W zaledwie kilka miesięcy Kreml stworzył jeden z najbardziej restrykcyjnych systemów cenzury cyfrowej na świecie. I dokonał czegoś, co nie udało się ani wojnie, ani rosnącej inflacji - zjednoczył Rosjan ponad podziałami pokoleniowymi i ideologicznymi w sprzeciwie wobec Putina.
Władimir Putin spóźnił się z wprowadzeniem cenzury internetu, ale ostatecznie się na nią zdecydował. Podczas gdy Chiny przez dwie dekady doskonaliły tzw. Wielki Firewall - system, który z chirurgiczną precyzją filtruje treści na podstawie słów kluczowych takich jak Tiananmen, Tybet czy Tajwan - Kreml wystartował znacznie później i obrał zupełnie inną strategię: masowe blokowanie. Efekt? Więcej chaosu, więcej strat i paradoksalnie - silniejszy opór społeczeństwa.
W 2026 roku Rosja znajduje się wśród najgorzej ocenianych państw pod względem wolności internetu - według rankingu think tanku Cloudwards zdobyła zaledwie cztery punkty na sto. To poziom porównywalny z Iranem czy Pakistanem, wyższy jedynie od Korei Północnej. Putin, który sam nie korzysta z telefonu komórkowego, doprowadził swój kraj do tego miejsca w ciągu zaledwie kilku miesięcy.
Zaskakuje nie tylko tempo pogarszania się sytuacji, lecz także reakcja społeczeństwa. Ani wojna w Ukrainie, ani rosnące koszty życia nie wywołały tak silnych emocji jak przerwy w łączności i blokowanie mediów społecznościowych. Niezadowolenie przekroczyło wszelkie podziały: między miastem a wsią, starszymi a młodymi, zwolennikami i przeciwnikami wojny.
Zaciemnienia, nowe prawo i aplikacja, której nikt nie chce
Na początku roku Putin podpisał ustawę zobowiązującą operatorów do wyłączania łączności na żądanie FSB. Od tego czasu przerwy w dostępie do internetu nie ograniczają się już do regionów przy granicy z Ukrainą - dotykają także centrum Moskwy i obszarów dalekich od działań wojennych.
Projekt OONI wskazuje, że blokada Telegrama objęła aż 95 proc. terytorium kraju. Podobny los spotkał Signal i WhatsApp. Od 1 stycznia 2026 roku wszystkie usługi internetowe muszą przechowywać dane użytkowników przez trzy lata i udostępniać je organom ścigania na żądanie - w tym wiadomości tekstowe, nagrania audio, wideo oraz metadane, nawet jeśli zostały wcześniej usunięte.
W odpowiedzi Kreml uruchomił w marcu 2025 roku własną platformę komunikacyjną MAX. Promowana przez regulatora Roskomnadzor aplikacja stała się obowiązkowym narzędziem dostępu do usług publicznych i edukacyjnych. Portal Gosuslugi działa już wyłącznie przez MAX, a szkolne grupy rodziców muszą organizować się właśnie tam.
Społeczeństwo przyjęło to rozwiązanie z wyraźną niechęcią. Eksperci ds. bezpieczeństwa ostrzegają, że aplikacja zaczyna monitorować urządzenie natychmiast po instalacji, wykrywając m.in. korzystanie z VPN-ów, co może prowadzić do konsekwencji. Dodatkowo specjaliści zidentyfikowali ponad 200 luk w zabezpieczeniach, co sprawia, że nawet urzędnicy wysokiego szczebla i biznesmeni nie darzą jej zaufaniem.
Rosjanie odpowiadają: VPN-y i cyfrowy opór
Na każdą blokadę pojawia się kontrreakcja. VPN-y, jeszcze niedawno niszowe, są dziś używane przez ponad 50 milionów Rosjan - to poziom porównywalny z Iranem w szczycie jego cyfrowych restrykcji.
Państwo zainwestowało setki milionów dolarów w walkę z tym zjawiskiem, usuwając setki aplikacji z rosyjskiego App Store i otwarcie przyznając, że próbuje je ograniczać. Skutki są jednak ograniczone: niektóre wyspecjalizowane serwisy twierdzą, że Roskomnadzorowi nie udało się skutecznie zablokować ani jednego VPN-u, który aktywnie dostosował się do jego działań.
Pavel Durov, założyciel Telegrama i postać niewygodna dla Kremla od czasu opuszczenia Rosji w 2014 roku, stał się symbolem tego oporu. Porównuje on obecną sytuację do Iranu sprzed lat, gdzie próba zastąpienia Telegrama państwową alternatywą zakończyła się fiaskiem. W odpowiedzi zmieniono protokoły aplikacji, utrudniając jej wykrywanie, a użytkowników zachęca się do korzystania z kilku VPN-ów jednocześnie jako zabezpieczenia.
W 2024 roku organizacja Roskomsvoboda odnotowała ponad 417 tysięcy zablokowanych stron internetowych - dwukrotnie więcej niż rok wcześniej i niemal pięciokrotnie więcej niż w 2022. Aparat cenzury przyspiesza, ale wciąż nie osiąga zamierzonego efektu.
Nieoczekiwany koszt polityczny
Według doniesień rosyjskich mediów, powołujących się na źródła na Kremlu, władze zaczynają dostrzegać rosnącą frustrację społeczną. Poparcie dla Putina, które miało pozostawać stabilne od początku wojny, spadło do najniższego poziomu od lutego 2022 roku.
Borys Nadieżdin ujął to trafnie: bez mobilnego internetu nie da się zapłacić rachunku, kupić biletu, umówić wizyty lekarskiej ani złożyć skargi do urzędu. Cenzura cyfrowa przestała być abstrakcyjnym problemem ideologicznym - stała się codzienną niedogodnością, która dotyka każdego.
Aleksandr Dugin, ideolog rosyjskiego imperializmu, idzie jeszcze dalej i postuluje całkowite odcięcie internetu, by Rosjanie mogli prowadzić „autentyczne życie”. To stanowisko spójne z jego poglądami, ale politycznie skrajnie ryzykowne. Kreml zdaje sobie z tego sprawę - a mimo to nie przestaje naciskać.