Rosyjska propaganda próbuje łączyć konflikt w Ukrainie z wojną w Iranie, sugerując, że Kijów traci międzynarodowe wsparcie. Europejscy przywódcy odrzucają te tezy i podtrzymują sankcje wobec Rosji.
Równoległe konflikty w Ukrainie i Iranie toczą się na różnych kontynentach, ale prorosyjska propaganda coraz częściej próbuje je łączyć.
Najnowszy raport EUvsDisinfo wskazuje, że celem jest zdyskredytowanie Ukrainy i zasugerowanie, że Kijów traci międzynarodowe wsparcie w obliczu pełnoskalowej inwazji Rosji.
Rosyjskie media powtarzają narrację, że wojna w Iranie odciąga uwagę od Ukrainy i przesuwa konflikt w Europie na dalszy plan polityczny.
Moskwy analitycy, w tym Siergiej Poletajew, twierdzą, że przedłużający się kryzys w regionie Zatoki Perskiej nie tylko odwraca uwagę świata, lecz także kieruje zasoby wojskowe - m.in. systemy obrony przeciwrakietowej - w stronę Bliskiego Wschodu.
Niektóre media sugerują nawet, bez dowodów, że Ukraina może inscenizować incydenty w Europie lub Rosji, aby odzyskać uwagę świata.
Czy wojna w Iranie odciąga uwagę od Ukrainy?
Narracja ta jest szczególnie popularna na Telegramie.
Ambasador rosyjskiego MSZ Rodion Miroshnik pisał, że przeniesienie globalnej uwagi z Ukrainy na Bliski Wschód osłabia Zełenskiego, odbierając mu zdolność wpływania na media, którą skutecznie wykorzystywał w ostatnich latach.
Według niego USA zostaną "całkowicie pochłonięte" sprawą Iranu i zapomną o Ukrainie.
Podobne tezy pojawiały się jeszcze przed obecnym kryzysem.
We wrześniu 2025 roku Maria Zacharowa sugerowała, że Ukraina może planować ataki na państwa NATO, a następnie obarczyć winą Moskwę.
Ostrzegała, że Europa nigdy nie była bliżej wybuchu trzeciej wojny światowej.
Europejscy przywódcy odrzucili te twierdzenia.
Prezydent Francji Emmanuel Macron podkreślił podczas konferencji z Wołodymyrem Zełenskim w Pałacu Elizejskim, że Moskwa myli się, sądząc, iż kryzys w Iranie przyniesie jej jakąkolwiek strategiczną ulgę.
Zapewnił, że G7 nie rozważa rewizji sankcji wobec Rosji.
"Rosnące ceny ropy nie zmienią naszej polityki sankcyjnej wobec Moskwy" - dodał.
Podziały wśród zachodnich sojuszników
Jednak reakcje USA i Europy pokazują pewne napięcia.
Stany Zjednoczone złagodziły ograniczenia eksportu rosyjskiej ropy, by ustabilizować rynki w krótkim terminie.
Decyzja ta spotkała się z krytyką Niemiec, Francji, Norwegii i Wielkiej Brytanii, które ostrzegały, że może podważyć skuteczność sankcji wobec Rosji.
Państwa UE zgodziły się 14 marca na przedłużenie sankcji o kolejne sześć miesięcy, ale wciąż istnieją podziały.
Premier Belgii Bart De Wever sugerował powrót do współpracy z Moskwą w celu przywrócenia dostępu do tańszej energii.
Macron, Giorgia Meloni i Viktor Orbán poparli bezpośrednie rozmowy z Rosją, podczas gdy Polska i państwa bałtyckie pozostają zdecydowanie przeciwne.
Energia i presja strategiczna
Energia stała się istotnym elementem globalnej polityki.
Prezydent Rosji Władimir Putin zapowiedział możliwość przekierowania eksportu surowców energetycznych na rynki azjatyckie, jednocześnie deklarując gotowość do współpracy z Europą pod warunkiem zapewnienia długoterminowej stabilności.
Rosnące ceny ropy budzą obawy europejskich przywódców. Przewodniczący Rady Europejskiej António Costa ostrzegał, że wyższe przychody Rosji z energii i odciąganie uwagi światowej mogą pośrednio wspierać jej wysiłki wojenne w Ukrainie.