Środki wchodzą w życie natychmiast, ale żeby pozostały w mocy, muszą w ciągu 45 dni uzyskać zatwierdzenie parlamentu.
Albania wprowadziła w środę wysokie grzywny dla osób uczestniczących w demonstracjach, które przeradzają się w zamieszki. Rząd próbuje w ten sposób opanować codzienne protesty w stolicy, Tiranie, gdzie domagano się dymisji premiera Albanii Ediego Ramy.
Kary finansowe mogą sięgać 500 tys. leków (5500 euro). Obejmą nie tylko osoby bezpośrednio używające przemocy. Grzywna ma grozić „każdemu, kto zdecyduje się zostać w tłumie”, który dopuszcza się aktów przemocy lub plądrowania w przestrzeni publicznej, albo „ukrywa swoją tożsamość”.
Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w Albanii wynosi 930 euro.
Nowe przepisy pozwalają policji czasowo ograniczać zgromadzenia w wybranych miejscach, m.in. w pobliżu szkół, placówek ochrony zdrowia i budynków rządowych, jeśli uzna, że istnieje ryzyko przemocy.
Przewidziano też kary za podżeganie do przemocy w internecie oraz odszkodowania dla drobnych przedsiębiorstw, które ucierpiały podczas protestów.
Antyrządowe protesty trwają od maja
W Albanii od wielu miesięcy trwają antyrządowe protesty. W ostatnich dniach demonstracje przerodziły się w starcia między protestującymi a siłami bezpieczeństwa na ulicach Tirany.
Ruch pozbawiony formalnego przywództwa rozpoczął się w maju pokojowymi demonstracjami przeciwko projektowi luksusowego hotelu w rezerwacie przyrody, powiązanemu z rodziną prezydenta USA Donalda Trumpa.
Do połowy października protesty objęły także sprzeciw wobec rzekomej korupcji, słabości systemu ochrony zdrowia oraz ograniczonych perspektyw dla młodych ludzi w kraju liczącym 2,3 mln mieszkańców.
Według oficjalnych szacunków od połowy października protesty spowodowały szkody przekraczające 2 mln euro.
W starciach między demonstrantami a policją rannych zostało ponad 350 osób. Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego i armatek wodnych, aby rozproszyć tłum.
Ograniczenia protestów w Europie
W niedzielę Rama powiedział, że zainspirował się francuskim projektem ustawy, który w środę przyjęła izba wyższa parlamentu i który przewiduje obciążenie protestujących kosztami szkód wyrządzonych podczas demonstracji.
We Francji projekt zakłada, że uczestnicy demonstracji mieliby płacić do 10 tys. euro za spowodowane zniszczenia.
Tymczasem we Włoszech nowy dekret bezpieczeństwa wprowadza surowsze kary za gwałtowne protesty, w tym od czterech do 12 lat więzienia za organizowanie grup biorących udział w brutalnych demonstracjach.