Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Zwiedzaj Lizbonę jak miejscowy: siedem porad na siedem wzgórz

Detal z pracy „Calipso” Patrícii Mariano
Fragment obrazu „Calipso” autorstwa Patrícii Mariano Prawo autorskie  Ricardo Figueira / Euronews
Prawo autorskie Ricardo Figueira / Euronews
Przez Ricardo Figueira
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Opuść utarte szlaki i własną strefę komfortu, omiń tłumy i pułapki na turystów. Siedem pomysłów na zwiedzanie siedmiu wzgórz Lizbony oczami mieszkańców.

Torre de Belém, Pastéis de Belém, Mosteiro dos Jerónimos, słynny tramwaj 28, Castelo de São Jorge oraz pomnik Fernando Pessoi na Chiado, przy którym każdy chce sobie zrobić zdjęcie – to wizytówki Lizbony, punkty niemal obowiązkowe dla wszystkich, którzy odwiedzają portugalską stolicę, coraz chętniej wybieraną przez turystów z całego świata. Każde z tych miejsc ma jednak ten sam problem: turystów, bardzo wielu turystów. Bywa ich tylu, że momentami trudno przejść, na wejście długo się czeka, a o tym, że jest się w Portugalii, przypomina niewiele – dookoła słychać głównie francuski, angielski, włoski czy hiszpański… portugalskiego znacznie mniej.

REKLAMA
REKLAMA

O „dwudziestce ósemce” nie będziemy się tu długo rozpisywać, bo o tej linii tramwajowej, która przecina historyczne dzielnice miasta, wspina się i zjeżdża z kolejnych wzgórz – od Prazeres po Martim Moniz, przez Chiado, Alfamę i Graçę – pisze każdy przewodnik i każdy portal o Lizbonie. To rzeczywiście tani sposób, by w krótkim czasie zobaczyć kilka najbardziej charakterystycznych części miasta, w klimatycznym, ponadstuletnim środku transportu. Jedyna rada, by uniknąć tłumów, jest prosta: proszę jechać jak najwcześniej. Przysłowie „komu w drogę, temu czas” idealnie pasuje do podróżnika. Jeśli lubi pan/pani fotografować, zyska pan/pani dodatkowo piękne, poranne światło.

Jeśli chodzi o inne miejsca warte odwiedzenia, nie deprecjonując „klasyki”, proponujemy kilka insider tips, które pozwolą zobaczyć Lizbonę oczami mieszkańców i odkryć miejsca poza najpopularniejszymi szlakami. Oto siedem podpowiedzi – po jednej na każde z siedmiu wzgórz Lizbony:

1 - Posłuchaj fado, nie rujnując budżetu

Wieczór w domu fado to obowiązkowy punkt programu dla każdego, kto chce poznać Lizbonę i usłyszeć najbardziej portugalski z gatunków muzycznych, uznany w 2011 r. przez UNESCO za Niematerialne Dziedzictwo Ludzkości (źródło w Portugalski).

Domów fado jest wiele – o różnej renomie – rozsianych po mieście, głównie w Bairro Alto i Alfamie. Przewodnik, który pan/pani kupił(a), na pewno poleca kilka z nich – i słusznie: to znakomite, historyczne lokale, z dobrą kuchnią i czołowymi artystami. Mają jednak jedną wadę: cenę. Rezerwacja wieczoru z kolacją i koncertem fado może mocno nadwyrężyć portfel.

Fado w Tasca do Chico
Fado w Tasca do Chico Ricardo Figueira / Euronews

Tasca do Chico w Bairro Alto (źródło w Portugalski) to tańsza alternatywa, która łączy rozsądny budżet z autentyczną atmosferą „fado vadio”. Nie ma opłaty za wstęp, ale obowiązuje minimalne zamówienie na 10 euro. Nie ma tu też klasycznego menu: serwuje się tylko drobne przekąski – caldo verde, pieczoną kiełbasę chouriço i pastéis de bacalhau, do tego wybrany napój.

Wchodząc do środka, człowiek czuje się jak w klubie tylko dla wtajemniczonych. Światło jest bardzo przytłumione, a śpiewacy stoją nie na scenie, lecz na środku sali. Ściany obwieszone są zdjęciami znanych osób, które tu bywały. Publiczność to dobrze wymieszana grupa turystów i miejscowych. Goście siedzą przy kilku wspólnych stołach (niech nie zdziwi pana/panią propozycja dosadzenia do obcych), rozmawiają w przerwach między występami, a gdy zaczyna się śpiew – zapada niemal nabożna cisza. Fado słucha się tu w ABSOLUTNEJ CISZY, tym bardziej że nie ma mikrofonów ani nagłośnienia.

Tasca do Chico ma własnych, etatowych śpiewaków, ale co wieczór zaprasza też chętnych z publiczności. Może to być zupełnie nieznana osoba, ale równie dobrze gwiazda światowego formatu, jak Carminho, Cuca Roseta czy Mariza. Właściciel, Chico, jest w świecie fado postacią doskonale znaną.

Jako rozwiązanie najtańsze i najbardziej autentyczne Tasca do Chico ma jednak swoją ciemną stronę: padła ofiarą własnej popularności. Nie prowadzi rezerwacji, a wejście odbywa się według kolejki.

Właściciel Tasca do Chico z portugalskim pisarzem António Lobo Antunesem oraz amerykańskim szefem kuchni i prowadzącym programy kulinarne Anthonym Bourdainem (zdjęcie wisi w lokalu)
Właściciel Tasca do Chico z portugalskim pisarzem António Lobo Antunesem oraz amerykańskim szefem kuchni i prowadzącym programy kulinarne Anthonym Bourdainem (zdjęcie wisi w lokalu) Ricardo Figueira / Euronews

Aby uniknąć długiego czekania na stolik, proponujemy dwa rozwiązania:

  • Przyjdź wcześnie: Tasca do Chico otwiera o 19.00, a występy zaczynają się około 20.30. Już o 18.30 przed wejściem ustawia się kolejka.
  • Przyjdź późno: druga opcja (naszym zdaniem lepsza) to przyjście po szczycie obłożenia. Warto wcześniej zarezerwować stolik w restauracji dokładnie naprzeciwko, Retiro dos Sentidos (źródło w Portugalski). Nie ma tam tak intymnej atmosfery jak w Tasca, ale również odbywają się występy fado i świetnie sprawdza się to jako „pierwsza część wieczoru”. Podają typowe portugalskie dania, w uczciwej relacji jakości do ceny. Jedząc i słuchając muzyki, można co jakiś czas zerkać na chodnik przed Tasca do Chico, by sprawdzić długość kolejki. Po 22.30 wejście nie powinno już nastręczać problemów. A kiedy już pan/pani usiądzie w środku, szybko zrozumie, że warto było poczekać.

Ostatnio Tasca otworzyła też drugi lokal w Alfamie.

2 - Zjedz najlepszą grillowaną rybę w życiu

W Portugalii nie przepadamy za przesadnie wyszukanymi daniami rybnymi. Pewnie już pan/pani zauważył(a), że kluczem jest prostota: ryba jest po prostu grillowana albo gotowana i doprawiana oliwą oraz octem lub cytryną – ewentualnie pieprzem.

Ryba jest w menu niemal każdej portugalskiej restauracji, ale trzeba wiedzieć, dokąd pójść. Jeśli okoń morski (robalo) lub dorada (dourada) wydają się podejrzanie tanie, prawdopodobnie pochodzą z hodowli.

Ryb hodowlanych na pewno nie znajdzie pan/pani pod adresem, który – choć trochę ukryty – stara się pozostać sekretem, ale z roku na rok przyciąga coraz więcej gości.

Dla niewtajemniczonych Cabana das Paixões (źródło w Portugalski) nie jest łatwa do odnalezienia. Stojąc przed dworcem kolejowym w Carcavelos (linia do Cascais), trzeba wypatrzyć drogę gruntową prowadzącą na boisko klubu GS Carcavelos (źródło w Portugalski).

Przy kompleksie sportowym zobaczy pan/pani blaszany barak, z którego unosi się dym – najlepszy znak, że w środku coś się właśnie grilluje.

W tym niepozornym baraku prawdopodobnie zje pan/pani najlepszą rybę w życiu.
W tym niepozornym baraku prawdopodobnie zje pan/pani najlepszą rybę w życiu. Ricardo Figueira / Euronews

Zapach nie pozostawia wątpliwości: cokolwiek tam przygotowują, będzie dobre.

Cabana das Paixões nie przyjmuje rezerwacji, nie można też płacić kartą (trzeba mieć gotówkę). Lokal czynny jest tylko w porze lunchu (z wyjątkiem piątków i sobót, gdy działa również wieczorem). W dni powszednie łatwiej o stolik. Im wcześniej pan/pani przyjdzie, tym większa szansa, że znajdzie się miejsce. Najczęściej siada się na zewnątrz, na tarasie, co jest bardzo przyjemne nawet poza szczytem sezonu – klimat jest tu łagodny.

W dobrej kompanii obiad potrafi przeciągnąć się do popołudnia i idealnie kończy się kawą, po której „przepłukuje się filiżankę” domową aguardente. Warto przyjechać i wrócić pociągiem – kilka kroków do stacji pomoże w trawieniu i pozwoli uniknąć wsiadania za kierownicę po sutym posiłku. W Lizbonie pociągi linii do Cascais odjeżdżają z Cais do Sodré, Santos i Belém.

Tutaj wszystko grilluje się na węglu, na bieżąco
Tutaj wszystko grilluje się na węglu, na bieżąco Ricardo Figueira / Euronews

Menu zależy od tego, jaka ryba – zawsze świeża, prosto z aukcji – akurat dotarła. Zwykle pewniakiem jest turbot lub garupa. Wszystko grilluje się tu na węglu, dopiero po złożeniu zamówienia. Dla osób nielubiących ryb są też dobre dania mięsne. Lokal jest zamknięty w poniedziałki.

3- Poczuj atmosferę derbów, nie kupując biletu

Szybkie jedzenie może być podobne w wielu krajach – hamburgery, hot dogi, kebaby – ale Portugalia ma w tej kategorii własną specjalność: bifanę. To zazwyczaj kanapka z cienko krojoną wieprzowiną duszoną w pikantnym sosie, w tradycyjnej bułce papo-seco. Bez dodatków. Niedawno szkocki chef Gordon Ramsay wywołał sporo kontrowersji, tworząc wersję z serem (źródło w Portugalski), sałatą i w bardziej „wykwintnej” bułce… Pozostańmy przy klasyce.

Bifanie zwykle towarzyszy piwo. Sama bifana – oraz mniej znane kuzynki, jak kanapka z pieczoną skórką wieprzową czy z boczkiem smażonym na chrupko – kojarzy się w Portugalii z dniem meczu. Bifana z budki to rytuał piłkarskiego wieczoru – przed lub po spotkaniu.

Bifana i piwo – prosty, niedrogi zestaw na wieczór meczowy
Bifana i piwo – prosty, niedrogi zestaw na wieczór meczowy Ricardo Figueira / Euronews

W Lizbonie – z nielicznymi wyjątkami – nawet osoby, które nie interesują się piłką, zwykle trzymają stronę Sportingu albo Benfiki, dwóch odwiecznych rywali. Ich mecze, znane jako „derby Segunda Circular”, to klasyk lizbońskiego futbolu.

W okolicach Estádio de Alvalade, stadionu Sportingu, przy każdym meczu ustawiają się dziesiątki budek z jedzeniem. Można tam poczuć atmosferę piłkarskiego święta i zjeść świeżo przygotowaną bifanę.

Aby dojść do budek, po wyjściu ze stacji metra Campo Grande trzeba skierować się w stronę przeciwną do stadionu i dojść do ogrodu Campo Grande. Po stronie przeciwnej niż Museu da Cidade stoi około dwudziestu budek, a wokół nich gromadzą się tłumy kibiców. Między jednym kęsem bifany a łykiem piwa (podawanego w wielorazowym plastikowym kubku z herbem klubu, który można zabrać do domu) łatwo zagadać sąsiadów i wymienić się typami na mecz. Im ważniejsze spotkanie, tym bardziej gorąca atmosfera – to chyba oczywiste.

Kibice przy budkach z jedzeniem w dzień meczu na stadionie Alvalade
Kibice przy budkach z jedzeniem w dzień meczu na stadionie Alvalade Ricardo Figueira / Euronews

Terminarz meczów można sprawdzić tutaj (źródło w Portugalski). Uwaga: ostateczną datę i godzinę każdego meczu ustala się dopiero na dwa tygodnie przed spotkaniem. Jeśli chce pan/pani pójść krok dalej i obejrzeć mecz z trybun, bilety można kupić tutaj (źródło w Portugalski). Proszę uważać na wejściówki sprzedawane w innych miejscach, zwłaszcza w mediach społecznościowych – często to zwykłe oszustwa.

Jeśli chce pan/pani spróbować bifany, ale nie ciągnie pana/pani na piłkarski gwar, warto zajrzeć do Cervejaria O Trevo (źródło w Portugalski) na Largo do Camões. To tam swoją bifanę zjadł i polecił ją Anthony Bourdain – to tylko jeden z wielu dobrych adresów.

A jeśli zamiast bifany szuka pan/pani innego dodatku do piwa, zwłaszcza pod wieczór, proszę bez lęku spróbować ślimaków – przekąski, którą lizbończycy kochają równie mocno, co mieszkańcy północy Portugalii jej nie znoszą. Od końca maja do września ślimaki podaje się niemal w każdej lizbońskiej kawiarni i knajpce. Tutaj znajdzie pan/pani listę (źródło w Portugalski) (niepełną) miejsc, gdzie można ich spróbować.

4- Zejdź Calçada do Combro i wyjdź z zapasem świetnych konserw rybnych

Portugalia słynie z doskonałej jakości konserw z tuńczyka i sardynki, ale oferta obejmuje też wiele innych ryb i owoców morza – m.in. ośmiornicę, makrelę czy anchois.

Można kupić dowolną markę z supermarketu, ale lepiej zainwestować trochę więcej i pójść do specjalistycznego sklepu. Nie – nie do tego pełnego kolorowych światełek. Ten jest dla turystów. Proszę zajrzeć raczej do Conserveira de Lisboa (źródło w Portugalski), gdzie sprzedaje się tradycyjne marki, których próżno szukać w marketach: Tricana, Minor i Prata do Mar.

Jednym z wielu skarbów, jakie można tu znaleźć (i których trudno szukać gdzie indziej), jest sangacho z tuńczyka. To mięso wycinane przy kręgosłupie ryby – ciemniejsze, przez co zwykle niedoceniane i tańsze. Niech to jednak nikogo nie zmyli: sangacho jest przepyszne, o wyrazistym, charakterystycznym smaku.

Puszka sangacho z tuńczyka w sprzedaży w Conserveira de Lisboa
Puszka sangacho z tuńczyka w sprzedaży w Conserveira de Lisboa Ricardo Figueira / Euronews

Jeden z dwóch sklepów Conserveira de Lisboa znajduje się u podnóża Calçada do Combro, która schodzi od Largo do Calhariz w Bairro Alto aż w okolice Parlamentu. Skoro już pan/pani tu dotrze, proponujemy najpierw zejść całą ulicę powoli, rozglądając się i chłonąc widoki po lewej i prawej stronie. Proszę zacząć na Largo do Camões, przejść obok Elevador da Bica (po lewej) i zejść Calçada do Combro. Jeśli czas pozwoli, można zrobić krótki skręt i zajrzeć w boczne uliczki dzielnicy Bica oraz na Miradouro do Adamastor.

Choć nie jest to trasa „alternatywna” sensu stricto – jesteśmy w mocno turystycznej części miasta – wciąż zdecydowanie warto ją przespacerować. Szczególnie idąc lewą stroną ulicy, zobaczy pan/pani jedne z najbardziej „lizbońskich” widoków, jakie można sobie wyobrazić, z Elevador da Bica włącznie. Od czasu tragicznego wypadku z Elevador da Glória wagonik jest unieruchomiony, więc turyści tłumnie fotografują się przy stojącej kabinie.

Przy Calçada do Combro wciąż działa tradycyjny handel – przede wszystkim antykwariaty i księgarnie ze starymi książkami, gdzie można trafić na prawdziwe perełki.

Witryna antykwariatu przy Calçada do Combro
Witryna antykwariatu przy Calçada do Combro Ricardo Figueira / Euronews

Za Conserveira de Lisboa, kawałek dalej, warto spojrzeć w prawo i zatrzymać wzrok na Rua do Vale z kościołem das Mercês w głębi. Tu mieści się również Atelier-Museu Júlio Pomar (źródło w Portugalski), poświęcone ważnemu portugalskiemu malarzowi XX wieku.

Rua do Vale z kościołem das Mercês w tle
Rua do Vale z kościołem das Mercês w tle Ricardo Figueira / Euronews

Na końcu Calçada do Combro, idąc dalej Rua dos Poiais de São Bento, na skrzyżowaniu z Rua de São Bento i Calçada da Estrela natrafi pan/pani na sklep Juliany Penteado (źródło w Portugalski), znanej brazylijskiej chef, często obecnej w portugalskiej telewizji. Różne rodzaje soli morskiej oraz słona granola cytrynowa to skarby, których nie warto sobie odmawiać. Kilka metrów dalej, w lewo, jest sklep, którego również nie można przegapić – Companhia Portugueza do Chá (źródło w Portugalski) z szerokim wyborem lokalnie produkowanych herbat i naparów.

Jest pan/pani teraz w sąsiedztwie świątyni portugalskiej demokracji. Assembleia da República mieści się w Palácio de São Bento – neoklasycystycznym gmachu z XVI wieku, przebudowanym w XIX stuleciu. Od 1834 roku ma tu siedzibę parlament (wówczas pod nazwą Cortes Gerais).

Posiedzenia plenarne Zgromadzenia Republiki są otwarte dla publiczności
Posiedzenia plenarne Zgromadzenia Republiki są otwarte dla publiczności Ricardo Figueira / Euronews

Jeśli interesuje się pan/pani polityką, warto pamiętać, że posiedzenia plenarne (zwykle w środy i czwartki) są publiczne. Szczegółowy harmonogram znajduje się tutaj (źródło w Portugalski).

5- Odkryj dzielnicę Campolide: nagradzana street art i najlepszy „cozido” w Lizbonie

Dzielnica Campolide raczej nie pojawi się w państwa przewodniku. Dominujący nad okolicą Aqueduto das Águas Livres sprawia, że to specyficzna część Lizbony, łącząca zabudowę mieszkaniową, handel i biura. Między centrum a peryferiami, „wciśnięta” między Praça de Espanha, Campo de Ourique, Amoreiras a Park Leśny Monsanto, ma i nowe bloki, i stare kamienice, i puste jeszcze działki. Przez środek dzielnicy biegną szybkie trasy. Na pierwszy rzut oka nie ma tu nic dla turystów.

Nie oznacza to jednak, że warto ją z góry skreślić – wręcz przeciwnie. To właśnie Campolide Sérgio Godinho poświęcił album o tym samym tytule (źródło w Portugalski) z 1979 roku, a dzielnica kryje kilka prawdziwych pereł.

W Campolide działa sporo restauracji. Jedną z najsłynniejszych jest Tasquinha do Lagarto (źródło w Portugalski), gdzie podaje się jedno z najlepiej ocenianych w Lizbonie „cozido à portuguesa”.

Cozido à portuguesa w Tasquinha do Lagarto
Cozido à portuguesa w Tasquinha do Lagarto Ricardo Figueira / Euronews

Cozido à portuguesa to coś więcej niż danie – to instytucja i rytuał. To ciężki posiłek – lepiej zjeść go w porze lunchu niż na kolację – łączący kilka rodzajów mięsa, rozmaite wędliny, warzywa i kapustę. W wielu restauracjach pojawia się w menu, ale nie codziennie. Każdy lokal ma zwykle jeden „dzień cozido”, w Tasquinha do Lagarto jest to środa (z powtórką w sobotę).

Warto spróbować też innych specjalności, takich jak bób z żeberkami, feijoada à transmontana czy filety z ośmiornicy „z ryżem z ośmiornicy”. Na deser szczególnie polecamy krem karmelowy (leite-creme).

Campolide to także prawdziwa galeria graffiti i od 2025 roku miejsce, gdzie powstało nagradzane dzieło street art, docenione przez platformę Street Art Cities (źródło w Portugalski). Mural Calipso autorstwa Patrícii Mariano zdobył nagrodę dla najlepszej pracy czerwca ubiegłego roku i znacząco przyczynił się do tego, że Lizbona została uznana przez tę platformę za trzecie miasto świata pod względem sztuki ulicznej – za Madrytem i Atenami.

„Calipso” – nagradzany mural street art autorstwa Patrícii Mariano
„Calipso” – nagradzany mural street art autorstwa Patrícii Mariano Ricardo Figueira / Euronews

Zainspirowany mitologią grecko-rzymską Calipso powstał, by „uczcić piękno i znaczenie mórz oraz skłonić do refleksji nad zrównoważonym rozwojem i ochroną zasobów wodnych” (źródło w Portugalski) – jak podkreśla lizboński ratusz.

Campolide to rozległa, zróżnicowana dzielnica. Jeśli zechce pan/pani przejść pieszo z Tasquinha do Lagarto do muralu – to świetny sposób, by spalić „cozido”. Trzeba liczyć dobre 25 minut spaceru. Po drodze przejdzie pan/pani pod słynnymi arkadami Aqueduto das Águas Livres – 14‑kilometrowego akweduktu z XVIII wieku, który doprowadzał wodę do miasta.

W Campolide można przejść pod Aqueduto das Águas Livres
W Campolide można przejść pod Aqueduto das Águas Livres Ricardo Figueira / Euronews

6- Przespaceruj się nad Tagiem w Belém i zakończ popołudnie koktajlem

Chce pan/pani zobaczyć San Francisco i Rio de Janeiro, nie ruszając się z Lizbony? Wystarczy spacer nabrzeżem Tagu w dzielnicy Belém i spojrzenie na panoramę z mostem 25 de Abril (źródło w Portugalski), zbudowanym w 1966 roku (pierwotnie nosił nazwę mostu Salazara, zmienioną po rewolucji, która w 1974 r. obaliła dyktaturę), oraz statui Chrystusa Króla (źródło w Portugalski).

Figura z 1959 roku, spoglądająca na Lizbonę z lewego brzegu Tagu, przypomina pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro, choć jest od niego znacznie mniejsza. Jeśli chodzi o most, podobieństwa do Golden Gate nasuwają się same – kolor i konstrukcja są niemal bliźniacze. To nie przypadek: oba obiekty zaprojektowały konkurujące ze sobą amerykańskie firmy stalowe.

Tag, z Chrystusem Królem i mostem 25 de Abril, widziany z MAAT
Tag, z Chrystusem Królem i mostem 25 de Abril, widziany z MAAT Ricardo Figueira / Euronews

Ten widok można podziwiać, spacerując po deptaku dla pieszych i ścieżce rowerowej po stronie rzeki, za linią kolejową. Trasa ciągnie się aż do MAAT (źródło w Portugalski), Muzeum Sztuki, Architektury i Techniki, otwartego w 2016 roku przez Fundację EDP obok istniejącego już Museu da Eletricidade (źródło w Portugalski) mieszczącego się w dawnej elektrowni. Warto wejść na wystawy i przyjrzeć się architekturze obu budynków – z różnych epok, ale znakomicie się uzupełniających.

Jeśli woli pan/pani przejechać tę trasę rowerem, wzdłuż nabrzeża działa kilka punktów wypożyczeń, m.in. Biclas (źródło w Portugalski).

Po spacerze czy jeździe rowerem dobrze jest ugasić pragnienie małym luksusem (należy się panu/pani)! Koktajl na tarasie lub rooftopie Sud Lisboa (źródło w Portugalski), jednej z najbardziej ekskluzywnych restauracji w mieście. Za 14 euro – tyle kosztuje spritz – można poczuć się jak książę i zostać tak potraktowanym. Do wyboru jest taras z widokiem na Tag albo rooftop z basenem (sam basen jest zarezerwowany dla klientów wynajmujących całą przestrzeń). To jedno z ulubionych miejsc Madonny z czasów, gdy mieszkała w Lizbonie.

„Spritz” na tarasie Sud: czy można lepiej zakończyć dzień?
„Spritz” na tarasie Sud: czy można lepiej zakończyć dzień? Ricardo Figueira / Euronews

Jeśli ma to być mały luksus, to czemu nie pójść krok dalej i zjeść tu obiad? Autorem kuchni fusion, w której największą rolę grają wpływy portugalskie i włoskie, jest francuski chef Patrick Lefeuvre. Jego dania naprawdę robią wrażenie. Choć miejsce należy do kategorii „luksusowe”, ceny w porze lunchu są stosunkowo przystępne, jeśli wybierze pan/pani „Riverside Executive Menu” serwowane od poniedziałku do piątku – za 40 lub 45 euro. Carpaccio z wołowiny i konfitowany dorsz są warte każdego kęsa.

7- Omijaj restauracje w Baixa (z kilkoma wyjątkami)

Rua Augusta to główna ulica piesza Baixa Pombalina – „nowego centrum” Lizbony, zaprojektowanego przez markiza de Pombal po niszczycielskim trzęsieniu ziemi z 1755 roku. Łączy Rossio z Praça do Comércio i niemal nie da się jej nie przejść. Można nią zejść i wejść na szczyt łuku (źródło w Portugalski), by podziwiać plac, a potem kontynuować spacer aż do Cais das Colunas i na nabrzeże Tagu.

Jeśli jednak trafi tam pan/pani w porze posiłku, lepiej unikać licznych restauracji z ogródkami ustawionymi wzdłuż ulicy.

Praça do Comércio widziany ze szczytu Arco da Rua Augusta
Praça do Comércio widziany ze szczytu Arco da Rua Augusta Ricardo Figueira / Euronews

Jeszcze kilka lat temu oferta gastronomiczna w Baixa była ograniczona. Turystyczny boom sprawił, że restauracje zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu, nastawione wyłącznie na masową obsługę, bez troski o jakość. Istnieją dwa proste kryteria – sprawdzają się w każdym mieście – które pozwalają od razu skreślić lokal z listy. Pierwsze: kolorowe zdjęcia dań wywieszone przy wejściu. Drugie: kelnerzy aktywnie zaczepiający przechodniów na ulicy. Spełnienie jednego z tych warunków to poważny sygnał ostrzegawczy. Obu naraz – znak, by natychmiast szukać innego miejsca. Żadna dobra restauracja, w Lizbonie czy gdziekolwiek indziej, nie potrzebuje naganiaczy, jeśli jakość jedzenia i obsługi wystarczy, by przyciągnąć gości. W razie wątpliwości uczciwa restauracja „etniczna” będzie lepszym wyborem niż pseudo-„typowa” knajpka dla turystów.

Podobnie jest na drugiej ważnej ulicy pieszej Baixa, Rua das Portas de Santo Antão, gdzie mieszczą się teatry i sale widowiskowe, m.in. słynne Coliseu dos Recreios. Tu również w ostatnich latach wyrosły dziesiątki restauracji nastawionych na turystów, a kelnerzy niemal na siłę zachęcają do wejścia. Proszę ich unikać.

Są jednak w tej okolicy wyjątki – dobre restauracje, w tym historyczne lokale, od droższych, jak Gambrinus (źródło w Portugalski), Pinóquio (źródło w Portugalski) czy Solar dos Presuntos (źródło w Portugalski), po bardziej przystępną cenowo Casa do Alentejo (źródło w Portugalski). To prawdziwa „ambasada” kultury i kuchni regionu Alentejo, mieszcząca się w Palácio Alverca. Oprócz regionalnych specjalności można tu podziwiać piękny, neomauretański dziedziniec z końca XIX i początku XX wieku. Poza restauracją Casa do Alentejo ma też tawernę, gdzie serwuje się proste przekąski.

Dziedziniec arabski Casa do Alentejo (XIX wiek)
Dziedziniec arabski Casa do Alentejo (XIX wiek) Ricardo Figueira / Euronews

Nieco wyżej, przy Avenida da Liberdade, obok kina São Jorge, Cervejaria Ribadouro (źródło w Portugalski) oferuje dobrą relację jakości do ceny, jeśli ma pan/pani ochotę na owoce morza – albo po prostu talerz pąklów (percebes) i prego, czyli wołowego steka w bułce.

Jeśli skorzysta pan/pani z tych rad, pakując walizkę przed powrotem, w głowie będzie pan/pani mieć tylko jedno: kiedy znowu do Lizbony?

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Lizbona na szczycie rankingu najbardziej przyjaznych ekspatom miast świata

Wystawa „Zanurzony las” znika z lizbońskiego oceanarium

Lizbona najbarwniejszym miastem świata, Porto na trzecim miejscu