Loader
Śledź nas
Reklama

Kayah i Bregović znowu razem na scenie, 27 lat po wydaniu wspólnej płyty ruszają w tournee po Polsce

Goran Bregović w 2018 roku
Goran Bregović w 2018 roku Prawo autorskie  Copyright 2018 The Associated Press. All rights reserved.
Prawo autorskie Copyright 2018 The Associated Press. All rights reserved.
Przez Dominika Cosic
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Nagrana w 1999 r. płyta "Kayah i Bregović" była sukcesem komercyjnym - ponad 700 tys. sprzedanych egzemplarzy, a Bregoviciowi dała nowe, polskie życie. Car - jak go nazywają na Bałkanach - w zasadzie powtórzył swój patent, nagrał nowe wersje swoich wcześniejszych utworów. Polacy go pokochali.

Na Bałkanach, nie tylko na terenie byłej Jugosławii, nie ma chyba człowieka, który nie wiedziałby kim jest Goran Bregović. To po prostu car i tak jest powszechnie nazywany. Urodzony 76 lat temu w Sarajewie, w rodzinie serbsko-chorwackiej artysta sprawił, że bałkański folk zyskał międzynarodową sławę. Sam Bregović ma trzy etapy swojego życia zawodowego i jest symbolem także Jugosławii.

REKLAMA
REKLAMA

Zacznijmy od początku. Od Sarajewa. Wtedy, gdy Bregović przyszedł na świat, stolica Bośni i Hercegowiny była idealnym niemal miksem międzykulturowym i międzyreligijnym. Obok siebie stały cerkwie, meczety, synagogi i kościoły katolickie choć większość z nich wtedy, po wojnie, w komunistycznej już Jugosławii świeciła pustkami lub była przekształcona w domy kultury lub muzea. Ale ludzie żyli faktycznie nie tylko obok siebie, ale wręcz razem z sobą, wspólnie świętując, bawiąc się, płacząc i ciesząc. Może dlatego miasto było kolebką także dla innych artystów cenionych w całej byłej Jugosławii: Emira (obecnie Nemanji) Kusturicy, Zdravko Colicia, kabaretów takich jak Top lista Nadrealista czy zespołów Indexi, Crvena Jabuka i najsłynniejszego z nich czyli Bijelo Dugme (Biały Guzik). To liderem tego zespołu był Bregović. Jak mówił mi w wywiadzie Bregović, zaczął studiować filozofię na tamtejszym uniwersytecie, by uniknąć wcielenia do wojska. A służby wojskowej chciał uniknąć bo już grał w zespole.

Najważniejsza była muzyka. Bijelo Dugme, w którym był autorem muzyki, gitarzystą i liderem szybko zyskało lokalną, a potem ogólnojugosłowiańską popularność. Początkowo grali rocka, ale szybko zaczęli do tego dodawać elementy ludowe. I to stało się znakiem charakterystycznym zespołu: współczesna muzyka z mocnym komponentem ludowym (a warto dodać, że na Bałkanach muzyka ludowa jest niezmiennie częścią głównego nurtu, to nigdy nie był skansen lub Cepelia). Zespół zmieniał wokalistów, a każdy z nich wznosił coś nowego - można to trochę porównać do ewolucji Budki Suflera. Przeboje sarajewskiej grupy śpiewali wszyscy: "Selma", Tako Ti je moja mala kad ljubi Bosanac" czy "Hop cup" do dziś są klasykami. Bregović z kolegami stali się absolutnymi gwiazdami i idolami. Jeden z ostatnich albumów, pod koniec lat osiemdziesiątych zawierał piosenkę "Pljuni i zapjevaj, moja Jugoslavijo", bardzo symboliczną i niemal proroczą.

Muzyka filmowa

Koniec epoki jednak zbliżał się nieubłagalnie i koniec dawnego Sarajewa. W 1991 r. rozpoczęła się wojna w Jugosławii, najpierw Słowenia, potem Chorwacja i wreszcie najtragiczniejszy rozdział - Bośnia i Hercegowina. Sarajewo stało się tragicznym symbolem wojny i miastem już na dziesiątki lat podzielonym.

W międzyczasie Bijelo Dugme się rozpadło. Bregović pierwotnie wyemigrował, najpierw do Paryża. Potem zaczął wracać do byłej Jugosławii, ale głównie do Belgradu, gdzie miał studio. I wtedy zaczął się kolejny rozdział w jego życiu - muzyka filmowa. Wszystko zaczęło się od Kusturicy, który zaproponował Bregoviciowi napisanie muzyki do jego filmu "Czas Cyganów" ("Dom za vesanje"). I film i muzyka zostały przyjęte entuzjastycznie. Potem był kolejny wspólny projekt - monumentalne dzieło "Underground". Uczciwie mówiąc, film jest - przynajmniej moim zdaniem genialny - ale bez muzyki Bregovicia ponad 3 godz. dzieło byłoby znacznie trudniejsze w odbiorze. Ścieżka dźwiękowa z takimi przebojami jak "Kalasnikov" czy "Mesecina" nie tylko rewelacyjnie się sprzedawała, ale też sprawiła, że muzykę bałkańską pokochał cały świat. Podobny efekt przyniosła kolejna współpraca obu artystów przy filmie "Arizona dream", tu do nagrania zaprosili Iggy Popa i Johhniego Deppa. Kolejnym sukcesem Bregovicia była muzyka do filmu "Królowa Margot" Patrice'a Chereau. i choć brzmi to niemal jak profanacja, to w tej francuskiej opowieści o nieszczęsnej córce Katarzyny Medycejskiej pobrzmiewają echa bałkańskiej i prawosławnej muzyki (swoją drogą świetny pomysł z Ofra Haza). Dzięki m.in. tym filmom Bregović wszedł do światowej ligi kompozytorów muzyki filmowej.

Wedding and funeral orchestra

Trzecie życie Bregovicia to występy na całym świecie z Wedding and funeral orchestra (w którym wiodącą rolę odgrywają piosenkarki ludowe z Bułgarii) i nadanie nowego życia starym piosenkom. Patent był prosty - Bregović nagrywał nową wersję starego hitu w jakimś kraju, z lokalną gwiazdą i oczywiście słowami w danym języku i zmienionej aranżacji. Najlepszy przykład to "Ederlezi". Piosenka powstała jeszcze na długo przed wybuchem II wojny światowej, śpiewali ją głównie Cyganie, zresztą opowiadała o ich święcie - czyli dniu świętego Jerzego, który przypada 6 maja i jest też na Bałkanach dniem zakochanych. To tę piosenkę śpiewali także II wojny światowej deportowani z Sarajewa Serbowie, w pociągu którym jechali do prowadzonego przez Chorwatów obozu koncentracyjnego w Jasenovcu. Pociąg wyruszył w trasę 6 maja i ustasze (chorwaccy faszyści) ironicznie mówili do Serbów, że mogą świętować. Ci w pociągu zaczęli śpiewać właśnie tę piosenkę, co zirytowało ustaszów tak, że zamknęli okna. Do obozu dojechała tylko jedna trzecia deportowanych.

Bregović po latach z Bijelo Dugme nadał nowe życie piosence - nagrywając ją po serbsku jako "Djurdjevdan", w folkowo-rockowej aranżacji. Następnie do filmu "Czas Cyganów" jako "Ederlezi" po cygańsku (wersja jeszcze bardziej przejmująca). Ale piosenka doczekała się też jeszcze m.in. wersji tureckiej - "Saoroma" i wreszcie polskiej z Kayah pod tytułem "Nie ma, nie ma Ciebie" (słowa autorstwa Kayah, nieco abstrakcyjne). W Turcji nagrywał Bregović z Sezen Aksu, w Grecji z Jorgosem Dalarasem itd. Można mówić o autoplagiacie, ale w sumie też czemu nie? Przecież covery istnieją od bardzo dawna. A Bregović w nowych wersjach językowych nadawał piosenkom nowe życie. Tego mu było mało bo próbował także swych sił, pisząc opery i dłuższe formy muzyczne.

Kayah i Krawczyk

Płyta z Kayah ukazała się w 1999 r., okazała się sukcesem i sprzedała się w rekordowej liczbie - ponad 700 tys. egzemplarzy. Polacy pokochali Bregovicia i muzykę bałkańską na masową skalę. Idąc na ciosem kilka lat później artysta z Sarajewa nagrał kolejną płytę - tym razem z Krzysztofem Krawczykiem. I znów strzał w dziesiątkę. Sukces komercyjny i piosenki, które weszły do kanonu. Niestety, współpraca i z Kayah, i z Krawczykiem początkowo zakończyła się w niezbyt przyjemny sposób wzajemnymi oskarżeniami o wykorzystanie finansowe. Zgoda z Krawczykiem przyszła najpierw, potem z Kayah został zakopany topór wojenny. I efektem tego jest wspólna trasa koncertowa Bregovicia i Kayah, w którą ruszają po Polsce w 27 lat po wydaniu pamiętnej płyty.

Ale płyta z Kayah nie była pierwszym polskim epizodem Bregovicia - dwa lata wcześniej wystąpił w Poznaniu i Krakowie, ze swoimi filmowymi utworami. Wtedy, w 1997 r. po raz pierwszy poznałam Bregovicia, byłam jednym z dwojga zaledwie dziennikarzy, którzy w Krakowie mieli z nim indywidualne wywiady. Jako, że mówię płynnie po serbsku zaprzyjaźniłam się z Bregoviciem i ta znajomość trwa do dziś. Spodziewałam się spotkać wielką gwiazdę, może zarozumiałą, może arogancką, może gburowatą. Spotkałam inteligentnego, sympatycznego i dowcipnego człowieka, który nauczył mnie czerpania ze swoich bałkańskich korzeni. To, za co nie tylko ja jestem mu wdzięczna to rozpropagowanie bałkańskiej muzyki i kultury na całym świecie. Bo muzyk z Sarajewa stał się najlepszym ambasadorem swojej rodzimej kultury.

Trudno nie wspomnieć o polityce i kontrowersjach. Te wzbudziła decyzja Bregovicia o koncertach na zaanektowanym już przez Rosję Krymie w 2015 r. Zostało to odebrane jako jego poparcie dla Rosji i choć sam Bregović bronił się, że nie obchodzi go i nigdy nie obchodziła polityka, to np. Ukraina i Łotwa odwołały jego trasy koncertowe. Lata minęły, wielu artystów - np. Gerard Depardieu czy Steven Seagal - o wiele mocniej opowiedziało się po stronie rosyjskiej i liderowi Bijelo Dugme zapomniano tamte kontrowersje.

On sam zresztą często powtarza, że jego językiem jest muzyka, nie polityka. I faktycznie, w odróżnieniu od np. Kusturicy (z którym zresztą się poróżnili i zakończyli współpracę lata temu) nigdy nie angażował się w politykę, unikał jednoznacznych deklaracji i opowiadania się po którejś ze stron. Także w przypadku konfliktu w Jugosławii, czemu biorąc pod uwagę jego pochodzenie trudno się dziwić. Trudno by było inaczej - jak mi mówił, w dzieciństwie jedna babcia serbska w tajemnicy ochrzciła go w obrządku prawosławnym w cerkwi, w podobnym czasie druga, chorwacka babcia ochrzciła go w kościele katolickim... Może dzięki temu też jest postrzegany jako artysta jugosłowiański, nie tylko serbski. I jest po prostu carem, jak mówią o nim we wszystkich byłych republikach jugosłowiańskich.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Rozgniewani bogowie i zdradliwe wyprawy: sprawdź swoją wiedzę o mitologii greckiej

Pierwsza dama polskiego folku. Joanna Słowińska nie żyje

Céline Dion zapowiada nową piosenkę przed koncertowym powrotem