Mediapart ujawnia nowe zrzuty ekranu z antysemickimi wiadomościami przypisywanymi przewodniczącemu Zjednoczenia Narodowego. Ten jednak zaprzecza, że jest ich nadawcą.
Mediapart ujawnia nowe informacje w sprawie antysemickich wiadomości przypisywanych Jordanowi Bardelli.
Serwis śledczy opublikował w czwartek zrzuty ekranu rozmów na Messengerze z 2013 roku. Ich autentyczność miała zostać potwierdzona dzięki ekstrakcji danych przekazanych przez firmę Meta i poświadczonych przez prawnika, o czym na Twitterze informował Edwy Plenel, współzałożyciel portalu.
Metoda zastosowana przez Mediapart
Śledztwo, prowadzone przez kilka miesięcy, opiera się na dziesiątkach zapisów rozmów oraz wywiadach z 18 osobami. Konwersacje z Messengera z lat 2013–2014 trafiły do Mediapart od dwóch niezależnych źródeł, obu z otoczenia Jordana Bardelli, które – jak podaje redakcja – nie mają ze sobą żadnych powiązań.
Mediapart podkreśla, że liczne wątki biograficzne pojawiające się w tych rozmowach, w tym włoskie pochodzenie jego matki, wywiad udzielony w 2013 roku dziennikowi "Le Parisien" oraz niepowodzenie w naborze na Sciences Po, pozwalają zidentyfikować rozmówcę jako obecnego przewodniczącego Zjednoczenia Narodowego.
Portal zapewnia również, że pozyskane dane pozwalają sprawdzić, iż wiadomości nie były później zmieniane. Na razie z partii popłynęła tylko jedna oficjalna reakcja – Jean Philippe Tanguy stwierdził, że „nic nie dowodzi” autentyczności wiadomości przypisywanych Bardelli.
Jordan Bardella, który od początku sprawy zaprzecza, jakoby był autorem tych wiadomości, złożył przeciwko Mediapart pozew o zniesławienie po publikacji pierwszego śledztwa.
Szef Zjednoczenia Narodowego do tej pory odrzucał oskarżenia i na platformie X mówił o „grubych fałszerstwach” oraz operacji wymierzonej w destabilizację kampanii prezydenckiej. W samym ZN kilku czołowych działaczy udzieliło mu poparcia.
Publikacje Mediapart, zamiast izolować Jordana Bardellę, wywołały w ZN natychmiastową falę solidarności. Choć sprawa na nowo ożywia zarzuty antysemityzmu wobec tej formacji, partyjni liderzy stają za swoim przewodniczącym murem. Bardella wciąż ma wsparcie kierownictwa i pozostaje bez konkurenta przed październikowym kongresem.
Na lewicy reakcje były zdecydowanie bardziej krytyczne. Z kolei Emmanuel Macron w środę sam ocenił słowa przypisywane Bardelli jako „skrajnie poważne i niedopuszczalne” i wezwał ZN do ich wyjaśnienia.