Gdy sprawa wieloryba Timmy wciąż jest badana, kolejny humbak na Bałtyku budzi niepokój. Hartwina zauważono w niemieckich wodach, potem wrócił do Danii. Eksperci ostrzegają, że jego stan jest krytyczny.
Gdy ratownicy wieloryba Timmy’ego wciąż spierają się o nieopłacone rachunki, na Bałtyku już teraz sensację wzbudza kolejny humbak. Pod koniec tygodnia zwierzę po raz pierwszy dotarło do niemieckich wód. Wśród ekspertów narasta obawa: czy historia Timmy’ego się powtórzy?
Organizacja „Stranded No More” poinformowała, że dorosły humbak, nazwany z prywatnej inicjatywy Hartwin, porusza się podejrzanie wolno w wodach u wybrzeży Danii.
Po południu 5 lipca działacze udokumentowali obserwację ssaka morskiego koło Holnis, po niemieckiej stronie Zatoki Flensburskiej.
Tym samym wieloryb opuścił duńskie wody i wpłynął do Niemiec. Z punktu widzenia organizacji grozi to tym, że „posunie się jeszcze głębiej w głąb Bałtyku”. Jego trasa „przypomina schemat, który zaledwie kilka tygodni wcześniej zwabił humbaka Timmy’ego/Hope’a w pułapkę na niemieckim Bałtyku i ostatecznie doprowadził do jego śmierci”.
Duński biolog, Rune Kristiansen, również zakłada, że świeżo zaobserwowane zwierzę to rzeczywiście Hartwin.
„Ma jednoznaczne cechy: chorobę skóry, przez którą połowa jego grzbietu jest biała i pokryta pęcherzowatymi zmianami. Skrajnie mało prawdopodobne, by pojawił się inny wieloryb z dokładnie tymi samymi objawami” – powiedział Kristiansen duńskiej stacji TV2.
Wieloryb Hartwin. Czy można już odetchnąć z ulgą?
9 lipca „Stranded No More” poinformowała jednak na Facebooku, że Hartwin zdążył już wrócić do duńskich wód. Ostatnio widziano go w porcie miasta Aarhus, a później w pobliżu wyspy Tunø. Od wyprawy do Niemiec pokonał więc już pokaźny dystans.
„Jego wędrówki pokazują, że bez trudu odnajduje się w fiordach, zatokach i zakamarkach. To znakomity nawigator” – napisali aktywiści. „Przy odpowiednim wsparciu medycznym mógłby nawet sam znaleźć drogę na otwarte morze”.
Jednak także w Danii zwierzęciu grozi niebezpieczeństwo. Nagrania z Aarhus pokazują kilka łodzi, które podpływają do wieloryba na bardzo małą odległość, gdy oceaniczny olbrzym leży nieruchomo w wodzie.
Kristiansen apeluje więc o powściągliwość: „Zwierzę potrzebuje spokoju. Jeśli jest chore, nie powinno być dodatkowo stresowane przez ludzi podpływających łodziami. Zachowajcie co najmniej 50 metrów odstępu”.
Wieloryb Hartwin. Mimo wszystko ponure perspektywy?
Ale nawet jeśli Hartwin odnajdzie drogę z powrotem na otwarty ocean, może być już za późno.
Heiko Buch-Illing, szef centrum wiedzy i badań „Fjord&Bælt” w duńskim Kerteminde, w rozmowie z newstime zwraca uwagę na nietypowo jasny grzbiet wieloryba. „To wygląda na mocno zainfekowane” – mówi biolog morski. Podejrzewa silne porażenie pasożytami, być może wynikające z powolnego pływania i osłabionej kondycji zwierzęcia. Zazwyczaj humbaki – z wyjątkiem płetw – są znacznie ciemniej ubarwione.
Zdaniem Buch-Illinga najbardziej prawdopodobne są dwa scenariusze: jeśli Hartwinowi nie uda się dopłynąć na płytsze wody, w najbliższych tygodniach może się utopić. Jeśli natomiast dotrze w pobliże wybrzeża, grozi mu podobny los jak Timmy’emu.
„Najpóźniej za miesiąc, być może już za tydzień lub dwa, wieloryb osiadzie na mieliźnie” – prognozuje ekspert.
Jego wnioski są ponure: „Nie ma dla niego szans. On umrze”.
Jak zakończy się historia Hartwina, wciąż nie wiadomo. W jednym specjaliści są jednak zgodni: nie wolno powtarzać działań podjętych podczas próby ratowania Timmy’ego. Dlatego Buch-Illing ma nadzieję, że Hartwin pozostanie w duńskich wodach. Jego zdaniem sposób postępowania w sprawie Timmy’ego był „znęcaniem się nad zwierzęciem”.