, który dwukrotnie dotarł do drugiej tury wyborów prezydenckich.
Marine Le Pen ustąpiła z funkcji liderki partii w 2021 roku, przekazując kontrolę Bardelli.