Polaryzacja polityczna w największej gospodarce Ameryki Południowej się pogłębiła. Różnica między dwoma głównymi kandydatami w pierwszej turze wyniosła mniej niż 2 proc, jeszcze mniej niż na początku wyborów w 2022 roku Euronews przedstawia sylwetki dwóch polityków walczących o Pałac Planalto.
Od początku było wiadomo, że wybory prezydenckie w Brazylii w 2026 roku będą najbardziej zacięte od czasu redemokratyzacji kraju, jednak wyniki pierwszej tury okazały się zaskakujące.
Choć żaden z dwóch głównych kandydatów nie przekroczył w tej pierwszej fazie progu 50 proc. ważnych głosów, co było przewidywane, Flávio Bolsonaro wyprzedził Lulę da Silvę, wbrew tendencji wskazywanej przez większość sondaży, które dawały niewielką przewagę urzędującemu prezydentowi.
W pierwszej turze tego głosowania różnica między dwoma najważniejszymi rywalami była najmniejsza w najnowszej historii politycznej Brazylii.
Flávio Bolsonaro**,** reprezentant radykalnej prawicy**,** zdobył ponad 56 mln głosów(47,03 proc.), natomiast Luiz Inácio Lula da Silva, kandydat lewicy, uzyskał poparcie prawie 53,9 mln wyborców (45,16 proc.).
A więc dzieli ich zaledwie nieco ponad 2,2 mln głosów, co oznacza mniej niż dwa punkty procentowe (1,87 proc.) – wynik niższy niż 5,23 proc., które dzieliły Lulę od Jaira Bolsonaro, ojca Flávia, w pierwszej turze sprzed czterech lat.
W kraju podzielonym i zradykalizowanym jak nigdy dotąd kampania przed drugą turą zapowiada się wyjątkowo intensywnie. Euronews przedstawia sylwetki dwóch polityków, którzy w ciągu najbliższych trzech tygodni będą walczyć o wejście do Pałacu Planalto i o urząd dziewiątego prezydenta Brazylii od upadku reżimu wojskowego.
Flávio i dziedzictwo nazwiska Bolsonaro
Flávio Bolsonaro wygrał w 14 stanach, w tym w czterech na północy kraju (Acre, Rondônia, Tocantins i Roraima), a także w Dystrykcie Federalnym. Zdobył przewagę w regionach Południe, Centrum-Zachód i Południowy Wschód.
Podbudowany niespodziewanym triumfem w pierwszej turze kandydat Partii Liberalnej (PL) szybko ogłosił, że wyniki oznaczają „koniec ery PT”.
Najstarszy syn Jaira Bolsonaro, 45-letni Flávio podąża śladem ojca w polityce i od 2019 roku jest senatorem wybranym w stanie Rio de Janeiro.
Flávio kandyduje, ponieważ Jair Bolsonaro nie może ubiegać się o kolejną kadencję. Po przegranej z Lulą w wyborach w 2022 roku tłum zwolenników 8 stycznia 2023 roku wtargnął do najważniejszych siedzib władz w Brasílii, próbując uniemożliwić objęcie urzędu przez Lulę. Był to atak bardzo podobny do szturmu zwolenników Donalda Trumpa na Kapitol dwa lata wcześniej, gdy przegrał on walkę o reelekcję z Joe Bidenem.
Za te wydarzenia Bolsonaro został skazany za próbę zamachu stanu na 27 lat więzienia. Odbywając karę i pozbawiony prawa ponownego kandydowania, syn oświadczył, że ojciec wyznaczył go, by startował w jego imieniu.
Podobieństwa między wydarzeniami z 8 stycznia a szturmem na Kapitol w 2021 roku nie są przypadkowe: polityczne zbliżenie do Donalda Trumpa było stałym elementem prezydentury Jaira Bolsonaro, a Flávio zapowiada, że będzie to kontynuował, jeśli zostanie prezydentem.
Prezydentura Jaira Bolsonaro, naznaczona odwróceniem wielu polityk Luli oraz pandemią Covid-19 (prezydent zdecydowanie sprzeciwiał się lockdownom i szczepieniom), była skrajnie kontrowersyjna, w dużej mierze z powodu jego brutalnego, konfrontacyjnego stylu, do którego brazylijska scena polityczna nie była przyzwyczajona.
Flávio Bolsonaro stał się bardziej rozpoznawalny, gdy w 2016 roku ubiegał się o stanowisko burmistrza Rio de Janeiro, zajmując czwarte miejsce. Podczas prezydentury ojca pozostał jedną z osób mu najbliższych. Niedawno stanął na czele kampanii na rzecz uwolnienia Jaira Bolsonaro, gdy administracja Trumpa podniosła cła do 25 proc., po wcześniejszych podwyżkach, później cofniętych, wykorzystywanych jako narzędzie nacisku w sprawie uwolnienia jego sojusznika.
Flávio poleciał do Stanów Zjednoczonych i próbował przekonać Trumpa, by nie wprowadzał taryf, sugerując, że po jego ewentualnym wyborze nie będzie ku nim podstaw, wykorzystując przy tym działania amerykańskiego prezydenta na swoją korzyść.
Jeśli więc Flávio Bolsonaro wygra wybory, można się spodziewać odtworzenia osi Waszyngton–Brasília, bardzo podobnej do tej z okresu, gdy Jair Bolsonaro i Donald Trump jednocześnie stali na czele swoich państw, w latach 2019–2021.
Jeśli Lula ma swoje „trupy w szafie”, Flávio Bolsonaro wcale nie wypada lepiej. Wskazuje się przede wszystkim na jego bliskie relacje z członkami milicji – nielegalnych formacji parapolicyjnych odpowiedzialnych za zabójstwa – w szczególności z Adrianem Nóbregą, zastrzelonym podczas operacji w 2020 roku, jedną z czołowych postaci milicji „Escritório do Crime”, uznawanej za odpowiedzialną za zabójstwo działaczki lewicy Marielle Franco w marcu 2018 roku.
Lula - weteran wśród weteranów
Lula da Silva zdobył najwięcej głosów w 12 stanach, w tym w dziewięciu stanach Nordeste, swoim bastionie wyborczym, a także w Amazonas, Pará i Amapá.
W 2022 roku kandydat Partii Pracujących (PT), który stara się o czwartą, nienastępującą po sobie kadencję, wygrał w 14 stanach. Tym razem stracił Tocantins i Minas Gerais.
Przyznając, że porażka w pierwszej turze była „lekcją”, Lula zachowuje wiarę w zwycięstwo i wyzywająco mówi do Flávia Bolsonaro, że jest „bardzo dobry w meczach o być albo nie być”.
Lula da Silva odcisnął na brazylijskiej polityce ostatnich dekad piętno jak mało kto: oskarżony o korupcję w aferze „Lava Jato” trafił do więzienia, politycznie zdążył „umrzeć” i „zmartwychwstać”. Po dwóch kadencjach w latach 2002–2010 został wybrany na trzeci mandat w wyborach w 2022 roku i teraz stara się o kolejne cztery lata w Pałacu Planalto.
Z jego politycznego dorobku niemal wszyscy – przynajmniej ci, którzy go popierają – wskazują przemianę kraju naznaczonego skrajną biedą i analfabetyzmem w Brazylię bogatszą i bardziej wyrównaną społecznie, m.in. dzięki wprowadzeniu programu „Bolsa Família” w 2003 roku.
Luiz Inácio Lula da Silva – „Lula” zaczął jako zdrobnienie, a później został oficjalnie włączony do nazwiska – jest modelowym przykładem robotnika, który stał się politykiem. Stał się znany jako związkowiec i przywódca strajków metalowców w regionie São Paulo podczas dyktatury wojskowej. Z okresu pracy jako robotnik metalurgiczny pochodzi wypadek przy pracy, w którym stracił jeden palec, oraz nadany przez przeciwników, pogardliwy przydomek „dziewięć palców”.
To właśnie te strajki, które prowadził w latach 1978–1980, doprowadziły do powstania Partii Pracujących (PT) w 1980 roku. Partia ta miała stać się główną formacją lewicy w Brazylii po demokratyzacji kraju w latach 1985–1988, a Lula – jej czołowym liderem. Jako kandydat przegrywał wybory w 1989, 1994 i 1998 roku, a do prezydentury dotarł dopiero w 2022 roku.
Skandale korupcyjne z udziałem Luli i PT w końcu go dosięgły. Megaproces „Lava Jato” i kolejne procesy prowadzone przez sędziego Sérgia Moro (późniejszego ministra w rządzie Bolsonaro) zdominowały drugą połowę dekady 2010 i sprawiły, że poleciało wiele głów, a dziesiątki polityków z różnych obozów trafiły do więzienia. Postępowanie dotyczące rozbudowanego systemu łapówek i malwersacji środków, którego centrum stanowiły półpaństwowy koncern naftowy Petrobras i firma budowlana Odebrecht, odegrało kluczową rolę w utrwaleniu nieufności wobec brazylijskiej klasy politycznej oraz w pojawieniu się prawicowego populizmu uosabianego przez Jaira Bolsonaro.
Lula trafił do więzienia w marcu 2018 roku, po skazaniu na dziewięć lat za rzekome przyjęcie mieszkania w zamian za polityczne przysługi. Ostatecznie w listopadzie 2019 roku został zwolniony i oczyszczony z zarzutów, wcześniej jednak uniemożliwiono mu start w wyborach prezydenckich w 2018 roku, które wygrał Jair Bolsonaro.