Rosnący popyt na połączenia lotnicze omijające międzylądowania na Bliskim Wschodzie i w Zatoce Perskiej sprawia, że pasażerowie płacą więcej.
Podróżni muszą się liczyć z rosnącymi cenami biletów lotniczych i ograniczaniem rozkładów lotów, bo konflikt na Bliskim Wschodzie powoduje gwałtowny wzrost cen ropy.
Eksperci przewidują, że ceny biletów mogą pozostać wysokie przez wiele miesięcy, nawet jeśli dojdzie do deeskalacji wojny.
Większy popyt na połączenia lotnicze omijające międzylądowania na Bliskim Wschodzie i w Zatoce oznacza też wyższe koszty dla pasażerów.
Rigas Doganis, były szef linii Olympic Airways w Grecji, a dziś prezes londyńskiej firmy doradczej Airline Management Group, powiedział Reutersowi, że „linie lotnicze stoją wobec egzystencjalnego wyzwania”.
Dodał: „Będą musiały obniżać ceny biletów, żeby pobudzać słabnący popyt, a jednocześnie rosnące koszty paliwa będą je zmuszały do podwyżek. Idealna burza”.
Które linie podnoszą ceny biletów?
Wojna między USA i Izraelem a Iranem wywindowała ceny ropy. To skutek ataków na rafinerie w regionie i zablokowania transportu ropy przez Cieśninę Ormuz, co z kolei podbija ceny paliwa lotniczego.
Cathay Pacific, AirAsia i Thai Airways należą do rosnącej grupy linii podnoszących ceny biletów, by zrekompensować drożejące paliwo.
Podczas spotkania z mediami prezes Cathay Pacific Ronald Lam powiedział, że koszt paliwa tylko w tym miesiącu jest dwukrotnie wyższy niż średnio w poprzednich dwóch miesiącach.
Linia zaktualizowała dopłaty paliwowe. Od 18 marca obejmą wszystkie jej trasy.
AirAsia zapowiedziała czasowe podwyższenie cen biletów i dopłat paliwowych, obiecując ich ponowny przegląd, gdy warunki rynkowe się zmienią.
Przedstawiciele Thai Airways poinformowali media, że spodziewają się wzrostu cen biletów lotniczych o 10–15 proc., a Qantas przekazał, że podniósł taryfy w różnym stopniu, w zależności od trasy.
Skandynawskie linie SAS ogłosiły wprowadzenie „tymczasowej korekty cen”.
Air New Zealand również podniosły ceny. W odpowiedzi mailowej przesłanej Reutersowi przewoźnik poinformował, że jednorazowe bilety w klasie ekonomicznej zdrożały o 10 dol. nowozelandzkich (5,10 euro) na trasach krajowych, o 20 dol. (10,20 euro) na połączeniach krótkodystansowych i o 90 dol. (45,90 euro) na lotach dalekiego zasięgu.
Jak podaje Reuters, inne linie, które zawarły umowy zabezpieczające ceny paliwa (czyli z góry ustaliły stawki na przyszłe dostawy), zdołały zakontraktować część zakupów po stałych cenach. Należą do nich m.in. Lufthansa i Ryanair.
Tysiące lotów odwołanych
Wietnamski Urząd Lotnictwa Cywilnego poinformował, że ograniczenia w dostawach paliwa lotniczego (Jet A-1), wywołane konfliktem na Bliskim Wschodzie, narażają krajowe linie na niedobory paliwa.
W odpowiedzi Vietnam Airlines czasowo zawieszą od 1 kwietnia część połączeń, m.in. z Hai Phong do Buon Ma Thuot, Cam Ranh, Phu Quoc i Can Tho, a także z Ho Chi Minh City do Van Don, Rach Gia i Dien Bien. Łącznie na tych trasach w tygodniu z rozkładu znikną 23 loty, bo przewoźnik dostosowuje oferowanie do presji na rynku paliw.
W komunikacie do pracowników opublikowanym na swojej stronie internetowej prezes United Airlines Scott Kirby zapowiedział, że przewoźnik w najbliższym czasie odwoła ok. 5 proc. zaplanowanych na ten rok lotów.
„Rzeczywistość jest taka, że w ciągu ostatnich trzech tygodni ceny paliwa lotniczego więcej niż się podwoiły” – napisał. „Gdyby utrzymały się na tym poziomie, oznaczałoby to dodatkowy koszt 11 mld dolarów rocznie tylko na paliwo. Dla porównania, w najlepszym roku w historii United zarobiliśmy mniej niż 5 mld dolarów.
„To może brzmieć groźnie, ale pierwsza dobra wiadomość jest taka, że przynajmniej na razie popyt utrzymuje się na rekordowym poziomie. Dziesięć tygodni z najwyższymi przychodami z rezerwacji w naszej historii to ostatnie dziesięć tygodni. Jednak jeśli ceny ropy pozostaną wysokie przez dłuższy czas, może być trudno dalej przerzucać na klientów większość wzrostu kosztów paliwa”.
Tymczasem skandynawskie linie SAS zapowiedziały, że w kwietniu z powodu skoku cen paliwa odwołają co najmniej tysiąc rejsów.
„W marcu odwołujemy kilkaset lotów, ale staramy się w maksymalnym stopniu ochronić siatkę połączeń” – powiedział prezes Anko van der Werff szwedzkiemu dziennikowi gospodarczemu „Dagens Industri”, dodając, że kolejnych odwołań należy się spodziewać po Wielkanocy, kiedy ruch zwykle słabnie.
Środki te obejmą „co najmniej tysiąc” lotów. Van der Werff podkreślił jednak, że w skali całej działalności to wciąż niewiele, bo SAS wykonuje ok. 800 rejsów dziennie.
W reakcji na decyzję SAS konkurencyjne linie Norwegian zwiększają oferowanie w regionie, by przejąć część pasażerów, dodając 120 dodatkowych wylotów między 25 marca a 12 kwietnia, informuje NKR.
Air New Zealand zapowiedziały też redukcję swojej oferty o 5 proc. Linia odwoła ok. 1100 lotów w okresie od 16 marca do 3 maja, co prawdopodobnie dotknie ok. 44 tys. pasażerów.