Po II wojnie światowej pozbawienie praw wyborczych ludności niemieckiej i węgierskiej było częścią procesu tworzenia czechosłowackiej państwowości. Według Słowacji zasady te nie mają już żadnego skutku prawnego, a mimo to wykorzystuje je do prób przejęcia ziemi od osób prywatnych.
Czym są dekrety Benesa?
Edvard Benes był czołowym politykiem w Czechosłowacji w okresie międzywojennym, a od 1935 r. pełnił funkcję prezydenta. Podał się do dymisji i wyjechał za granicę po monachijskiej decyzji o podziale kraju, tworząc w 1940 r. rząd na uchodźstwie. W 1945 r. powracający rząd emigracyjny zadeklarował w tak zwanym "Programie Kassa", jak powinna wyglądać odtworzona Czechosłowacja, która miała powrócić do granic sprzed decyzji monachijskiej i uczynić kraj czysto czeskim i słowackim państwem narodowym. Wobec braku administracji państwowej i władzy ustawodawczej, konstytucyjne podstawy tego zostały określone w dekretach prezydenckich Benesa, który powrócił jako prezydent, a później jego dekrety zostały wprowadzone w życie przez utworzoną czechosłowacką władzę ustawodawczą. Te dekrety prezydenckie, w liczbie około 140, stanowiły podstawę czechosłowackiej struktury państwowej, z których około tuzina dotyczy kwestii Niemców i Węgrów w Czechosłowacji.
- Na przykład czechosłowacki dekret prezydencki nr 33, wydany 2 sierpnia, pozbawiał wszystkich Węgrów czechosłowackiego obywatelstwa, uzasadniając to tym, że Węgrzy sami się go pozbawili, witając maszerujące wojska węgierskie w 1938 r. - niezależnie od tego, czy dana osoba witała maszerujące wojska węgierskie, czy też nie. Kolejne dekrety zezwalały na konfiskatę ziemi i innego mienia Węgrów, przesiedlenie ludności czechosłowackiej do strefy zamieszkanej przez Węgrów w południowej Słowacji oraz deportację ludności węgierskiej do Czechosłowacji w celu podjęcia pracy, wyjaśnił Attila Simon, dyrektor Forum Institute for Minority Research, podczas dyskusji okrągłego stołu Komitetu Pamięci Narodowej na temat dekretów Benesa.
Nawiedzeni przez przeszłość
- Po zmianie reżimu państwo słowackie wielokrotnie twierdziło, że te historyczne dokumenty nie mają już żadnej mocy prawnej, że były fundamentami porządku po II wojnie światowej, podstawą słowackiego porządku konstytucyjnego, ale dziś nie mają mocy prawnej, powiedział Balázs Tárnok, dyrektor ds. badań w Instytucie Badawczym Johna Lukacsa na Narodowym Uniwersytecie Służby Publicznej. - W ciągu ostatnich kilku lat - i są na to liczne dowody - decyzja ta zaczęła być ponownie stosowana przez słowackie władze, Słowacki Fundusz Gruntów, Słowacką Agencję Leśną i ich słowacki sąd, przy ochronie i uchwale Sądu Najwyższego.
Podstawą prawną jest to, że na przykład w latach 1945-48 przeprowadzono dziesiątki tysięcy postępowań na podstawie dekretu o konfiskacie i szybkiej redystrybucji mienia rolnego Niemców, Węgrów oraz zdrajców i wrogów narodu słowackiego, w których skonfiskowano grunty rolne, głównie od osób narodowości niemieckiej i węgierskiej, tylko niektóre z tych postępowań nie zostały zakończone z powodu błędu proceduralnego, tj. ziemia nie stała się własnością państwa. Według Balázsa Tárnoka, Słowacki Fundusz Ziemi, Agencja Leśnictwa i inne władze systematycznie przeszukują archiwa w poszukiwaniu takich przypadków, twierdząc, że istniała ostateczna decyzja o konfiskacie ziemi, ale błąd proceduralny oznaczał, że nie została ona wykonana, a zatem ziemia została przeniesiona na własność państwa. W wielu przypadkach dotyczy to obywateli węgierskich i niemieckich, ale nie omija również społeczności słowackiej, na przykład, jeśli własność danej ziemi została nabyta przez Słowaków po tym, jak konfiskata nie została przeprowadzona.
"Jest to dość interesująca konstrukcja prawna", powiedział Balázs Tárnok, "w 2015 r. słowacki Sąd Najwyższy orzekł, że w celu zachowania autorytetu państwa należy uznać, że konfiskata miała miejsce. Słowackie państwo stoi na stanowisku, że nie ma tu żadnej konfiskaty, a jedynie korygowane są błędy proceduralne.
Ostrożne szacunki liczby takich postępowań od 2018 r. sugerują, że wszczęto ich setki, zazwyczaj w kontekście dużych inwestycji, w ramach których państwo słowackie zawłaszcza grunty, np. na trasie budowy autostrad.
Prawo kagańcowe
Praktyki te były ostatnio krytykowane przez działaczy na rzecz praw obywatelskich i główną słowacką partię opozycyjną, Postępową Słowację, w odpowiedzi na nowelizację kodeksu karnego z 2025 r. wprowadzoną przez słowackiego ustawodawcę. Nowy przepis grozi karą sześciu miesięcy pozbawienia wolności każdemu, kto "zaprzecza lub kwestionuje" akty prawne, które wprowadziły w życie porozumienie pokojowe po II wojnie światowej - dekrety Benesa.
"Ustawodawstwo było skierowane przede wszystkim przeciwko postępowej Słowacji, my, Węgrzy na Słowacji, byliśmy tylko kwestią poboczną" - powiedział Alfréd Somogyi, profesor nadzwyczajny na Wydziale Teologii Reformowanej Uniwersytetu Selye Jánosa, który powiedział, że słowackie partie rządzące reagowały na ściganie karne rządzących polityków SMER w sprawach korupcyjnych za rządów Matovicia.
Attila Simon powiedział jednak, że brzmienie przepisów nie jest jasne, bo jak można "zaprzeczyć" istniejącemu prawu, jak można je zakwestionować? Dlatego jego zdaniem celem nowelizacji nie jest karanie, ale zmniejszenie liczby konfiskat ziemi na podstawie dekretów Benesa.
Na początku stycznia węgierscy politycy na Słowacji złożyli doniesienie na posterunku policji w Komárom, do którego w połowie stycznia dołączyły tysiące innych osób.
Fale w węgierskiej polityce wewnętrznej
Rząd Fico, który jest u władzy wraz z lokalną antywęgierską skrajną prawicą, jest bliskim sojusznikiem węgierskiego rządu kierowanego przez Viktora Orbána, który nie ma praktycznej przewagi dla słowackich Węgrów w tej sprawie, a rząd SMER tylko przyspieszył proces rozpoczęty przez poprzednie rządy.
- Jeśli ktokolwiek myślał, że trend ten ulegnie poprawie w okresie tak zwanych doskonałych stosunków słowacko-węgierskich, to z przykrością muszę stwierdzić, że w 2025 r. takich konfiskat było więcej niż w latach 2023 i 2024 łącznie" - powiedział Attila Simon.
Orbán wielokrotnie niechętnie potępiał słowackie posunięcia, mówiąc, że poruszył już tę kwestię z Robertem Fico, ale nadal musi dowiedzieć się więcej. W tym samym czasie lider węgierskiej opozycji Péter Magyar wysłał list otwarty do Roberta Fico z prośbą o wycofanie poprawki i nieustannie konfrontował Orbána, który często powołuje się na interesy Węgrów za granicą, aby wykorzystał swoje wpływy u swojego sojusznika.
- Dekrety Benesa są nieusuwalną i integralną częścią porządku prawnego Republiki Słowackiej. Są one częścią rozliczeń po II wojnie światowej" - powiedział Robert Fico w odpowiedzi na wiadomość Pétera Magyara, dodając, że nie wejdzie w kampanię wyborczą na Węgrzech.
Kwestia ta jest stałym tematem dyskusji na Węgrzech w okresie poprzedzającym wybory. Gergely Gulyás, minister odpowiedzialny za Kancelarię Premiera, który regularnie odpowiada na pytania niezależnej prasy w oficjalnych okolicznościach, powiedział już niedawno, że Słowacja prowadzi niewłaściwą i błędną politykę w sprawie dekretów Benesa i obiecał pomoc prawną tym, którzy cierpią z powodu ich dzisiejszego stosowania. Dodał, że ogólnie źle ocenia orzekanie o prawach człowieka, ale w tym przypadku może liczyć nawet na Europejski Trybunał Praw Człowieka.
Katalin Szili, główny doradca premiera Węgier ds. aspiracji autonomicznych w Kotlinie Karpackiej, napisała list do Komisji Europejskiej w tej sprawie, nazywając poprawkę do BTK powodem do niepokoju. Była lewicowa polityk, która została doradcą rządowym, odmówiła odpowiedzi na pytanie prasy, czy konsultowała się z węgierskim rządem w sprawie tego posunięcia.