Dwudziesty pakiet sankcji UE przeciwko Moskwie przewiduje całkowity zakaz świadczenia usług morskich. Jeśli zostanie zatwierdzony, odrzuci limit cenowy na rosyjską ropę, który zachodni sojusznicy stosują od 2022 roku.
Limit cenowy na rosyjską ropę naftową, jedna z wiodących inicjatyw zachodnich sojuszników, mająca na celu zmniejszenie zasobów wojennych Moskwy, może mieć policzone dni.
W nowym pakieciesankcji Komisja Europejska zaproponowała całkowity zakaz świadczenia usług morskich dla tankowców przewożących rosyjską ropę naftową, niezależnie od tego, ile klienci płacą za dostawy.
Do tej pory UE warunkowo zezwalała swoim firmom na obsługę rosyjskich statków przewożących ropę naftową, które spełniają limit cenowy G7, ostatnio skorygowany do 44,10 USD za baryłkę. Tankowcom, które przekroczyły limit, odmówiono dostępu do wysokiej jakości ubezpieczeń, bankowości i żeglugi, zmuszając Kreml do stworzenia "floty cieni"statków pływających pod niejasną własnością.
Zasadniczo limit cenowy był kompromisem między dwiema stronami Atlantyku: europejską presją na osłabienie machiny wojennej Kremla, której głównym kołem ratunkowym są dochody z energii, a obawami Stanów Zjednoczonych o niestabilność rynku i międzynarodowy sprzeciw.
Od czasu jego wprowadzenia w grudniu 2022 roku Komisja wielokrotnie broniła tej przełomowej inicjatywy i zachwalała jej wyniki.
"Mechanizm ten został specjalnie zaprojektowany w celu wywarcia dalszej presji na dochody Rosji z ropy naftowej, przy jednoczesnym utrzymaniu stabilności światowych rynków energii poprzez ciągłość dostaw" - poinformował organ wykonawczy w komunikacie prasowym opublikowanym w zeszłym miesiącu.
Jednak w sytuacji, gdy wojna na Ukrainie zbliża się do czwartego kamienia milowego, a negocjacje prowadzone przez USA wykazują ograniczone postępy, myślenie w Europie uległo zmianie.
Szwecja i Finlandia przejęły inicjatywę, domagając się pełnego zakazu usług morskich, argumentując, że znacznie zwiększyłoby to koszty materiałowe dla rosyjskiego sektora naftowego, rozprawiło się z rozprzestrzenianiem się sfałszowanych dokumentów i ułatwiło życie firmom z UE.
"Żadnych przesyłek. Żadnego ubezpieczenia. Brak napraw w porcie. Presja na Rosję musi wzrosnąć" - powiedziała szwedzka minister spraw zagranicznych Maria Stenergard.
Komisja posłuchała wezwania i dodała pełny zakaz do 20. pakietu sankcji, który obejmuje również zakaz świadczenia usług serwisowych dla rosyjskich lodołamaczy i tankowców ze skroplonym gazem ziemnym.
Urzędnicy UE uważają, że zakaz świadczenia usług morskich zamknie rażącą lukę stworzoną przez złożony dwupoziomowy system limitów cenowych, w ramach którego niektóre rosyjskie tankowce są uprawnione do usług, podczas gdy innym się ich odmawia.
"To wyraźne wzmocnienie sankcji. Do tej pory, przy ograniczeniu cen, nadal eksportowano ropę. Dzięki temu zakazowi eksport ropy z Rosji będzie jeszcze trudniejszy" - powiedziała Paula Pinho, główna rzeczniczka Komisji.
"Taka jest więc logika leżąca u podstaw tej propozycji".
Pływający limit
Historia limitu cenowego to historia wzlotów i upadków.
W 2022 roku limit był świętowany jako dowód zachodniej jedności i odwagi w obliczu neoimperializmu Moskwy. Ówczesny prezydent USA, Joe Biden, przypisywał sobie zasługi za zmobilizowanie sojuszników z grupy G7 i Australii do przyjęcia bezprecedensowego projektu, pomimo oskarżeń o przekroczenie uprawnień ze strony rosyjskich klientów energetycznych.
"To nie jest czas na wycofywanie się z Ukrainy, w żadnym wypadku" - powiedział wtedy Biden.
Z czasem jednak wpływ ograniczenia zmalał.
Kreml podwoił zakupy zniszczonych statków, aby rozszerzyć swoją osławioną "flotę cieni", skutecznie omijając nadzór G7. Począwszy od połowy 2023 roku, cena ropy Ural zaczęła rosnąć i przekroczyła limit 60 USD za baryłkę uzgodniony przez zachodnich sojuszników. Podsyciło to apele o zwiększenie presji gospodarczej.
"UE naciskała na wprowadzenie pełnego zakazu w 2022 roku, ale okoliczności sprawiły, że nie było to możliwe: letnie wsparcie ze strony administracji Bidena i napięte globalne rynki energii" - mówi Ben McWilliams, współpracownik Bruegel.
"W 2026 roku globalne rynki energii są bardziej 'zrelaksowane'" - zauważa. "Nie widzę poważnego ryzyka zbytniego stresowania rynków".
W ubiegłym roku UE zaproponowała przekształcenie limitu w dynamiczny mechanizm, który byłby okresowo dostosowywany do trendów rynkowych. Inni członkowie G7 zgodzili się pójść w ich ślady, ale USA zrezygnowały i utrzymały pierwotny limit.
Następnie, w nagłej zmianie polityki, Biały Dom zdecydował się nałożyć sankcje na dwie największe rosyjskie firmy naftowe, Rosnieft i Łukoil, po wyczuciu, że maksymalistyczne żądania prezydenta Władimira Putina pozostały niezmienione.
Ten podwójny cios mocno uderzył w Moskwę, powodując gwałtowny spadek wartości ropy Ural. W 2025 roku przychody Rosji z ropy i gazu spadły o 24 procent do najniższego poziomu od 2020 roku pod ciężarem sankcji, silniejszego rubla i słabszego globalnego popytu.
Kolejność wydarzeń, w połączeniu z doniesieniami o Ukraińcach znoszących temperatury poniżej zera bez ogrzewania z powodu niekończących się rosyjskich blokad, położyła podwaliny pod propozycje Komisji.
Teraz do 27 państw członkowskich - i sojuszników z grupy G7 - należy decyzja, czy go przyjmą.
"Limit cenowy nie osiągnął zamierzonych celów, głównie ze względu na słabe egzekwowanie, kształt polityki i powszechne obchodzenie" - mówi Isaac Levi, starszy analityk w Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CREA).
"Gwałtowna ekspansja rosyjskiej floty cieni, która obecnie transportuje większość ropy naftowej, sprawiła, że ograniczenie stało się coraz mniej skuteczne. W tym kontekście przejście do pełnego zakazu było w rzeczywistości nieuniknione".
Zakaz może potencjalnie zadać znaczący cios moskiewskiej machinie wojennej, dodaje Levi, ale jego ostateczna skuteczność będzie zależeć od jego wdrożenia w terenie - i na morzu.