Eksperci ostrzegają, że rok 2027 może być najgorętszym w historii pomiarów, gdy silne El Niño nałoży się na ocieplenie wywołane przez człowieka.
Rozwijające się na Pacyfiku zjawisko El Niño może być najsilniejsze od ponad 100 lat, a świat szykuje się na jeszcze bardziej ekstremalną pogodę.
Według brytyjskiego urzędu meteorologicznego Met Office rok 2027 „najprawdopodobniej” stanie się najgorętszym w historii pomiarów, gdy naturalne zjawisko pogodowe zderzy się ze zmianą klimatu wywołaną przez człowieka.
„Musimy jasno powiedzieć, że mamy do czynienia z bezprecedensowym zjawiskiem” – podkreśla profesor Adam Scaife, szef działu prognoz długoterminowych w Met Office. „Nigdy nie widziałem sygnału El Niño o takiej sile w naszych prognozach”.
Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) informuje, że wydarzenie El Niño nadal „systematycznie się nasila” i ma „zdominować wzorce klimatyczne” od sierpnia do października 2026 r., zwiększając prawdopodobieństwo temperatur powyżej normy w większości regionów świata i powodując poważne zmiany w rozkładzie opadów.
Z najnowszych prognoz opartych na wielu modelach wynika, że odchylenia sezonowej średniej temperatury powierzchni morza mogą przekroczyć 2,9°C w kluczowych regionach pomiarowych. Takie zjawisko często określa się mianem „super El Niño”, choć nie jest to oficjalna kategoria. Doprowadziło to także do wysypu publikacji medialnych ostrzegających przed El Niño o „mocy Godzilli”.
Prognozowana jest nie tylko dalsza intensyfikacja El Niño, lecz także dodatnia faza dipolu Oceanu Indyjskiego (gdy wzór klimatyczny w zachodniej części Oceanu Indyjskiego staje się przeciętnie cieplejszy, a wschodnia część chłodniejsza niż zwykle).
„El Niño nie jest już tylko u naszych drzwi – weszło do domu i podkręca ogrzewanie. A to dopiero próba generalna” – ostrzega sekretarz generalny ONZ António Guterres. „El Niño się wzmacnia, dolewając oliwy do ognia na planecie, która już płonie pod żarem kopuł gorąca, apokaliptycznych pożarów i rekordowo rozgrzanych mórz”.
Guterres dodaje, że paliwa kopalne „rozniecają płomienie” kryzysu i apeluje o zakończenie rozbudowy sektora węgla, ropy i gazu.
Ale czy El Niño faktycznie dotrze do Europy i jak odczujemy jego skutki?
Czym jest El Niño i na co wpływa?
El Niño (z hiszpańskiego „chłopiec”) to naturalne zjawisko pogodowe, które pojawia się nieregularnie – przeciętnie co dwa do siedmiu lat – gdy temperatura wód wschodniego Pacyfiku staje się wyjątkowo wysoka.
Podnosi to temperaturę na całym świecie i tworzy warunki do częstszych ekstremalnych zjawisk pogodowych.
Poprzednie epizody El Niño, jak ten, który uformował się w maju 2023 r. i utrzymywał do marca 2024 r., przyczyniły się do rekordowych upałów. Z kolei długotrwałe susze i pożary lasów na wielu obszarach świata były dodatkowo podsycane przez to zjawisko.
Jednak skutki El Niño najmocniej odczuwalne są w strefie tropikalnej.
Podwyższone ryzyko powodzi w czasie wcześniejszych epizodów El Niño dotykało Ameryki Południowej, południowej części USA, wschodniej Afryki i Azji Centralnej. Jednocześnie susze i zagrożenie pożarami nasilały się na rozległych obszarach Australii, w północnych rejonach Ameryki Południowej oraz w niektórych krajach Azji, m.in. w Indonezji.
Jak El Niño wpływa na Europę?
W Europie skutki El Niño są znacznie bardziej pośrednie i na ogół mniej dotkliwe.
To naturalne zjawisko może zwiększyć prawdopodobieństwo bardziej zmiennej pogody w dalszej części roku, na przykład łagodniejszej, bardziej deszczowej i wietrznej jesieni oraz wczesnej zimy. Jest jednak mało prawdopodobne, by wpłynęło na europejskie lato 2026 r.
Oznacza to, że ostatnie miesiące skwaru, który zabił tysiące Europejczyków, nie są skutkiem El Niño, mimo że część mediów wiąże te zjawiska ze sobą.
Ekstremalna pogoda w innych częściach świata będzie jednak miała pośredni wpływ na Europę – eksperci ostrzegają przed możliwymi niedoborami żywności.
Instytut Edukacji Wodnej IHE Delft w Niderlandach pracuje w regionach bezpośrednio dotkniętych przez El Niño i ostrzega, że wiele podstawowych produktów spożywczych importowanych do Europy może być zagrożonych.
W Nikaragui na przykład kluczowe uprawy, takie jak kukurydza i fasola, mogą zawieść na już wrażliwych terenach, co grozi niedoborami żywności i utratą dochodów w tym kraju.
Brak opadów i niskie stany rzek sprawią też, że nawadniane uprawy w Kolumbii, północno‑wschodniej Brazylii i Indiach będą objęte poważnymi ograniczeniami albo będą musiały w większym stopniu opierać się na wodach gruntowych. Może to prowadzić do ich nadmiernego wykorzystywania, a w konsekwencji do niedoborów eksportowych.
„El Niño odwraca uwagę” od zmian klimatu
Choć skutków El Niño nie należy lekceważyć, eksperci klimatyczni podkreślają, że znacznie większą rolę w nasilaniu ekstremalnej pogody i wzroście temperatur odgrywa zmiana klimatu.
Większość epizodów El Niño podnosiła chwilowo średnią temperaturę na świecie o ok. 0,2°C. Zmiana klimatu z kolei zwiększyła średnią temperaturę powierzchni Ziemi (morza i powietrza) o około 1,3–1,5°C względem epoki przedindustrialnej.
Skutki El Niño nakładają się więc na już ocieplający się klimat, zamiast być jedyną przyczyną konsekwencji, których obawiają się naukowcy.
Dlatego właśnie rok 2025 był trzecim najcieplejszym rokiem w historii pomiarów – cieplejszym niż rok 2016, kiedy panowało El Niño – mimo naturalnie występującego chłodzącego wpływu zjawiska La Niña (naturalnego odpowiednika El Niño, który zwykle obniża globalne temperatury).
„El Niño jest zjawiskiem naturalnym” – mówiła w maju naukowczyni klimatyczna Friederike Otto z Imperial College London, zanim oficjalnie stwierdzono wystąpienie warunków El Niño.
„Przychodzi i odchodzi. Zmiana klimatu przeciwnie – będzie się pogarszać tak długo, jak długo nie przestaniemy spalać paliw kopalnych. To właśnie zmiana klimatu jest powodem, by bić na alarm”.
Ioanna Vergini, założycielka globalnej platformy prognoz pogody WFY24 (źródło w Angielski), mówi w rozmowie z Euronews Earth, że El Niño było wykorzystywane jako „zasłona dymna” dla zmian klimatu, gdy Europa w ubiegłym tygodniu smażyła się w upałach sięgających 40°C.
Z szybkiej analizy atrybucyjnej organizacji World Weather Attribution (WWA) wynika, że dzienne maksima i nocne temperatury zanotowane podczas ostatniej kopuły gorąca byłyby „praktycznie niemożliwe o tej porze roku” jeszcze w 1976 r., a stały się możliwe wskutek ciągłych emisji z paliw kopalnych.