Cztery miesiące po oficjalnym zakończeniu procesu, 17 lutego Gisèle Pelicot opublikuje swoją biografię. Kobieta wspomina w niej swoją pierwszą wizytę na posterunku policji, doświadczenie procesu i decyzję o odmowie wejścia za zamknięte drzwi.
Gisèle Pelicot być może doświadcza dziś od nowa poczucia wolności.
Jej biografia „Hymn dla życia: Wstyd musi zmienić stronę” jest dostępna w 22 językach na całym świecie, co stanowi duży sukces wydawniczy.
Książka po raz pierwszy przedstawia jej wersję przeżycia jako nieświadomej ofiary gwałtu ze strony męża i kilkudziesięciu innych mężczyzn. Ostatecznie 51 mężczyzn zostało uznanych za winnych gwałtu i napaści seksualnej.
Brytyjscy wydawcy Pelicot, Penguin, opisują ją jako "szczery zapis trudnego dzieciństwa, pierwszej miłości, kariery i macierzyństwa”. Jej życie rodzinne i związki, jak u wielu innych osób, były pełne bardzo trudnych momentów.
Jednak świat rzadko poznaje tak druzgocące szczegóły. Zwykła kobieta staje w obliczu niezwykłych doświadczeń i szokujących odkryć o mężczyźnie, z którym spędziła pół wieku.
Gisèle Pelicot stała się twarzą procesu gwałtu w wiosce Mazan w zeszłym roku, zrzekając się anonimowości. Jej relacja z cierpień spowodowanych przez byłego męża, który przez ponad dekadę potajemnie ją usypiał narkotykami, uczyniła ją czołową postacią w walce z przemocą seksualną.
Od spotkania z Dominique Pelicot po życie po procesach, 73-letnia autorka ujawnia swoją historię napisaną z francuską dziennikarką i autorką Judith Perrignon.
Ofiara – w sensie prawnym, ale nie w spojrzeniu na życie – przejmuje kontrolę nad swoją historią, nie prosząc czytelnika o współczucie ani podziw.
Przeżywanie koszmaru
Wszystko zaczęło się od telefonu i wizyty na komisariacie w Carpentras 2 listopada 2020 roku Dominique Pelicot został wezwany po tym, jak ochroniarz w supermarkecie przyłapał go na nagrywaniu kobiet pod ich spódnicami.
Policjant pokazał Pelicot zdjęcia, na których była śpiąca i gwałcona przez nieznanych jej mężczyzn. Sama siebie nie rozpoznała. "Policzek tej kobiety był zwiotczały, usta miękkie, wyglądała jak szmaciana lalka. Mój mózg zamarł w biurze podinspektora Perreta” – wspomina.
Pod koniec śledztwa była wstrząśnięta, czytając szczegóły: "Daty bolały. Widziałam moment przed, moment po, gdzie byliśmy, co przeżywaliśmy, co wydawało mi się szczęśliwym momentem”.
W 2024 roku odbył się proces i szansa, by stanąć twarzą w twarz z oskarżonym. Początkowo obawiała się publicznej uwagi, ale zmieniła zdanie: "Nie mogłam się doczekać, by go zobaczyć. Bałam się ich liczby… Zamknięte drzwi sali sądowej miały mnie chronić, a jednocześnie zostawiały samą z nimi”.
Dodatkowo chciała, by "wszystkie kobiety, które zostały zgwałcone, nie czuły się już zawstydzone”. Nie żałuje decyzji, choć przyznaje: "Gdybym była dwadzieścia lat młodsza, mogłabym nie odważyć się odmówić publicznej rozprawy. Bałabym się spojrzeń, tych irytujących spojrzeń, które kobieta mojego pokolenia zawsze musi znosić”.
Podczas siedmiu tygodni spędzonych w sądzie doświadczała "nieustannych ataków”, ale też uwolnienia od strachu. Publiczność reagowała aplauzem podczas czterech dni przesłuchań w Sądzie Krajowym w Gard. "Przez cztery lata unikałam mocnych uścisków ludzi, którzy mnie kochają. Tłum uratował mnie” – napisała Pelicot.
W grudniu 2025 roku jej mąż, który organizował gwałty przez dekadę, został skazany na 20 lat więzienia – maksymalną karę. Współoskarżeni otrzymali wyroki od 3 do 15 lat.
Książka „Hymn dla życia” jest od 17 lutego 2026 roku dostępna w 22 językach.