Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Marcin Piątkowski. Niemcy mogą się od Polski nauczyć trzech rzeczy

Czołowy ekonomista z Polski: niemiecka gospodarka potrzebuje odważnego, rewolucyjnego podejścia
Czołowy polski ekonomista: niemiecka gospodarka potrzebuje śmiałego, rewolucyjnego podejścia Prawo autorskie  Copyright 2018 The Associated Press. All rights reserved.
Prawo autorskie Copyright 2018 The Associated Press. All rights reserved.
Przez Franziska Müller
Opublikowano dnia
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google
Udostępnij Close Button

Niemcy to największa gospodarka Europy, a Polska – jej największy sukces. Ekonomista Marcin Piątkowski w rozmowie z Euronews wyjaśnia, czego Niemcy mogą się nauczyć z polskiej historii imponującego rozwoju.

Niemcy wciąż zmagają się z gospodarczą stagnacją, tymczasem Polska ma w najbliższych latach pozostać jedną z najszybciej rosnących gospodarek Europy. „Niemcom potrzeba jednocześnie więcej strachu i więcej optymizmu” – mówi w rozmowie z Euronews Marcin Piątkowski, profesor Akademii Leona Koźmińskiego.

REKLAMA
REKLAMA

Piątkowski zdobył rozgłos dzięki bestsellerowej książce „Europe's Growth Champion: Insights from the Economic Rise of Poland”, w której analizuje, jak Polska po upadku komunizmu stała się jednym z najbardziej udanych na świecie przykładów nadrabiania zapóźnień gospodarczych. Był też głównym ekonomistą PKO BP, największego banku w Polsce.

„Niemcy to największa gospodarka Europy. Polska to najbardziej dynamiczna gospodarka Europy” – podkreśla. „Połączenie tych dwóch potencjałów mogłoby być właściwym kierunkiem”. Oto pełen zapis wywiadu dla Euronews.

Euronews: Polska wydaje się od 1990 roku rosnąć szybciej niż niemal każda europejska gospodarka. Jakie są na to dowody?

Piątkowski: Polska jest najszybciej rosnącą dużą gospodarką w Europie od 1990 roku. I nadal radzi sobie bardzo dobrze. Według prognoz Komisji Europejskiej w tym i w przyszłym roku Polska będzie rosnąć w średnim tempie ponad 3 proc., szybciej niż jakakolwiek inna duża gospodarka w Europie i ponad trzykrotnie szybciej niż Niemcy.

Polska dobrze wypada nie tylko na tle Europy, lecz także całego świata. Od ponad 33 lat rozwija się szybciej niż Korea Południowa, Singapur, Tajwan i każda inna odnosząca sukcesy gospodarka na świecie. Polska okazała się prawdziwą globalną gwiazdą gospodarczą.

Uważam, że w Europie i poza nią wciąż brakuje świadomości tej skali sukcesu. W tym czasie dochód na mieszkańca w Polsce wzrósł 3,6 razy, a kraj przeszedł drogę od poziomu zamożności zbliżonego do Jamajki w 1990 roku do poziomu wyższego niż w Japonii czy Hiszpanii.

Co niezwykłe, Polska przeszła przez okres tak szybkiego wzrostu w bardzo dobrym stylu. Na przykład poziom nierówności dochodowych jest dziś niższy niż w Szwecji. To znaczy, że Polska była nie tylko europejskim i globalnym championem wzrostu, lecz także potrafiła podzielić się tym dobrobytem z całym społeczeństwem. To ewenement w skali świata.

Euronews: Co tłumaczy ten sukces? W książce „Europe's Growth Champion: Insights from the Economic Rise of Poland” pisze pan o pięciu „E” jako motorach sukcesu. Na czym one polegają?

Piątkowski: Mówiąc o źródłach sukcesu Polski, lubię je streścić w pięciu „E”, bo łatwo je zapamiętać: egalitarianism, education, entrepreneurship, elites i European Union.

Egalitaryzm to rzadkie, pozytywne dziedzictwo komunizmu, który w 1989 roku po raz pierwszy w historii pozostawił Polskę jako społeczeństwo względnie inkluzywne – takie, w którym ludzie, niezależnie od nazwiska, płci, miejsca urodzenia czy majątku rodziców, mają szansę dobrze ułożyć sobie życie.

Jeśli chodzi o edukację, Polska przeżyła jeden z największych boomów edukacyjnych w regionie. Między 1990 rokiem a połową pierwszej dekady XXI wieku odsetek młodych ludzi idących na studia wzrósł z 10 do 50 proc. Dla porównania, w Niemczech wynosi dziś zaledwie 38 proc.

Trzeci czynnik to przedsiębiorczość. Polska miała szczęście dysponować na tyle dużym rynkiem wewnętrznym, by utrzymać i wykształcić liczną grupę silnych, rodzimych firm, które dziś wychodzą za granicę. Ponadto Polska zbudowała jedną z najbardziej zdywersyfikowanych gospodarek w Europie i na świecie, w której żaden produkt ani branża nie dominuje. Polska sprzedaje praktycznie wszystko – od truskawek i zmywarek po drony, satelity i luksusowe jachty. Ten wysoki poziom dywersyfikacji pozwolił Polsce znacznie lepiej niż innym radzić sobie z zewnętrznymi wstrząsami i stać się jedyną gospodarką w Europie, która od 1990 roku nie doświadczyła recesji, poza lekkim spadkiem w czasie pandemii COVID‑19.

Jeśli chodzi o elity, polityka gospodarcza Polski była znacznie bardziej pragmatyczna niż w innych częściach Europy, a zwłaszcza w Niemczech. Między innymi udało się uniknąć plagi fundamentalizmu fiskalnego. Polscy decydenci zrozumieli, że inwestowanie we wzrost jest dużo ważniejsze niż abstrakcyjna liczba pokazująca relację długu do PKB.

I wreszcie Unia Europejska. Gdyby nie otwarte rynki, instytucje, jasne reguły gry i przewidywalna polityka, jakie dała Polsce UE, poziom dochodu byłby dziś, według najnowszych szacunków, o około 40 proc. niższy. Fundusze unijne również pomogły, ale odpowiadają co najwyżej za mniej niż jedną piątą całego wzrostu. Znacznie ważniejszy był dostęp do europejskich rynków, instytucji i przewidywalności, które sprawiły, że Polska stała się bezpiecznym miejscem dla ponad 350 mld euro inwestycji zagranicznych.

Euronews: Wielu Niemców wciąż postrzega Polskę jako gospodarkę doganiającą. Jak ważna dla dobrobytu Niemiec stała się w rzeczywistości Polska?

Piątkowski: W ciągu ostatnich 36 lat niemiecki eksport do Polski wzrósł 33‑krotnie – z około 3 mld euro w 1990 roku do ponad 100 mld euro prognozowanych na ten rok. Polska jest dziś dla Niemiec większym rynkiem eksportowym niż Chiny. Przy takiej skali eksportu kilkaset tysięcy miejsc pracy w Niemczech utrzymuje się dzięki dobrej kondycji polskiej gospodarki.

Ponadto są jeszcze dwie inne ważne korzyści dla Niemiec. Po pierwsze, gdyby niemieckie firmy nie mogły lokować produkcji w tańszej Polsce i w Europie Środkowej, konkurencyjność niemieckiego przemysłu i jego udział w globalnym eksporcie spadłyby znacznie szybciej. Po drugie, Niemcy otrzymują z samych tylko inwestycji w Polsce około 5 mld euro dywidend rocznie, czyli mniej więcej jedną czwartą swojego rocznego wkładu netto do budżetu UE.

Euronews: Czego Niemcy mogą się nauczyć od Polski?

Piątkowski: Po pierwsze, polska gospodarka jest znacznie bardziej liberalna niż gospodarka niemiecka, więc rynki produktów i pracy są u nas dużo bardziej otwarte niż w Niemczech. To sugeruje kierunek i skalę reform potrzebnych w Niemczech.

Po drugie, w Polsce jest znacznie więcej przedsiębiorczości. Liczba firm wchodzących na rynek i z niego wychodzących jest po prostu zdecydowanie większa niż w Niemczech. Wspiera to dynamiczna gospodarka, ale duch przedsiębiorczości naprawdę tu istnieje.

Więcej młodych Polek i Polaków ma dziś lepsze wykształcenie niż ich rówieśnicy w Niemczech. Być może warto, by Niemcy zastanowili się, ile więcej mogą zainwestować w przyszłe pokolenia.

Także dzięki funduszom unijnym infrastruktura w Polsce jest dziś pod pewnymi względami lepsza niż w Niemczech, również dlatego, że jest po prostu nowa. W ciągu ostatnich 20 lat Polska zbudowała około 6 tys. kilometrów autostrad i dróg ekspresowych. Inwestycje infrastrukturalne są kluczowe. Wydatki publiczne na inwestycje w Niemczech wynosiły w ostatnich dekadach około 2,5 proc. PKB, czyli mniej więcej połowę tego, co inwestowała Polska. Z powodu swojego fundamentalizmu fiskalnego Niemcy poważnie niedoinwestowały własną przyszłość. W najnowszym raporcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) również zwrócono uwagę, że ten fundamentalizm fiskalny podważył inwestycje kluczowe dla konkurencyjności niemieckiej gospodarki.

Euronews: Jakie są dziś największe wyzwania gospodarcze Niemiec?

Piątkowski: W obliczu bezprecedensowych wyzwań, przed jakimi stoi niemiecka gospodarka, i faktu, że przynajmniej od czasu pandemii COVID tkwi ona w stagnacji, aby znów zacząć rosnąć, Niemcy potrzebują znacznie silniejszego impulsu fiskalnego i monetarnego oraz dużo szybszych reform strukturalnych. Jak dotąd Niemcy były w obu tych obszarach zdecydowanie zbyt ostrożne.

Aby powstrzymać dalszą deindustrializację, głównie napędzaną przez Chiny, i zidentyfikować nowe branże oraz źródła wzrostu, potrzebne będzie podejście znacznie odważniejsze, wręcz rewolucyjne. Niemcy i cała Europa będą też musiały znacznie odejść od fundamentalizmu wolnego handlu – nie możemy już sobie pozwolić na bycie naiwnymi wyznawcami wolnego handlu.

Euronews: W jaki sposób Niemcy i Polska mogą się wzajemnie wzmacniać?

Piątkowski: Niemcy to największa gospodarka Europy. Polska to najbardziej dynamiczna gospodarka Europy. Połączenie tych dwóch potencjałów mogłoby być właściwym kierunkiem. Jednym ze sposobów byłoby promowanie joint venture, fuzji i przejęć między firmami niemieckimi i polskimi. Polskie firmy wniosłyby wysoki poziom konkurencyjności kosztowej, dynamiki i energii potrzebnej do podbijania rynków europejskich i globalnych. Firmy niemieckie wniosłyby dostęp do rynków światowych, globalne marki i zaawansowane technologie. Razem mogłyby skutecznie walczyć na globalnych rynkach. Dodatkowo w Niemczech jest 231 tys. małych i średnich przedsiębiorstw, głównie rodzinnych, które nie mają następców. Jeśli nikt im nie pomoże, mogą zniknąć. Znalezienie dynamicznego polskiego partnera mogłoby je uratować.

Innym polem współpracy byłoby uzgodnienie przez Niemcy i Polskę jednakowego prawa spółek, podatkowego i pracy dla nowych firm, być może zaczynając od sztucznej inteligencji i innowacyjnych startupów – w bardziej zaawansowanej wersji unijnej koncepcji tzw. 28. reżimu dla spółek. Oznaczałoby to, że firma zarejestrowana w Würzburgu czy we Wrocławiu nie musiałaby martwić się różnicami między niemieckimi i polskimi przepisami korporacyjnymi, bo byłyby one takie same. To pozwoliłoby na szybkie skalowanie, którego europejskie startupy potrzebują, by móc konkurować globalnie. Gdyby taki model się sprawdził, inne państwa członkowskie UE zapewne byłyby skłonne do niego dołączyć.

Euronews: Jak powinna wyglądać wizja gospodarcza Niemiec na następną dekadę?

Piątkowski: Uważam, że Niemcy muszą zacząć podejmować dużo większe ryzyko. Między innymi zamiast odkładać zasoby fiskalne „na czarną godzinę”, która już nadeszła, powinny postawić wszystko na jedną kartę i wydać setki miliardów euro nie tylko na wojsko – choć to ważne – lecz także na fundamentalną transformację niemieckiego przemysłu opartą na nowych technologiach, w tym sztucznej inteligencji.

Podobnie jak wcześniej Chiny, Niemcy powinny przygotować własny plan „Made in Germany 2035”, a potem zrobić wszystko, by go zrealizować – z korzyścią dla Niemiec, Polski i całej Europy.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij Obserwuj Euronews w Google

Czytaj Więcej

35 lat po traktacie o dobrym sąsiedztwie. Polska i Niemcy podpisują nową umowę obronną

"Gen solidarności" czy "imposter syndrome"? Polska wciąż szuka swojej narracji

Role się odwracają. Polska przyciąga niemieckich migrantów