Rumuńscy wyborcy po raz drugi w ciągu sześciu miesięcy oddadzą swoje głosy 4 maja. W sondażach prowadzi skrajnie prawicowy kandydat George Simion.
Na miesiąc przed pierwszą turą powtórzonych wyborów prezydenckich w Rumunii, w piątek oficjalnie rozpoczęła się rumuńska kampania wyborcza. Zostanie ona poddana ścisłej analizie po tym, jak grudniowe głosowanie zostało anulowane, a faworytowi zabroniono ponownego kandydowania.
W grudniu skrajnie prawicowy, prorosyjski populista Calin Georgescu odniósł szokujące zwycięstwo w pierwszej turze wyborów.
Głosowanie zostało jednak unieważnione przez Trybunał Konstytucyjny po tym, jak pojawiły się zarzuty o rosyjską ingerencję w celu promowania Georgescu, który startował jako niezależny kandydat. Moskwa zaprzeczyła, jakoby ingerowała w wybory.
Przez wykluczenie Georgescu z kandydowania w ponownie zaplanowanych wyborach w zeszłym miesiącu, skrajna prawica poparła George'a Simiona, który jest liderem opozycyjnego Sojuszu na rzecz Zjednoczenia Rumunów (AUR), drugiej co do wielkości partii w kraju.
Rumuńscy wyborcy powrócą do urn 4 maja, a badania opinii publicznej sugerują, że Simion jest faworytem. Według jednego z sondaży jest on na dobrej drodze do zdobycia trzydziestu pięciu procent głosów w pierwszej turze.
W sumie jest jedenaścioro kandydatów, z których czterech jest niezależnych. Po Simionie, trzech innych kandydatów ma wysokie sondaże: burmistrz Bukaresztu Nicusor Dan, Crin Antonescu - jedyny kandydat prounijnej koalicji rządowej - oraz Victor Ponta, były premier.
Według najnowszych sondaży Dan ma dwadzieścia procent poparcia, Antonescu dziewiętnaście procent, a Ponta piętnaście.
Za nimi plasuje się Elena Lasconi, liderka opozycyjnej partii Związek Zbawienia Rumunii (USR), która zajęła drugie miejsce za Georgescu w pierwszej turze grudniowego głosowania. Tym razem chce na nią głosować zaledwie siedem procent Rumunów i prawdopodobnie nie przejdzie do drugiej tury.
Co robi Rumunia, by powstrzymać ingerencję w wybory?
Bezprecedensowa decyzja Trybunału Konstytucyjnego o unieważnieniu wyników pierwszej tury wyborów na dwa dni przed zaplanowaną na 8 grudnia drugą turą pogrążyła kraj członkowski UE i NATO w przedłużającym się kryzysie politycznym.
Orzeczenie przyciągnęło uwagę całego świata i wywołało krytykę ze strony wiceprezydenta USA JD Vance'a, miliardera technologicznego Elona Muska i Moskwy.
Najwyższa rada bezpieczeństwa Rumunii odtajniła w grudniu dokumenty, które wykazały, że kraj był celem "agresywnych rosyjskich ataków hybrydowych" w okresie wyborczym.
Obejmowały one szeroko zakrojoną kampanię w mediach społecznościowych w celu promowania Georgescu.
W lutym tego roku rumuńscy prokuratorzy wszczęli dochodzenie karne przeciwko skrajnie prawicowemu politykowi, oskarżając go o "podżeganie do działań przeciwko porządkowi konstytucyjnemu", wspieranie grup faszystowskich oraz fałszywe deklaracje dotyczące finansowania kampanii wyborczej i ujawnienia aktywów. Georgescu zaprzeczył jakimkolwiek wykroczeniom.
Rumuńska Krajowa Rada Audiowizualna rozpoczęła niedawno kampanię mającą na celu zwalczanie nielegalnych treści online.
Valentin Jucan, wiceprzewodniczący rady, powiedział Euronews, że Rumuni powinni zgłaszać filmy online, które zawierają dezinformację, podżeganie do przemocy lub nienawiści.