Izrael i Hezbollah ostrzeliwują się po zapowiedzi wstrzymania działań przez Donalda Trumpa, co podważa starania o zawieszenie broni.
We wtorek Izrael i Hezbollah wymieniły ogień, zaledwie kilka godzin po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił, że obie strony zgodziły się przerwać działania zbrojne.
Trump napisał na platformie Truth Social, że premier Izraela, Benjamin Netanjahu, zawrócił wojska po prośbie, by nie przeprowadzać planowanego ataku na Bejrut. Dodał, że za pośrednictwem mediatorów uzgodniono, iż także Hezbollah zgodził się wstrzymać ataki, a od Izraela oczekuje się wzajemności.
We wtorek strony konfliktu sprawiały jednak wrażenie, jakby zaprzeczały zapowiedzi Trumpa. Izrael przeprowadzał ataki na południowy Liban, a Hezbollah ostrzeliwał północ Izraela.
Jak dotąd żadna ze stron nie potwierdziła jednoznacznie, że obowiązuje formalne zawieszenie broni.
Netanjahu dał do zrozumienia, że izraelskie operacje mogą być kontynuowane. Zapowiedział, że Izrael uderzy w cele w Bejrucie, jeśli Hezbollah nie przerwie ataków na izraelskie miasta i ludność cywilną.
Władze Libanu poinformowały, że Hezbollah zaakceptował wspieraną przez USA propozycję „wzajemnego wstrzymania ataków”. Zgodnie z nią Izrael miałby zakończyć naloty na południowe przedmieścia Bejrutu w zamian za przerwanie ostrzału przez granicę.
Nowa fala przemocy następuje po gwałtownej eskalacji w ostatnich dniach. Siły izraelskie przeprowadziły najgłębsze od dwóch dekad wtargnięcie do Libanu i prowadziły ciężki ostrzał, grożąc także uderzeniami na południowe przedmieścia Bejrutu, bastion Hezbollahu.
Izrael i Liban mają we wtorek i środę prowadzić rozmowy w Waszyngtonie.
Walki zagrażają także rodzącemu się porozumieniu w sprawie przedłużenia zawieszenia broni w wojnie z Iranem. Trump powiedział wczoraj, że pośrednie rozmowy z Iranem toczą się w „szybkim tempie”. Teheran chce, by każde porozumienie obejmowało także Liban.