Loader
Śledź nas
Reklama

Pierwsza dama polskiego folku. Joanna Słowińska nie żyje

Joanna Słowińska
Joanna Słowińska Prawo autorskie  Autor Robert Drózd, zdjęcie z Wikipedia
Prawo autorskie Autor Robert Drózd, zdjęcie z Wikipedia
Przez Dominika Cosic
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Śpiewała charakterystycznym białym głosem, współtworzyła zespół „Muzykanci” i festiwal Rozstaje. Przez całe życie udowadniała, że polski folklor jest żywą, piękną muzyką. Joanna Słowińska była kimś więcej niż pieśniarką i skrzypaczką. Była zjawiskiem.

"Muzykanci"

Wiele lat temu poszłam w Krakowie na koncert zespołu folkowego „Muzykanci”. Tak był zapowiadany – jako koncert muzyki ludowej. Na scenie pojawiły się dwie pary małżeńskie: Joanna i Jan Słowińscy oraz Alicja i Jan Hałas.

REKLAMA
REKLAMA

Tamtego wieczoru przekonałam się, że polski folk nie musi być ani przaśny, ani udający góralszczyznę. Może być muzyką żywą, autentyczną i fascynującą, której słucha się z prawdziwą przyjemnością. Widać było też, że sami artyści czerpią ogromną radość ze wspólnego grania.

Największe wrażenie zrobiła jednak na mnie Joanna. Drobna blondynka ze skrzypcami dosłownie hipnotyzowała publiczność. Miała niezwykle mocny, niepowtarzalny głos – śpiewała tzw. białym głosem – a do tego ogromną energię i naturalną charyzmę. Po latach okazało się, że niemal każdy, kto miał okazję ją usłyszeć lub poznać, opisywał to spotkanie bardzo podobnie.

Joanna Słowińska odebrała solidne wykształcenie muzyczne, ukończyła także Akademię Sztuk Pięknych. Jej największą pasją pozostał jednak polski folklor. W 1997 roku wraz z mężem i przyjaciółmi założyła zespół „Muzykanci”. Była to odważna decyzja. Polski folk kojarzył się wówczas głównie z muzyką podhalańską albo z czymś zamkniętym w skansenie, należącym bardziej do przeszłości niż do współczesności. „Muzykanci” tchnęli w tę muzykę nowe życie, nie uciekając ani w kicz, ani w komercję. Pozostali wierni tradycji, a jednocześnie potrafili zainteresować nią szeroką publiczność.

Tworzyli własny, rozpoznawalny styl, czerpiąc nie tylko z polskiej muzyki ludowej, ale także z tradycji łemkowskiej, romskiej, żydowskiej i bałkańskiej. Najpierw zdobyli uznanie w Krakowie, później w całej Polsce, a z czasem także za granicą.

Już dwa lata po powstaniu zespołu ukazał się ich debiutancki album, który od razu został dostrzeżony przez krytyków. W kolejnych latach wydali jeszcze cztery płyty. Niewiele, ale każda była osobnym, dopracowanym artystycznie projektem, a nie kolejną odsłoną tego samego pomysłu. Zespół zdobył wiele nagród, m.in. Folkowy Fonogram Roku oraz Superjedynkę za debiut podczas Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu.

„Muzykanci” nie byli jednak jedynym muzycznym przedsięwzięciem Joanny Słowińskiej. W latach 2005–2006 ukazywały się albumy z cyklu „Tryptyk Świętokrzyski” do słów Zbigniewa Książka i muzyki Piotra Rubika. To właśnie dzięki nim jako solistka zdobyła kolejne wyróżnienia, w tym platynowe i diamentowe płyty ZPAV.

Była również cenioną wykonawczynią muzyki oratoryjnej i kantatowej. Współpracowała z najwybitniejszymi twórcami polskiej sceny muzycznej, m.in. z Zygmuntem Koniecznym, wykonując takie projekty jak „Konieczny w teatrze Staniewskiego”, „Litania Polska”, „Serce moje gram”, „Noc listopadowa” czy „Norwid – Bal”. Śpiewała także w dziełach Piotra Rubika, m.in. „Świętokrzyska Golgota”, „Tu es Petrus” i „Psałterz wrześniowy”, oraz Bartłomieja Gliniaka, wykonując „Siedem pieśni Marii” i „Oratorium kalwaryjskie”.

Rozstaje

Pisząc o Joannie Słowińskiej, trudno nie wspomnieć o festiwalu Rozstaje. Powstał z jej inicjatywy, wspólnie z Janem Słowińskim i Bogusławem Sonikiem, w ramach programu Kraków 2000. Przegląd muzyki folkowej i etnicznej z całej Europy szybko wpisał się w kulturalny krajobraz miasta. Z czasem zaczął gościć artystów z całego świata i przyciągać coraz liczniejszą publiczność.

Dziś, już pod nazwą EtnoKraków/Rozstaje, festiwal zachował swój pierwotny charakter. Wystąpiło na nim ponad pięćset zespołów z kilkudziesięciu krajów. Ostatnia edycja odbyła się w czerwcu tego roku. Od lat dyrektorem muzycznym wydarzenia pozostaje Jan Słowiński.

Podczas tegorocznego festiwalu w krakowskim klubie Strefa Nowa wystąpiła także warsztatowa grupa Poniedziałki – zespół wokalny prowadzony przez Joannę Słowińską. Artyści wykonali pieśni polskie i poleskie, zapraszając do wspólnego śpiewania również publiczność.

Cierpienie jest bólem

Najtrudniejszy rozdział w życiu Joanny Słowińskiej rozpoczął się kilka lat temu, gdy usłyszała diagnozę choroby nowotworowej. Mimo leczenia, z koniecznymi przerwami, niemal do końca pracowała i koncertowała. Występowała także ze swoimi dziećmi – synem Stanisławem oraz córką Zosią. Ich wspólne koncerty stawały się poruszającym dialogiem między pokoleniami.

Nie zrezygnowała również z nauczania. Prowadziła warsztaty śpiewu, przekazując swoją wiedzę i doświadczenie kolejnym pokoleniom. Jeszcze miesiąc przed śmiercią prowadziła zajęcia.

Rok temu udzieliła przejmującego wywiadu Magdalenie Dobrzyniak z „Gościa Niedzielnego”. Mówiła w nim również o chorobie i cierpieniu.

"Cierpienie jest bólem. Nie widzę potrzeby jego uzasadniania" - stwierdziła dodając, że cierpienie samo w sobie nie uszlachetnia.

Odpowiedziała też na pytanie, co czuje gdy śpiewa. "Kiedy śpiewam, staję się jednością. Moja psychika, umysł, dusza i ciało jednoczą się i w jednej chwili działają w tej samej sprawie. W życiu to się zdarza bardzo rzadko. Jestem więc wielką orędowniczką świadomego używania instrumentu, pracowania nad techniką. Jej celem jest oczywiście swoboda w śpiewaniu. Myślę jednak, że celem nadrzędnym jest możliwość bycia sobą i z sobą wtedy, kiedy śpiewam, ale w komplecie z moim ciałem. To jest wyjątkowe doznanie" - powiedziała.

I doprecyzowała: "Śpiewanie jest jak oddech. Śpiew to forma mojego bycia na tym świecie. Jestem śpiewaniem. Jeśli zostanie mi to odebrane, będę żyć dalej, ale… bez śpiewu jestem niekompletna".

I rzeczywiście – śpiewała niemal do samego końca. Joanna Słowińska zmarła 16 lipca w Krakowie. Miała zaledwie 55 lat.

Jej pożegnanie odbędzie się w piątek, również w Krakowie. Zgodnie z prośbą jej męża przyjaciele i znajomi wspólnie wyplotą wieńce – gest prosty, piękny i bardzo bliski światu, który współtworzyła.

Po jej śmierci muzycy i artyści, z którymi przez lata współpracowała, pisali o niej jako o kimś wyjątkowym – kimś, kto sprawiał wrażenie osoby nie do końca z tego świata. Wspominali jej niezwykłą wrażliwość, ale też siłę, talent, energię i światło, które wnosiła wszędzie tam, gdzie się pojawiała.

Nie bez powodu nazywano ją – i nadal nazywa się – pierwszą damą polskiego folku.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

Galeria Apollina w Luwrze znów otwarta po skandalu kradzieży klejnotów koronnych

Żegnają Kaylee Hottle z „Godzilla vs. Kong”, zginęła w wypadku w wieku 18 lat

Mongolski śpiew gardłowy podbija świat, zyskując nowych fanów