Newsletter Biuletyny informacyjne Events Wydarzenia Podcasty Filmy Africanews
Loader
Śledź nas
Reklama

Z Kolumbii na front: historie ludzi, którzy poszli na cudzą wojnę w poszukiwaniu lepszego życia

John Edward Villarreal Rayo pozuje z innymi członkami sił ukraińskich.
John Edward Villarreal Rayo pozuje z innymi członkami sił ukraińskich. Prawo autorskie  Cortesía de Sarai Vera
Prawo autorskie Cortesía de Sarai Vera
Przez Rafael Salido
Opublikowano dnia
Udostępnij
Udostępnij Close Button

Według szacunków ONZ około 10 000 Kolumbijczyków bierze udział w konfliktach zbrojnych poza granicami kraju. Dla wielu z nich decyzja o wyjeździe jest próbą ucieczki od biedy i braku perspektyw, jednak jej konsekwencje często oznaczają dla rodzin ciszę, ból i niepewność.

Był wrzesień 2025 roku, kiedy niespodziewana, bratobójcza konfrontacja między kolumbijskimi żołnierzami miała miejsce w zaskakującym - delikatnie mówiąc - miejscu: na linii frontu w Ukrainie.

REKLAMA
REKLAMA

Narratorką tej historii jest Sarai Vera, której mąż, John Edward Villarreal, zaginął w zeszłym roku podczas jednego z ataków. Kobieta wciąż ma nadzieję, że żyje i „wkrótce” się odezwie.

Nie jest on odosobnionym przypadkiem. Według szacunków ONZ tysiące Kolumbijczyków walczy obecnie w konfliktach, które nie są ich własnymi. Większość z nich motywują pieniądze - środki, które choć potrzebne, nie zawsze przynoszą szczęście.

„To była kwestia pieniędzy. Znam nawet rodziny, których mężowie i synowie wyjechali do Rosji, ponieważ tam zaoferowano im więcej” - powiedziała Vera w rozmowie z Euronews. „Chodziło o pieniądze - i w pewnym momencie, na polu bitwy, Kolumbijczycy strzelali do Kolumbijczyków” - dodaje.

Urodzona w Wenezueli kobieta wyjaśnia, że podstawowa pensja wynosiła około 12 milionów kolumbijskich pesos miesięcznie, czyli około 2800 euro. Dodatkowo oferowano premię w wysokości około siedmiu milionów pesos (około 1600 euro), która - jak twierdzi - miała być wypłacana przez NATO. „W porównaniu do płacy minimalnej w Kolumbii, ludzie wyjeżdżają z myślą, że zarobią dużo pieniędzy” - mówi.

Podobną historię przedstawia Mireya Pineda, która wskazuje, że to ograniczone możliwości zatrudnienia w Kolumbii skłoniły jej męża, Pablo Puentesa, do wstąpienia do ukraińskich sił zbrojnych jako sanitariusz. Wcześniej pracował jako kierowca karetki pogotowia.

„Był bardzo zdesperowany, gdy stracił pracę, a ta desperacja doprowadziła go do decyzji: pojadę, popracuję trzy lub sześć miesięcy, a potem wrócę” - mówi Pineda. „Jego marzeniem zawsze był własny dom” - wyjaśnia.

Para ma dwoje dzieci - 11-letniego chłopca i 6-letnią dziewczynkę. Pineda, która określa siebie jako „twardą osobę”, nie kryje łez, opowiadając o swoim partnerze, który obecnie przebywa w rosyjskich rękach i został skazany na 28 lat więzienia o zaostrzonym rygorze. Kobieta planuje w najbliższych dniach podróż do Ukrainy, aby spróbować przyspieszyć działania na rzecz jego uwolnienia.

Reputacja kolumbijskich żołnierzy

To tylko dwa przykłady w rosnącej liczbie przypadków Kolumbijczyków, którzy decydują się chwycić za broń i ryzykować życie w obcych konfliktach. Według szacunków ONZ ponad 10 000 Kolumbijczyków mogło zostać zrekrutowanych do udziału w różnych konfliktach zbrojnych na świecie - zarówno legalnie, jak i nielegalnie. Niektórzy kolumbijscy najemnicy byli również powiązani z zabójstwem Jovenela Moïse’a na Haiti.

Zjawisko to wynika z wielu czynników: niestabilności w kraju, procesu pokojowego zainicjowanego przez rząd prezydenta Gustavo Petro, który pozostawił część byłych bojowników bez źródeł dochodu, a także z dobrej reputacji kolumbijskich sił zbrojnych, która czyni ich byłych członków atrakcyjnymi kandydatami dla zagranicznych armii i grup najemniczych.

„Kolumbijscy żołnierze są za granicą uznawani za bardzo dobrych, dobrze wyszkolonych, co sprawia, że skupia się uwagę właśnie na Kolumbii i na tej grupie ludzi” - powiedział Euronews Carlos Ramírez, koordynator organizacji pozarządowej La Voz De Los Que No Están, zajmującej się poszukiwaniem zaginionych w walkach Kolumbijczyków.

Ramírez podkreśla jednak, że ta reputacja bywa wyolbrzymiana. Służba wojskowa w Kolumbii jest obowiązkowa, ale - jak zaznacza - „nie oznacza to automatycznie udziału w realnych działaniach bojowych; często kończy się jedynie uzyskaniem książeczki wojskowej”.

„Wszyscy Kolumbijczycy mają książeczkę wojskową i często traktuje się ją jak przepustkę do wyjazdu za granicę, choć nie każdy jej posiadacz ma rzeczywiste doświadczenie bojowe” - dodaje Ramírez.

Pablo Puentes w mundurze armii ukraińskiej.
Pablo Puentes w mundurze ukraińskiej armii. Cortesía de Mireya Pineda

Tak właśnie było w przypadku Puentesa, mówi Pineda. „Pablo odbył służbę wojskową zaraz po ukończeniu szkoły średniej, gdy miał 18 lat. W Kolumbii trwa ona rok i oczywiście nie wysyła się takich osób do strefy walk” - wyjaśnia Pineda. „Od tamtej pory ten człowiek nigdy więcej nie wziął do ręki broni” - dodaje.

Oszukany czy nie?

Historia Puentesa, która rozpoczęła się pod koniec 2024 roku, ujawnia również kolejny wspólny element wielu podobnych przypadków - oszustwo. W tym konkretnym przypadku „koszmar” Kolumbijczyka, według Pinedy, zaczął się od znajomego, który zaoferował mu pracę kierowcy karetki w Polsce. Jednak po przyjeździe na miejsce nikt na niego nie czekał. W końcu natknął się na ogłoszenie dotyczące pomocy medycznej dla Ukrainy.

„Wtedy tam pojechał. Trafił do batalionu, nie pamiętam w jakim rejonie, gdzie było wielu Kolumbijczyków” - relacjonuje Pineda. Ostatni kontakt z mężem miała 3 stycznia 2025 roku. Pablo poinformował ją wtedy, że wybiera się na misję ewakuacji rannych i że jeśli nie odezwie się w ciągu dwóch dni, ma skontaktować się z jego kolegą. „Dbaj o dzieci. Nie wiem, czy jeszcze się zobaczymy” - powiedział.

Wobec całkowitego braku kontaktu ze strony jednostki wojskowej Pineda rozpoczęła własne poszukiwania. Zgłosiła zaginięcie w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, Czerwonym Krzyżu, Ministerstwie Spraw Zagranicznych, prokuraturze i policji. Równocześnie przeszukiwała szpitale, sieci społecznościowe oraz międzynarodowe platformy osób zaginionych. W ten sposób 15 stycznia znalazła na rosyjskiej stronie internetowej zdjęcie, na którym Pablo został zidentyfikowany jako „żywy w niewoli”.

Kilka dni później nagranie opublikowane na kanale Telegram potwierdziło, że Pablo został schwytany przez siły rosyjskie po tym, jak podczas ofensywy szukał schronienia w wrogim okopie. W lipcu 2025 roku został skazany na prawie 30 lat więzienia.

„To człowiek, który nie znosił zamknięcia, który był bardzo aktywny i nie potrafił usiedzieć w miejscu” - mówi z żalem jego żona.

Kontrakt z Siłami Zbrojnymi Ukrainy podpisany przez Pablo Puentesa.
Kontrakt z Siłami Zbrojnymi Ukrainy podpisany przez Pablo Puentesa. Cortesía de Mireya Pineda

W przypadku Villarreala, który podpisał kontrakt z Siłami Zbrojnymi i który zdołał go zrozumieć jedynie „dzięki tłumaczowi Google”, jego żona przyznaje, że wiedział on o wyjeździe na front, ale jednocześnie uważa, że w pewnym stopniu został wprowadzony w błąd.

„Wiedział, że będzie walczył, ale myślę, że do pewnego stopnia został oszukany przez osobę, która przekazała mu informacje, a on jej zaufał” - mówi Vera.

Kręta droga dla krewnych

Carlos Ramírez z organizacji La Voz De Los Que No Están potwierdza, że mimo niedawnej ratyfikacji przez rząd Gustavo Petro Międzynarodowej konwencji przeciwko rekrutacji najemników z 1989 roku, w Kolumbii nadal istnieje „szara strefa”, w której działają nieformalni rekruterzy.

„Stopa bezrobocia jest wysoka, możliwości rozwoju gospodarczego są ograniczone, a oferty pracy - często w cudzysłowie - pojawiające się w mediach społecznościowych, takich jak TikTok czy Instagram, stają się bardzo atrakcyjne” - zauważa. „Niektórzy rekruterzy mówią prawdę o warunkach, ale inni celowo je upiększają, przez co ludzie myślą: to nie będzie takie trudne”.

Pineda apeluje o większe wsparcie ze strony rządów - zarówno w Kijowie, jak i w Bogocie. Jest jednak wdzięczna za pomoc, jaką w ostatnim czasie otrzymała od organizacji pozarządowej wspierającej rodziny Kolumbijczyków zaginionych na wojnie. Tam spotkała „wspaniałych ludzi”, którzy znajdują się w podobnej sytuacji.

„To wszystko jest bardzo skomplikowane. Każda historia jest inna” - mówi Pineda. „Można powiedzieć, że staliśmy się jedną rodziną, mimo że się nie znamy. Ale jednocześnie każdy przypadek jest inny - taki sam, a jednak inny”.

John Edward Villarreal, ubrany w mundur wojskowy, w Ukrainie.
John Edward Villarreal, ubrany w mundur wojskowy, w Ukrainie. Cortesía de Sarai Vera

Ogólnie rzecz biorąc, wiele z tych historii łączy wspólne pragnienie zapewnienia swoim bliskim lepszego życia - czasem nawet bez informowania rodziny o zamiarze wyjazdu na wojnę w odległym kraju. Jednak na końcu tej drogi często pozostają jedynie cisza, ból i niepewność.

Być może właśnie dlatego Vera wspomina, że odebrała jako „znak” fakt, iż plan Villarreala, by się zaciągnąć, początkowo niemal upadł, gdy jego kontakt w Kolumbii nie pojawił się, by zająć się jego paszportem. Ostatecznie jednak udało mu się wstąpić do wojska. W czerwcu 2025 roku poleciał do Stambułu, a stamtąd do Ukrainy. We wrześniu 2025 roku jego jednostka została zbombardowana przez rosyjską armię. Od tego czasu nie ma o nim żadnych wieści.

„Zawsze mówiłam mu, żeby nie jechał” - mówi z żalem jego żona.

Przejdź do skrótów dostępności
Udostępnij

Czytaj Więcej

Kolumbia na granicy zagrożenia. Petro prosi USA o interwencję

Z Kolumbii na front: historie ludzi, którzy poszli na cudzą wojnę w poszukiwaniu lepszego życia

Autonomiczny robot ratuje starszą kobietę w pobliżu frontu na Ukrainie