Polska tenisistka Maja Chwalińska - jako pierwsze kwalifikantka w historii - dotarła do finału turnieju French Open. W sobotę 6 czerwca zmierzy się w nim z Rosjanką Mirrą Andriejewą.
Nie jest zaskoczeniem, że w półfinale singla kobiet na Roland Garros znalazła się Polka. Mało kto jednak spodziewał się, że będzie to właśnie 24-letnia Maja Chwalińska, która utrzyma się dłużej niż jej bardziej utytułowane rodaczki – czterokrotna zwyciężczyni turnieju Iga Świątek oraz była półfinalistka Australian Open Magda Linette.
Tenisistka z Dąbrowy Górniczej rozpoczęła turniej jako 114. rakieta świata, stąd też, by wziąć udział w turnieju Rolanda Garrosa, musiała przechodzić przez kwalifikacje. W głównej drabince pokonała m.in. Qinwen Zheng, Marię Sakkari i Annę Kalinską. W półfinale, rozegranym w czwartek 4 czerwca, 24-latka zwyciężyła w dwóch setach z Rosjanką Dianą Shnaider, co dało jej przepustkę do finału i walki o wielkoszlemowy tytuł.
Dzięki rezultatowi w Paryżu Chwalińska znacznie poprawiła swoją pozycję w rankingu „na żywo”. Obecnie zajmuje 21. miejsce. W przypadku ewentualnej wygranej awansuje na 14. pozycję.
Zobacz fotorelację z półfinałowego meczu Roland Garros - Maja Chwalińska vs. Diana Shnaider:
Po meczu półfinałowym na korcie Philippe-Chatrier Chwalińska udzieliła na korcie emocjonalnego wywiadu, w którym przyznała, że trudno jej znaleźć słowa:
„Jak sen, szczerze. Nie wiem, co się dzieje. Nie wiem, co powiedzieć, przepraszam. Jestem po prostu bardzo szczęśliwa”.
Turniej był dla niej bardzo wymagający fizycznie – rozegrała dziewięć meczy w ciągu trzech tygodni, grała z opatrunkiem na lewej nodze, a podczas półfinału musiała skorzystać z timeoutu medycznego.
Na pytanie o samopoczucie odpowiedziała: Nie czuję się świetnie, nie będę kłamać. Grać dzień po dniu z najlepszymi zawodniczkami na świecie jest bardzo trudne, ale to Wielki Szlem, więc trzeba dawać z siebie wszystko i jeszcze więcej. Nie narzekam” - mówiła w rozmowie na gorąco, tuż po wygranej w półfinałowym meczu ze Shnaider.
Maja Chwalińska martwiła się o pokrycie kosztów hotelu
Sukces Chwalińskiej ma także wymiar finansowy. Przed Rolandem Garrosem zarobki Chwalińskiej wynosiły 864 030 dolarów w całej karierze. Za sam występ w tym turnieju otrzyma 1 624 000 dolarów. Jak podaje serwis "The Tennis Letter", w trakcie turnieju martwiła się o pokrycie kosztów hotelu przy dalszym awansie. Ostatecznie polski sponsor OSHEE pokrył dodatkowe wydatki.
To nie wszystko. Awans do finału oznacza dla Chwalińskiej regularne występy w turniejach rangi WTA 1000 oraz rozstawienie w najważniejszych imprezach sezonu.
Bez wątpienia jest to absolutny przełom w jej sportowej karierze. Maja Chwalińska otwarcie mówiła wcześniej o kontuzji nadgarstka, ale i o zmaganiach z depresją, przez którą wówczas całkowicie przerwała karierę tenisową, by zadbać o zdrowie psychiczne. Nie była wówczas pewna, czy wróci do zawodowego tenisa.
Tusk o "pszczółce Mai" i "rosyjskich rakietach"
Do jej sukcesu odniósł się również premier Donald Tusk, pisząc na platformie X: „Nasza Pszczółka Maja lepsza od rosyjskich rakiet!”.
Finał Roland Garros 2026, w którym Maja Chwalińska zmierzy się z Mirą Andrijewą zaplanowano na sobotę 6 czerwca.
Roland Garros (oficjalnie nazywany French Open) to jeden z czterech najbardziej prestiżowych turniejów tenisowych na świecie i jedyny wielkoszlemowy turniej rozgrywany na nawierzchni ziemnej. Odbywa się cyklicznie na przełomie maja i czerwca na słynnych kortach imienia Rolanda Garrosa w Paryżu.